August 2007


notki 30 Aug 2007

2 lata i 2 dni – dokładnie tyle pracuję już zawodowo. W branży, w której chciałem, nad rzeczami, które mi odpowiadają. Się udało.

A teraz kolejny odcinek z cyklu “książki, które przeczytałem”. Dziś – Harry Potter and Deathly Hallows (tom 7, ostatni). Niektórzy może powiedzą – co 20latek może widzieć w książce, która przez wielu uważana jest za bajkę dla dzieci? Wszystko, absolutnie wszystko co tylko chce widzieć. Gdy przeczytałem 1 tom miałem lat 14, więc nie zamierzam z racji postępującego czasu nie poznać zakończenia tej historii. A zakończenie to zawiera taki ładunek emocjonalny, że odradzam czytanie tej książki wieczorem, bo można mieć problemy ze snem. Euforia, to chyba dobre słowo, z resztą pewnie lepszego nie znajdę. No i jakieś takie pozytywne odczucie, które można by zawrzeć w zdaniu Żyć tak, by niczego nie żałować. Spróbować wszystkiego? Czemu nie! Nie wstrzymywać myśli i uczuć? Jasne! Realizować najśmielsze pomysły? Jak najbardziej. Żeby był sposób na utrzymanie takiego nastroju non stop – o ile ciekawsze byłby nasze życia. Ale jak powiedziała ostatnio Patrycja:

Możesz robić wszystko, ogranicza Cię jedynie Twój mózg umysł

Mózg, który narzuca ograniczenia, analizując poczynania, próbując przewidzieć ruchy. By żyć bez tych ograniczeń trzeba by zwyczajnie nie myśleć, albo choć wiedzieć, kiedy nie trzeba tego robić.

No.. koniec przemyśleń. I wpisu. I dnia.

Ket~

notki 25 Aug 2007

Prawda okazała się o wiele bardziej zjadliwa od Muzyki duszy – kto wie, może Pratchetta też jestem w stanie polubić. Będę teraz stawiał na (wy)pożyczanie książek, bo tymczasowo odeszła mi ochota na kupowanie kolejnych tomów.

W sumie dawno nie pisałem w stylu “co u mnie, jak tam, etc” jak to się na typowych blogach dzieje. Przyczyna była dość prosta – chęć pokazania się od trochę innej, bardziej “profesjonalnej” strony. Zainspirowałem się podejsciem Moniki, dla której strona jest wizytówką, prezentacją jej osoby. Powiedzieć można, że każda strona jest czyjąś wizytówką i będzie w tym 100% prawdy, ale każdy inaczej przedstawia siebie. A to przez prezentowanie swojej wiedzy, poglądów lub przez prezentowanie (w mniejszym lub większym stopniu) swojego życia. Prezentować swojej wiedzy jeszcze nie mogę, bo wiedza musi być poparta doświadczeniem i projektami – jakby nie patrzeć poza HYDRAportalem nic więcej nie mam. Poglądy to sprawa każdego z nas, a sytuacja, w której miałbym swoje wyrażać to taka, która dotyczy mnie w jakimkolwiek stopniu – mielenie jęzorem dla samego mielenia, bo “coś się dzieje i warto o tym napisać” niezbyt mnie kręci.

Tak, skoro mamy to już wyjaśnione, to może parę słów w starym stylu. W ostatni poniedziałek skończyłem jazdy przygotowawcze na kursie na prawko – skończyłem o tyle, że pozostałe mi 12 godzin wyjeżdżę zaraz przed egzaminem, do którego, jak dobrze pójdzie, przystąpię w październiku. Niestety czas oczekiwania znacznie się wydłużył. Co mogę rzec – spodobało mi się, zgodnie z przewidywaniami niektórych. Spodobało mi się na tyle, że nawet o kupnie auta myślę, choć jeszcze nawet nie zacząłem przypominać sobie tych wszystkich przepisów, które będę musiał siłą rzeczy znać :P
Z tym autem to będzie też inny problem. Tego lata bowiem wybitnie nie wyszło mi jeżdżenie na rowerze – albo nie mogłem, albo mi się nie chciało, albo jedno i drugie doprawione przebitą oponą i rozlatującymi się przerzutkami. Siądę za kierownicę samochodu i dopiero odejdzie mi ochota na jeżdżenie. Muszę sobie znaleźć partnera/kę do wojaży.

I na koniec myśl, która mi do głowy przyszła – nie staraj się być bardziej dorosły niż jesteś, ani bardziej poważny niż to konieczne. Może niewiele w niej sensu (a może wręcz przeciwnie), ale to taka myśl, do której chętnie się zastosuję.

