notki 31 Jan 2010

Sobota, 30 stycznia 2010
18:34 witajcie na zywo z zapomnianej przez drogowcow wsi gdzie utknalem ok 13 i do teraz nie widze szans na powrot

18:37 jak do tego doszlo? Ano naszla mnie ochota zmienic samochod. Pojechalismy, nie byl fajny, ale przyszla fajna sniezyca

18:38 w polaczeniu z wiatrem w pol godziny zasypala jedyna droge wyjazdowa z tej wioski, imie ktorej ma byc zapomniane.

18:40 ci co probowali przejechac wracali szybko ciagnieci przez traktory miejscowych. My sami po 3 godzinach sprobowalismy drogi przez las

18:43 szlo dobrze do chwili w ktorej ten las oposcilismy. Wbilismy sie w taka zaspe ze nie ma zmiluj. A zaczelo sie zmierzchac

18:45 przyznam szczerze, spacer przez ciemny las z kijem w reku (a bo to ja wiem czy tam jakies wilki nie sa?) byl dosc stresujacy.

18:50 u lesniczego dostalem kontakt do rolnika ktory pomogl nam wydostac sie spowrotem do lasu. Sam sie przy okazji tez zakopal

19:38 wrocilismy do ‘naszej’ wioski. Traktor ktory przyjechal oczyszczajac droge wraca robiac wyrwe w pol metrowej zaspie. Nie ma szans na wyjazd dzis

19:39 znalezlismy nocleg w gospodarstwie agroturystycznym, do rana starczy a potem sprobujemy znow opuscic te strony.

Niedziela, 31 stycznia 2010
08:12 dzien dobry dnia drugiego. Mimo braku bierzacej wody nie moge marudzic na pokoj w ktorym spalismy. Lepsze stale 17-18 stopni niz ruchome 5-20

08:14 patrzac za okno jestem optymista. Snieg nie pada, wiatr tez sie uspokoil. Jak tylko nasi gospodarze wstana pozegnamy sie i sprawdzimy jak droga

12:54 oj zawiało, zasypało. gdy ruszyliśmy rano zaspy na drodze wyjazdowej sięgały grubo ponad dach samochodu

12:55 na szczęście mróz był naszym sprzymierzeńcem i uspokoił ten cholerny wiatr. Wronki, Szamotuły, Oborniki, Poznań.. trasa wygląda koszmarnie

12:56 ale przynajmniej była przejezdna.

12:59 teraz jestem już po śniadaniu, ciepłej kawie i prysznicu. No i wiem, że drugi raz takiej przygody nie chcę ;) over and out

Powyższy tekst stanowi krótki zapis tego, co przeżyłem w ten weekend. Jest to niemal dokładna kopia bliploga, z pominięciem tagów i małą korektą chronologiczną. I jakkolwiek może to wydawać się dziwne, patrząc na to z perspektywy przytulnego i ciepłego wnętrza mojego domu, była to niezła przygoda.

Ps. Tytuł być może i jest przesadzony, ale skojarzenia nasunęły mi się same w momencie gdy przypomniałem sobie, że jedną z ostatnich wiosek jakie mijaliśmy po drodze, zanim utknęliśmy był.. Czyściec.

głupoty and notki 3 Jan 2010

Doprawdy, jeszcze dzień, dwa przed sylwestrem gotów byłem stwierdzić, że tak naprawdę mogło by go wcale nie być i zadowoliłbym się w zupełności 3-4 dniowym wolnym jakie wielu z nas przypadło w udziale.

Dzisiaj, ostatniego dnia tego lenistwa podpisuję się pod tym rękami i nogami. I to mimo tego, że wyjazd sylwestrowy udał się praktycznie w 100%. Ot pomijając kanonadę o 12 dzień ten (i wieczór) nie różnił się niczym od pozostałych. Mówi się – nowy rok, carte blanche, wszystko cacy. A g..uzik prawda. Pomijając zmianę cyferki w kalendarzu niczym, absolutnie niczym dni nie różnią się od poprzednich.

Mimo to, w ten jeden wieczór życzymy sobie jak najlepiej, pomyślności, lepszego życia i zdrowia. Dziękuję za te życzenia które otrzymałem, przesyłam tym, do których być może nie dotarły w tej świątecznej burzy wiadomości (a znam przynajmniej dwa takie zaginione w akcji smsy).

