September 2007
Miesiąc
głupoty and notki and praca
30 Sep 2007
Classico
Tak po prawdzie, to ostatnio głowy do pisania nie mam (niemal) w ogóle. Gdy próbuję usiąść by stworzyć coś ciekawego, czy to obraz, czy może cały layout, albo tekst z kategorii “może dziwne, ale może będzie ciekawe” – za każdym wychodzi mi tylko nieskładna papka. Za dużo niesprecyzowanych myśli, niepodjętych decyzji, odrzuconych gdzieś w kąt. Na to wszystko nakłada się ostatnie podejście do pracy, którą wykonuję. A podejście to, na przestrzeni ostatnich dwóch lat zmieniło się z “muszę, bo chcę” na “nie chcę, ale muszę”. Musiałem, by studiować, a teraz, gdy kasy starczyłoby mi i na następny rok jedynym katalizatorem tego, że wciąż zrywam się o 6:30, by wrócić do domu około 19 (hail pkp) jest… strach, albo jego odmiana. Gdy ma się stałą posadę, która nie przynosi już przyjemności, gdy każdy dzień jest bliźniaczo podobny do poprzedniego, z tą różnicą, że za oknem coraz ciemniej i zimniej to myśli o zmianie tego stanu rzeczy biją się z obawą. Obawą o to, czy po przerwie, nawet paromiesięcznej, uda się znaleźć inne zajęcie, które da pieniądze, motywację i chęci. Już widzę listę osób, które powiedzą “głupiś – codziennie tysiące ludzi zmieniają posady”. Prawda, ale dla mnie byłaby to pewna nowość, przez co na razie trzymam się tego co mam oddalając moment, w którym dźwięk budzika będzie nie do zniesienia, a na telefon szefa i pytanie co ze mną odpowiem “biorę urlop”, by wrócić potem i oznajmić, że za parę dni odejdę na stałe.
Hm, przynajmniej udało mi się zgrabnie przerobić mój avatar. Dotarłem do progu swojej kreatywności.
Ket~
Ps. Taka ciekawostka – od 25 sierpnia nie użyłem w żadnym z wpisów emotikon.
książka and notki
29 Sep 2007
Isla la muerte…
Nie mam głowy do pisania o czymś co było tak dawno. Nawet, jeżeli wystarczy parę szlifów, to treść nie będzie dla was ciekawa. Ta strona nigdy nie była blogiem technicznym.
Za to była zapisem fragmentów tego skrawka rzeczywistości, który okupuję od niemal 21 lat.
Jak do tej pory w moje ręce wpadły trzy książki o Świecie Dysku. Muzyka duszy, Prawda i ostatnio Mort. I gdybym miał poustawiać je w kolejności od najlepszej, do najgorszej (zachowując w pełni subiektywne kryteria), to o podium walczyłyby dwie ostatnie. Muzyka… nie przemówiła do mnie, ale odnoszę wrażenie, że powinienem dać jej drugą szansę. Pratchett pisze bardzo specyficznie i z początku trudno jest doszukać się logiki, o ciągłości akcji nie wspominając. Siłą jego książek jest też aluzja do wydarzeń z poprzednich tomów. Prawda bowiem nawiązuje do Muzyki, w której (jak się dopiero przekonałem) znaleźć można coś z Morta. I tak w koło Macieju. A jestem też bardzo ciekaw, na co Albert wykorzystał te 91 dni, które przysługiwały mu na Dysku. Na szczęście nie zgłupiałem do szczętu i brakujących mi do kolekcji 27 książek kupować nie będę. Ale chętnie je pożyczę.
A jednak technicznie wspomnę o czymś. Za chwilę zacznę się bawić Wordpressem w wersji 2.3 – zobaczmy co ma do zaoferowania.
Ket~
The Final Showdown
Dwa wpisy czekają na publikację od paru dni, ale jakoś nie jestem w stanie zebrać się w sobie, by nadać im ostateczny kształt i formę, która będzie nie tylko strawna dla mnie, ale przede wszystkim dla Was. Czas wrzucania byle jakiego tekstu, który miał niewiele sensu, dawno już minął (choć pewnie niektórzy mogą powiedzieć, że nadal to robię).
W tym miejscu, z okazji wczorajszego święta, po raz kolejny życzę najlepszego Gosi (wypada wspomnieć), a także dziękuję tym, którzy pamiętali o mnie, albo zwyczajnie zwrócili uwagę na kalendarz.
Z racji wieku nie miałem co marzyć o jakiś prezentach, dlatego sam zrobiłem sobie “prezent” zamawiając dziś “Morta” Pratchetta oraz “Tenacious D” tegoż zespołu. Ci ostatni powalili mnie fragmentem swojego filmu, zarówno muzyką jak i tekstem.
I to zdaje się na tyle, wyżej wspomniane notki, jak tylko będą gotowe – umieszczę.
Ket~
książka and notki
13 Sep 2007
Post Mortem
Anton Gorodecki, Nocny Patrol Moskwy, wyjść ze zmroku!