Ah, byłbym zapomniał wspomnieć. Z okazji dzisiejszych urodzin JJa i jutrzejszych Moniki – wszystkiego wam najlepszego życzę :)

Ket~

książka and notki 15 Aug 2007

Jako, że minęło parę dni odkąd skończyłem czytać – parę słów o najnowszych pozycjach z mojej biblioteczki (która stale się rozrasta – taki kaprys).
Nocny patrol” i jego nie bezpośrednia kontynuacja “Patrol zmroku“, obie napisane przez Siergieja Łukjanienko, dziejące się gdzieś tu, teraz, choć poza naszym wzrokiem.

Przyznam, że mimo ogólnego zacięcia do książek fantasy miałem i wciąż mam problemy, żeby przekonać się do Pratchetta – jego świat jest zbyt chaotyczny. Natomiast urban fantasy, jak można wedle niektórych źródeł nazwać ww. tytuły łykam raz za razem.

Weźmy więc wampiry, wiedźmy, wilkołaki, czarodziejki i ich męscy odpowiednicy, Inni, tajemnice, intrygi tak skomplikowane, że prawda wychodzi na jaw dopiero na końcu, zamieszajmy, wylejmy na ulice współczesnej Moskwy i przyprawmy odwieczną walką o równowagę (albo i o władzę, ale wiedzcie, że zdobycie władzy i zwycięstwo w tej wojnie oznacza jednocześnie przegraną) – tak w jednym, rozbudowanym zdaniu można podsumować zmagania Patroli. Dziennego i Nocnego, które, zdaje się z kaprysu autora, służą odpowiednio Ciemności i Światłu. Dalszy opis fabuły pozwolę sobie pominąć.

Co mnie zainteresowało w tych historiach to ich złożoność i to, że są wielopoziomowe jak Zmrok (nieodłączna część książkowego świata), a jednocześnie proste jak konstrukcja cepa. Z tym, że proste okazują się dopiero na koniec, gdy kawaleria zrobi swoje, a ocalali zaczną otrzepywać się z kurzu. Na upartego można by doszukać się tam filozofii, jakiegoś głębszego przesłania czy odniesień do realnego życia (w końcu ile to jest na świecie współzawodniczących frakcji), jednak po licealnym “co poeta miał na myśli” wszelkie tego typu analizy odpuszczam sobie z zasady. Jedyne czego oczekiwałem to ciekawa i dobrze opowiedziana historia – i tę bezsprzecznie dostałem.

Zdaję sobie sprawę, że jest jeszcze “Dzienny patrol”, ale jakoś nie miałem szczęścia by dostać go w którymkolwiek z wrocławskich lub poznańskich empików, które odwiedziłem. Może kiedyś, przy okazji – przeczytam. Tymczasem są te dwie, powstały ponoć filmy, jak gdzieś uda mi się je dorwać i zobaczyć – porównam.

Następny w kolejce czeka ten “nieszczęsny” Pratchett i jego “Prawda”, ale o tym – potem, jak już skończę czytać.

notki 12 Aug 2007

Chcieliby. Parę słów o tym co widzi google i co z tego wynika.

Większość wpisów na tej stronie, jeżeli nie wszystkie, opatrzone jest jakimś angielskim tytułem. Cytatem z piosenki, książki, zlepkiem słów, które akurat mi przyjdą do głowy. Rzadko mają jakiś większy związek z treścią wpisów, ale przyznam szczerze – nigdy nie miałem sensownego pomysłu, a co więcej – nie mówiąc otwarcie o czym napiszę “zmuszam” Was do wczytania się w moje słowa (alternatywnie – zniechęcam Was do dalszego czytania, co powoduje przejście na inną stronę w sieci – cóż, to też się zdarza).

Wszystko co napiszę widzą roboty indeksujące, w tym, najpopularniejsze google, które udostępnia dobrze Wam znane Analytics – czyli pełen zestaw statystyk, które “mówią” mi kto, kiedy, skąd i jak przyszedł na ketsu.pl, a nawet które strony były przeglądane (i z jaką częstotliwością). Jak to się mówiło – cud, miód i orzeszki. Wśród tych informacji znajdują się też słowa kluczowe wpisane w wyszukiwarce, które doprowadziły do mnie. I tutaj, przyznam szczerze – google potrafi mnie rozbroić.
No bo patrzcie tylko, na pierwszym miejscu znajdziemy orzech in home. Że nie ma to nic wspólnego z moją stroną? Ależ ma – patrzcie tylko!. Ciekawe czego się spodziewali?
Dalej – post dali plaża. Fajny, poznański klub. Jest z nimi tylko jeden problem – nie chcą, albo nie potrafią założyć sobie strony internetowej. Więc za każdym razem gdy ktoś wpisze powyższą frazę w wyszukiwarkę i doda do tego “zdjęcia” może być pewny, że trafi do mnie. Proszę bardzo, to 3 fotki w “Imprezach” w galerii. Warto zaznaczyć, że wariacji tego zapytania było aż 26 i za każdym razem ktoś nieświadomy trafiał w końcu do mnie.
Co nieciekawe przewiniemy i hoist the colours wchodzi na scenę. Jeżeli ktoś nie kojarzy, to tę piosenkę śpiewali idący na śmierć piraci w filmie “Pirates of the Carabien: At World’s End” – czemu zaś moja strona wyskakuje już na drugiej stronie wyników wyszukiwania – a zaznaczam, że tytuł ten pojawia się u mnie tylko raz – nie wiem.
Dobrym sposobem na wypozycjonowanie swojej strony pod zupełnie niezwiązanym z nim słowem kluczowym jest wykorzystanie jakiegoś chwytnego zwrotu, który został kiedyś użyty jako tytuł gry, a gdy w treści wpisu wspomnimy o kodzie (w jakiejkolwiek postaci – dla mnie to był html) to na pierwszą stronę wyników trafimy bez problemu. road to fame jest tego świetnym przykładem.