I żyjemy dalej.

notki and studia 29 Dec 2009

Wesołego po świętach. Za dwa dni koniec roku, więc pomyślałem, że może fajnie byłoby zebrać się w sobie i spłodzić jakeś podsumowanie. Szczególnie, że skończywszy czytać dziś po południu Millenium Larssona mam jakąś wewnętrzną potrzebę, albo raczej głód pisania. Chyba dlatego, że głównym bohaterem trylogii jest dziennikarz i wręcz zazdrościłem postaci literackiej tego, jak “spędzał na pracy parę godzin, po których miał jakieś 10 stron tekstu”. Cholera, chciałbym, żeby z moją magisterką szło podobnie.

Niestety, jestem daleko w tyle, jeżeli chodzi o wenę, ogólny zarys czy kształt całości. Niby jakieś 2 miesiące temu stworzyłem ogólny plan pracy, a dziś po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, czy ja tak na prawdę tego tytłu potrzebuję; czy jest sens kończyć te studia. Brzmi to groteskowo, szczególnie, że spędziłem na uczelni ostatnie 4,5 roku i władowałem w nią niemałe pieniądze. Prawdą jest jednak, że w porównaniu z doświadczeniem, jakie zdobyłem w pracy uczelnia dała mi jedynie ogólny pogląd na paręnaście spraw, na które prędzej czy później może i tak bym zwrócił uwagę. Sam siebie zdążyłem już skarcić za takie myślenie, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że tak na prawdę odbębniam kolejne zjazdy na uczelni, byle tylko dotrwać do końca i mieć to z głowy – niezależnie od tego, czego się tam dowiaduję. Pozostaje mi zacisnąć zęby i spróbować znaleźć motywację. Najgorsze będzie jak zwykle spotkanie z promotorką, jakoś tydzień po nowym roku, gdy (być może) znowu nie będę miał nic do pokazania/oddania.

W sumie, żałuję, że tak po macoszemu obchodzono się z nami na licencjacie. Zdobycie tego, jakby nie patrzeć, naukowego tytułu uczelni wyższej kosztowało mnie i moich kolegów mniej więcej tyle wysiłku co napisanie testu wielokrotnego wyboru z całości materiału, który przyswoiliśmy sobie w ciągu trzech lat i napisania projektu zaliczeniowego. Chyba już kiedyś wspominałem, że oddawanie projektu było niczym innym jak dowcipem, który ze względu na “wszyscy nie mamy czasu, miejmy to z głowy jak najszybciej” zamknęło się w 5 minutach poprzedzonych 2 tygodniami intensywnej pracy. Sam test zaś.. nie mówiąc już, że uzyskanie pomocy w trakcie pisania było proste, bo i same pytania nie należały do szczególnie trudnych, a na większość z nich dało się odpowiedzieć  bez specjalnej wiedzy, przez zwykłe zastanowienie się nad możliwymi wariantami.

Natomiast wydaje mi się, że gdyby już wtedy kazano nam coś napisać, dzisiejszy dzień wyglądałby zupełnie inaczej. Moim największym problemem jest to, że nie do końca wiem w jakim stylu ta magisterka ma zostać napisana. Czy wykładać krowie na rowie, że czarne jest czarne, a białe – białe, czy może potraktować potencjalnego odbiorcę jako kogoś zaznajomionego z tematyką. Uprzedzając pytania – pytałem o to promotora, ale ciągle mam jakieś wewnętrzne wątpliwości i co rusz skreślam wcześniej napisane zdania, bo po godzinie czy dwóch zwyczajnie przestają mi pasować. Innymi słowy kręcę się w kółko.

Patrzcie tylko. Myślałem początkowo o jakiś podsumowaniach, a wyszło mi uzewnętrznienie tych paru myśli, które chodziły mi cały dzień po głowie. Dobre i to, może teraz znajdzie się w niej miejsce na coś bardziej konstruktywnego.

