February 2007
Miesiąc
these days…
Sesja – over. 5:0 dla mnie. Poza matmą (3) oceny powyżej 4. Wolne od myślenia do czerwca. Ferie? Ten weekend mam wolny – niewiele tego ;P 23 lutego zaczynamy kolejny semestr. Jutro “walę-tynki”. Jakoś nigdy dobrze mi się nie kojarzyły. Bywa. Praca – wre, ale idzie do przodu, niedługo selenium przestanie mnie męczyć. Dni – coraz dłuższe, podoba mi się to… i tak jakoś bez sensu, bez celu to wszystko…
short ‘n’ all..
Pobudka – 4:45, w domu o – 18:45. Zadowolenie z dnia – bardzo duże. Zmęczenie – porównywalne. Sesja – do przodu, bo jak inaczej. Egzaminy – pikuś. Bilard – 2:1 dla kumpli. Piwo – 2:0 dla mnie. Zima – 3:1 dla niej. Kebab też pasował. W sumie, to nie mam sił, by coś więcej napisać. Ale to była w sumie miła odmiana, jakiej mi było trzeba :) Jutro odpocznę i z nowymi siłami w nowy tydzień.
chasin’ dreams…
Dzisiaj z innej beczki. Nie mam płyty, którą mógłbym opisać, nie mam strony, którą mógłbym polecić. Monika stwierdziła, że ani razu oficjalnie tego nie powiedziałem – tak, chciałbym wrócić do liceum. Wstawać o 7, wracać do domu przed 15 i mieć całe godziny wolnego czasu tylko dla siebie. Nawet jeżeli część z nich musiałbym przeznaczyć na uczenie się na śmieszne (jak się teraz wydaje) sprawdziany byłoby to o wiele więcej wolnego czasu o jakim w tej chwili mogę marzyć. Jest i druga strona medalu. Prawda jest taka, że swój wolny czas przehandlowałem na pieniądze, które co miesiąc wpływają na moje konto, a które to dostaję za spędzanie 8 godzin w biurze, 3-4 w pociągach/tramwajach i chodząc pieszo tam, gdzie nie da się dojechać. Pytanie – czy warto. Przyznam, że widzę tego plusy, o tak. Nie ma, że moje działanie jest w sumie bezcelowe i nonsensowne. Ale widzę też minusy i codziennie niemal zastanawiam się, co jest dla mnie bardziej ważne. Codziennie też sobie odpowiadam – ludzie w koło mnie są ważni. To ile im poświęcam uwagi. Ważny dla mnie jest przymus, który skłania mnie do tego, że wciąż pracuję, innymi słowy studia. Bez nich nie musiałbym pracować, ale bez nich też nie miałbym gdzie pracować gdy przyszedłby na to czas. Wszystko rozchodzi się o papierek, który mam nadzieję dostać za 3,5 roku. Aktualny cel w życiu obok zachcianek i marzeń, które siłą rzeczy musiały zejść jeśli nie na dalszy, to przynajmniej na drugi plan. Trochę to głupie, ale cóż – damy radę, ja i każdy z osobna. Bo trzeba :)
riddle…
Zest Riddle
Ktokolwiek to wymyślił miał stanowczo za dużo wolnego czasu i niezły łeb. Co to za strona? Z zagadką. Jaką? Wielowymiarową, złożoną, zakręconą. Niektórzy są w stanie poddać się na pierwszym ekranie, a w sumie nie wiadomo ile ich jest. Czasami na odpowiedź można wpaść po 5 minutach, a innym razem po kilku godzinach wpatrywania się w obrazek, który kryje w sobie klucz. To też straszny pożeracz czasu. Siedziałem nad nią wczoraj od ok 21 do 2 nad ranem (co prawda nie sam {hi Gosiu^^}, ale i tak) i nawet nie zauważyłem gdzie ten czas uciekł. Przydaje się znajomość angielskiego, osławione w niektórych kręgach “Google, bitch” oraz umiejętność dostrzegania tego, co znajduje się w tle, co nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. No i cierpliwość – w dużych ilościach. Jeśli was wciągnie – powodzenia :)
muzyka and notki
3 Feb 2007
Comatose
Skillet – Comatose
Prawda jest taka, że długi czas interesowałem się tylko bardzo wąskim zakresem muzyki. Można by rzec, że poza klasyką polskiego rocka, która siłą rzeczy docierała do moich uszu dzięki rodzicom moje gusta ograniczały się do 3, może 4 zespołów. Tak było kiedyś {zasłania oczy przed słońcem, które bezczelnie wpada przez okno i świeci :)}, a teraz słucham chyba wszystkiego, co nie jest jakimś megakomercyjnym crapem, po którym jedni jeżdżą, rzesze kochają, a mi nie pasuje.
Otwierając Pandorę można poznać całe setki utworów i zespołów, których istnienia nie miało się do tej pory pojęcia. Wchodząc na Jamendo całkiem za darmo można pobrać muzykę może nie tak znaną jak utwory co bardziej (wybaczcie stwierdzenie) puszczanych zespołów, ale na pewno równie dobrą. I tak się poszerza horyzonty :)
« Previous Page — Next Page »