To pierwsze zdanie jakie zapamiętałem z Nocnego Patrolu, o którym już zdarzyło mi się pisać. Nie dalej jak trzy dni temu polską premierę miał kolejny tom, tym razem zatytułowany Ostatni Patrol. I jeżeli wierzyć temu, co zawiera, będzie to też ostatnia część tego cyklu. A może powinienem powiedzieć ostatni rozdział? W przeciwieństwie bowiem do innego, wszystkim dobrze znanego, cyklu o Harrym Potterze, z którego każdy tom, mimo wielu wydarzeń i aluzji wiążących go z pozostałymi, stanowił oddzielną i zamkniętą całość. 7 lat, każdy rok to jedna historia z motywem przewodnim. Wracając do patroli, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby ludziom nie przeszkadzało wydawanie opasłych tomisk, mających po 1200 stron (Władca Pierścieni się kłania), to i tą historię można by tak przedstawić.
Nie miejcie mi za złe, będą spoilery, choć delikatne. Jeżeli macie w planach czytanie cyklu, odpuście.
Może to tylko wrażenie, spowodowane świeżością treści i tym, że niemłody już (względnie) cykl, poznałem w ciągu ostatnich dwóch-trzech miesięcy. Niezależnie jednak od tego – całość przedstawia się tak spójnie, że w pewnym momencie razem z Antonem byłem przekonany, że zmarły w poprzednim tomie bohater powrócił do (nie)życia i czyhał na jego życie. Łukjanienko najzwyczajniej w świecie mnie do tego przekonał, zręcznie operując faktami, by później wyprowadzić mnie z błędu w sposób tak oczywisty, że mogłem mieć za złe tylko sobie tak proste wpuszczenie w maliny.
Czepiać się natomiast mogę tego, że ci, którzy byli mózgami operacji w wcześniejszych tomach, teraz zostali usunięci w cień (żeby nie powiedzieć Zmrok). Ich intrygi i knowania zostały zastąpione bajką o nie tak szlachetnym Merlinie, któremu w pewnym momencie było bliżej do Heroda, niż dobrotliwego starca, który pomógł Arturowi zostać wspaniałym i mądrym władcą (Wtrącę tu, że to druga w ostatnim czasie książka, która czerpie z tej legendy garściami, a którą czytam. Poprzednia była oczywiście Pani Jeziora z cyklu o Wiedźminie A.Sapkowskiego). Historia to ciekawa, ale spowodowała, że ci, których zwykło zwać się Wielkimi, Magami poza kategoriami wyrastają nagle jak grzyby po deszczu, a to dzięki amuletom, a to dzięki starożytnym wywarom gotowanym przez długowieczne wiedźmy. Ich unikalność i siła zostały równo rozłożone pomiędzy obie strony, tak by żadna nie miała druzgocącej przewagi.
Mimo to, nie mogę powiedzieć, że cykl mi się nie podobał. Ba, podobał się jak diabli, bo miał wszystko czego mogę od książki oczekiwać. Wciągającej historii, magii (powiedzmy, że “fantastyczności”), inteligentnych zwrotów akcji i, co najważniejsze, zakończenia, które nie budziło jeszcze większej ilości pytań niż to możliwe. Byle więcej takich książek.
Ps. Dziś dzień programisty, w związku z czym życzę innym i sobie najlepszego. Tylko czemu w to święto nie było wolnego?
Foo
Jeden, drugi, trzeci. Za chwilę kolejni. Peleton 2 minuty w tyle, jakie to typowe. Zawsze znajdzie się paru takich, którzy się wyłamią. Ale to dobrze, przynajmniej nie jest nudno.
Jutro Tour de Pologne zawita do Poznania, co dla mnie oznacza tyle, że będę miał dodatkowo utrudniony dojazd do i z pracy. Dodajmy do tego remonty w paru kluczowych dla mnie miejscach i już jest na co marudzić. Tak typowo, że tramwaj spóźniony, a to że nie jedzie, że pada, a autobus uciekł.
Miałem do wyboru stać tu, na deszczu, w odległości paru metrów od jezdni i obserwować ich zmagania, albo siedzieć w względnie cichym i przytulnym wnętrzu firmowego pokoju, z którego widok byłby może gorszy, ale za to oferowałby ciepłą herbatę.
A bo i tak będzie, że peleton przejedzie w odległości jakiś 50 metrów od “mojej” firmy. Ciekawym wielce, czy pozwolą nam wyjść choć na chwilę. Z jednej strony to tylko raz do roku, więc co szkodzi, a z drugiej – przecież mamy 15 minut w ciągu dnia na przerwę (cytat z pamięci, ale jakoś tak to szło – śmiech na sali zalecany). A ja bym chętnie zrobił sobie godzinę przerwy dziennie (nieodpłatnej), tak od 16 do 17 – PKP też podziękować, za odwlekanie w nieskończoność odjazdu pociągów.
No i pojechali.. godzinę temu już, a droga nadal zamknięta. Czekają chyba na jakieś niedobitki, które na tej 250 kilometrowej trasie się zawieruszyły gdzieś. A ja przez nich na piechotę muszę pędzić. Ot, życie..
W najbliższym czasie postaram się wrzucić tutaj wszystkie skrypty, kody itp., które dane mi było napisać podczas ostatnich dwóch lat studiów (chyba, że będą tak banalne, że nie będzie to miało sensu). Mi już nie są potrzebne, a może jakaś zbłąkana dusza trafi tu w poszukiwaniu implementacji algorytmu minimax w php, albumu zdjęć napisanego w Javie lub bardzo prostego generatora grafiki postscriptowej. Najpierw jednak muszę znaleźć źródła, opisać itp. Będzie.
Ket~
Next Page »