Za dwa dni sylwester, planowo niesprecyzowany tak tylko jak to możliwe, bo wszystko posypało się gdzieś tydzień temu. Ostatnie dnie tego roku spędzam w domu, dzięki uprzejmości Fresha, więc mam dużo czasu na myślenie. Może nawet za dużo.

notki 24 Dec 2009

W chwili, gdy świąteczne przygotowania wchodzą w decydującą fazę;

w momencie, gdy pracujący dziś odliczają leniwie ostatnie godziny do wyjścia z pracy (lub przeciwnie, starają się ze wszystkim zdążyć);

na ten czas, gdy wszyscy wyczekują tej szczególnej chwili, gdy ze spokojem usiądą z rodziną i oddadzą się słodkiemu lenistw;

życzę wam spokojnych, radosnych i wesołych świąt, wyhamowania z owczego pędu, w który każdy prędzej czy później wpada;

życzę zupełnie przyziemnie, smacznego karpia, wspaniałych prezentów i oby Kevin omijał wasz dom;

życzę, całkiem metafizycznie, szczęśliwych myśli, radosnych uniesień i chwili zadumy;

w końcu też, życzę by przyszłotygodniowy sylwester okazał się lepszy od poprzedniego, a nadchodzący rok – po stokroć lepszy od czegokolwiek, co udało wam się przeżyć.

Tomek ketsu Kociemba

książka and notki 10 Dec 2009

Czołem po ponad miesiącu od mojej ostatniej aktywności. No, aktywności na blogu, bo konto na blipie ma się dobrze. Domyślam się, że od tamtego czasu wydarzyło się tyle, że opis wszystkiego byłby nudny jak flaki z olejem i ciekawy tylko dla.. mnie?

Z tego też powodu postanowiłem dać upust swojej złości na niejakiego Jarosława Grzędowicza, który w końcu popełnił trzeci tom “Pana Lodowego Ogrodu”.

O samej książce nie dane było mi pisać więcej jak w dwóch słowach, więc wypada powiedzieć, że jest to miks średniowiecznego eposu o wikingach, japońskiej przypowieści o cesarzu i “Zaginionego w akcji” XXI wieku. Oczywiście w wielkim uproszczeniu. Pierwszy tom pojawił się w 2005 roku, przynosząc swojemu autorowi nagrodę im. Janusza Zajdla. Na drugi przyszło czekać dwa lata, a ja zetknąłem się z nimi w sierpniu 2008.

Przyznam w tym miejscu, że nie od początku byłem przekonany zarówno do historii jak i sposobu w jakim imć Grzędowicz przedstawiał świat. Podzielił bowiem tomy na dwie dziejące się równolegle historie, a co więcej przeplatał z uporem narrację pierwszo i trzecioosobową. Dopiero drugie podejście przekonało mnie, że i nagroda była zasłużona i niespotykany przeze mnie styl również ma swój urok.

To było w wakacje 2008, a dopiero pod koniec listopada tego roku w księgarniach pojawił się tom trzeci. Znaczy to tyle, że na każdy kolejny autorowi potrzeba było dobre dwa lata. Długo, jak na wszelkie standardy. No ale, fan kocha, fan poczeka, fan kupi.

Gdy książka w końcu trafiła w moje ręce ze smutkiem stwierdziłem, że jest chudsza od poprzednich. Czytając co wieczór rozdział, góra dwa zajęło mi niecały tydzień dotarcie do końca. I tutaj nastąpiła konsternacja, bo zamiast spodziewanego (happy) endu mamy punkt kulminacyjny i.. brakowało tylko “to be continued..” na okładce. Noszfak.. dwa lata czekania i teraz świadomość, że na następny, (być może) ostatni tom przyjdzie czekać kolejne dwa? Się nie godzi Panie Grzędowicz…

W ramach protestu sięgnąłem po serię zakończoną i wydaną – Millenium Stiega Larssona, której przeczytanie zajmie mi pewnie miesiąc z okładem. Wtedy też znowu się odezwę.

Ps. Jako, że niekoniecznie powyższe może być dla wszystkich zrozumiałe, w paru słowach: książka cholernie mi się podobała. W końcu wyczekiwane od lat wątki się połączyły i to w sposób, jakiego bym w życiu nie przewidział, a który wywołał u mnie szczery śmiech i zachwyt. Tym bardziej ucinanie historii w momencie w którym jedyne czego się wyczekuje to grande finale uważam za skandal i z niecierpliwością będę czekał na następny tom licząc, że po pierwsze, będzie ostatnim, po drugie, wyjdzie szybciej.

dalej