Znalazłoby się jeszcze parę fraz, ale jako że te mają związek z moją stroną – pozwolę je sobie pominąć i tymi słowami zakończyć.

notki 8 Aug 2007

Zjazd Forum Actionum A.D. 2007 zakończył się wczoraj, ale dopiero teraz mam czasu by coś na jego temat napisać. Dodam też, że co ciekawsze zdjęcia umieszczę w galerii gdy tylko znajdą się one na moim dysku.

Za chwilę złapałbym się na tym, że zjazdu jako całości nie da się opisać jednym słowem, zdaje się dlatego, że tyle się działo i było tak pozytywnie. Możecie z resztą poczytać opinie innych na tej i pewnie kolejnych stronach forum. Sam w szczególności zapamiętam “przerwę na reklamę” czyli grę w pokera połączoną z nauką liczenia do 10, 20, a w skrajnych przypadkach do 50 (groszy ma się rozumieć). Liczenie stąd, że gdy srebro stało się towarem deficytowym, a grubsze nominały spoczywały bezpiecznie w portfelach zaistniała konieczność sięgnięcia po złoty bilon od groszy na pięciogroszówkach kończąc. Ktoś chyba stwierdził, że od tego momentu nie powinniśmy byli wchodzić za 10 gr, a za 10 deko drobniaków – byłoby na pewno szybciej. (w celach statystycznych dodam, że przywiozłem ze sobą pół kubka drobniaków, ustępując Panu PeZetowi, który zebrał niemal pół paczki po paluszkach tychże).

Bez dwóch zdań hazard był jedną z podstawowych rozrywek na zjeździe, ale jak by to miało wyglądać, gdyby tak oryginalna ekipa jaką tworzą forumowicze miała bezproblemowo zakwaterować się w hotelu. Bo wyszło pięknie tak, że około 15 w sobotę zebraliśmy się na dworcu (osobiście pragnę wyrazić zadowolenie z tego, że oszczędzono nam wszystkim marszobiegów po Wrocławiu). Dalej tramwajem, dostaliśmy się na Podwale, gdzie co roku pomieszkiwaliśmy, zaszliśmy budynek od tyłu i… psikus! Hotel nieczynny, w tym roku nie ma i nie będzie, to nic, że w internecie jak byk stoi, że wszystko działa. Nie ma co, w ciemię bici nie jesteśmy, dlatego dość szybko znaleźliśmy lokal zastępczy, który nasz pobyt mógł pamiętać z listopada 2004. Wspomniany wyżej Pan PeZet wraz z Panną Niziołką tak go podsumowali:

Panna Nizołka a.k.a. Anioł: Oczywiście od tej pory zjazdy organizujemy w Piaście? W sumie prawie równie blisko do rynku, a jeszcze i Dworzec+ciepłe Kebabozapiekanki w pobliżu
Pan PeZet: No i darmowe budzenie o świcie, zafundowane przez komunikację miejską. Odgłos tramwaju przejeżdżającego o 5.30 w odległości dwóch metrów od budynku – bezcenne.

Mimo to spało się dobrze, tanio (3 noce w cenie dwóch, okazja!) i wygodnie. A i obsługa hotelowa jakoś nie naprzykrzała się marudzeniem, że głośno (nie było zbyt), że syf (w granicach rozsądku), że zniszczenie (o, to aż dziwne – wszystkie meble całe :)).

Opis tego, co i w jakich ilościach, przez kogo i gdzie pozwolę sobie pominąć, jednak po raz kolejny udowodniono, że alternatywna nazwa forum, Forum Alkoholum, ma prawo zaistnieć ;)

Było jeszcze wiele akcji, dziesiątki tekstów, setki wybuchów śmiechu, ale opisywanie tego również sobie daruję – kto był, ten wie, kto nie był – link po prawej i może kiedyś się spotkamy we Wrocku.

Wasz Pan Ketsu xD