April 2007
Miesiąc
armagedon flame…
I beg to dream and differ from the hollow lies
This is the dawning of the rest of our lives..
Wczoraj był grill.. kolejny w ciągu ostatnich paru dni. Wiadomym było, że będzie, od jakiegoś czasu. Może z zimna, może z innego powodu – zjawiła się garstka (wspaniałych) ludzi (hail!). Wedle opinii dwóch osób (pozwólcie – z imienia nie wymienię) reszta pozwoliła sobie na “wyjebę” (brak cenzury możecie też wybaczyć). Przez jakąś sekundę może i się z nimi zgodziłem. A potem pomyślałem – co mnie obchodzą inni? W tej jednej konkretnej sytuacji – nie muszą.. [po prawdzie, pisząc w ogóle o tym, zdaję się odczuwać jednak jakiś żal, nie? bo inaczej wystarczyłoby spuścić zasłonę niepamięci na sprawę i zachować tylko przyjemne wspomnienia z wieczoru..]
Would it be wrong? Would it be right?
If I took my life tonight? Chances are that I might
Mudilation out of sight, and I’m contimplating suicide
Z innej beczki, ale też z wczorajszego wieczoru. Gdyby mi tak w firmie dali jeszcze trochę więcej kasy rozważyłbym przeprowadzenie się do Poznania – to moje słowa. Aż śmiesznie brzmią w kontekście tego, co mówiłem rok temu, a co brzmiało mniej więcej jak Za młody jestem na mieszkanie samemu (w kontekście usamodzielnienia się zupełnego niemal). W każdym razie od razu padło pytanie A co ze znajomymi – sam tam będziesz siedział?. Dobre pytanie.. byłbym siedział sam?
You see the full moon float, you watch the red sun rise
We take these things for granted, but somewhere someone’s dying
Cytaty, zgodnie z kolejnością odsłuchiwania piosenek – zaczerpnięte z:
Green Day – Holiday
Papa Roach – Last Resort
Iron Maiden – Childhood’s End
Za głupotę przekazanej treści autor przepraszać nie ma zamiaru, acz może jemu samemnu będzie trochę głupio.
rainmaker…
Promień światła wpadł przez okno, odbił się kolejno od monitora, przeszklonej szafki i telewizora, by tylko sobie znanym sposobem zbudzić śpiącego, który upatrzył sobie najciemniejszy, mogło by się zdawać, kąt pokoju. Precyzja godna podziwu, minutę później zadzwoniłby budzik. Poranny prysznic, zwyczajowo, ale i orzeźwienie, bo noc nijak nie chciała dać ochłody. Na śniadanie kawa, bo i tak nie da się przełknąć czegokolwiek. Wszechobecny pośpiech daje o sobie znać, gdy ledwie po pierwszym łyku spiker w radiu obwieszcza poranne wiadomości…
Gosi i jej podobnym gratuluję zakończenia nauki w liceum i życzę powodzenia na maturach – dacie sobie radę :). Sobie gratuluję kolejnego przedmiotu z głowy (to nawet sesją zerową nazwać się nie da chyba :P). Wiośnie gratuluję tak udanego pomysłu jak mrozy (!) w najdłuższy mój wolny weekend od czasu ostatnich wakacji (świąt dla zasady nie liczę).
Gwizd, stukot, szarpnięcie. Znowu w domu. Prawie. Ale nigdzie się nie spieszy. Słońce grzeje, jakby chciało pokazać każdemu z osobna, jak się żyje w strefie równikowej. Ale to nic. Powolne kroki, nie mierzone czasem, czy odległością. “Pośpiech wskazany przy łapaniu pcheł” – mówią. Na ulicach pustki – minie trochę czasu nim ludzie przyzwyczają się do temperatur. A można usiąść na ławce… i w zapomnieniu obserwować jak zapada zmierzch…
Reading is fun!
Andrzej Sapkowski – “Krew Elfów”
J. K. Rowling – “Harry Potter and the Deathly Hallows”
Terry Pratchett – “Prawda”
Jedni czytają instrukcje mikrofalówek, inni – program telewizyjny. Jeszcze inni książki specjalistyczne, powiązanie z ich zainteresowaniami. Cóż.. instrukcji nigdy jakoś nie lubiłem, telewizję oglądam od święta gdy film jest naprawdę wart wycierpienia męki, jaką jest oglądanie czegokolwiek w polskiej tv, gdzie zasada “film to dodatek do reklamy” ma się dobrze i ani myśli ustąpić. A moje zainteresowania, jakkolwiek dość konkretne nigdy nie wydawały mi się warte zakupu jakiejkolwiek książki o nich.
Może zaznaczę tu jedno – tych, których wymieniłem na wstępie nie uważam za “gorszych” w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa. Po prostu wychodzę z założenia, że jeżeli już czytać, to coś co jest odskocznią od codzienności, coś co wciąga i interesuje do ostatniej strony. Stąd wymienione u góry tytuły. Co prawda przyjdzie mi poczekać na nie od parunastu dni (Pratchett) do paru miesięcy (pozostałe, bo zamówione razem), ale myślę, że nie będzie to czas stracony – w końcu oczekiwanie można umilić sobie kolejną lekturą… :)
Tak więc – do książek!
notki and twórczość
18 Apr 2007
Magic…
- Wyciągnij kartę
- Niee..
- Nie daj się prosić.
- Ok, co dalej?
- To 7 zgadza się?
- Guzik prawda, 13.
- Kiedy takiej karty nie ma!
- To moja talia…
Trzeci raz czytał to samo zdanie nawet nie próbując zrozumieć jego sensu. Jak można zmuszać kogokolwiek by czytał tak nudne rzeczy? Ok, sam wybrał ten kierunek, te studia, ale nie spodziewał się, że wśród przedmiotów, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć trafi na filozofię. Opasłe tomiska, z myślami gości, których kości dawno zamieniły się w proch. Przyswajane przez kolejne pokolenia, szukające w tym natłoku miejsca dla siebie. Bzdury. Zamknął oczy i wsłuchał się w dźwięki wieczoru dochodzące z otwartego okna. Dziwnym było, że mimo dość późnej pory samochody zdawały się kursować jak za dnia. Pokrzykiwania gdzieś z daleka niosły nowiny, acz niewprawne ucho nie potrafiło ich przełożyć na zrozumiałe informacje. Sąsiad z naprzeciwka znów puszczał muzykę na cały regulator – co znaczyło tyle, że cała reszta mogła zrezygnować z włączania czegokolwiek. “Znowu techno? Nie, chyba ma gości i to z bardziej wyszukanym gustem muzycznym”… Again and again you’re chasin’ a dream… “Coś takiego…” Samochody w końcu milkną, sąsiad również. Koniec na dziś…
Lucky as hell…
Jesteście przesądni? Pewno nie, ale wczoraj był piątek 13. W związku z tym nie wydarzyło się nic szczególnego, za to dziś szczęście sprzyjało mi w nadmiarze ;) Pomińmy tu może awarię wielogodzinną PeSTki, która trochę opóźniła moje dotarcie na uczelnię, bo potem – mogło być tylko lepiej. Dość wspomnieć o kolejnym zaliczonym projekcie, no ale że siedzieć za długo na uczelni nie wypada, to zagościliśmy w Plazie.
I może w telegraficznym skrócie: kręgle – 50 zł/h. Fundusze studentów – znacznie mniejsze. Automat do gry + zainwestowane 10 zł = 65 zł zysku co dało nam ww. godzinę czystej zabawy (ketsu, jak na pro playera przystało – 2 razy ostanie miejsce :D).
No, a że się późno robiło, to obiad by się przydał, ale znów kasa sie odezwała, czy też jej brak. A automat migał.. blackjack… 5, 10, as, 5 (rotfl, 20 zł do przodu). Zostaje jeden kredyt – ketsu rozpoczyna losowanie… [bonus][bonus][bonus] – kolejne 12 zł – no to pizza xD A po niej – czas do domu – a na przystanku – no proszę, tramwaje już działają, akurat by zdążyć na pociąg. Takie dni mogę przeżywać wciąż i wciąż… pzd. dla Loży :)
Next Page »