October 2007


notki 7 Oct 2007

Jestem zmęczony, tak po ludzku zmęczony, kiedy oczy kleją się z lekka, a perspektywa położenia się do łóżka jest jedną z najbardziej kuszących na świecie.
Pierwszy weekend na 3 roku studiów należy ocenić jako szczególnie udany. Nie dlatego, że było mało zajęć (wręcz przeciwnie – trzeci raz w ciągu ostatnich 2 lat dosiedziałem do końca wykładu w piątek), albo że były super ciekawe (tylko część z nich, jak się spodziewacie – ta mniejsza). Była to cholernie miła odmiana po tych wakacjach, które na dobrą sprawę rozpoczęły się na początku czerwca i trwały do ostatniego czwartku. Zamiast śniadania o 11 – wykład od 8 rana, zamiast obiadu o 15 – przerwy spędzone na gadaniu o niczym z kumplami, zamiast powrotu do domu o 19.. uczucie nie do opisania. Może ciało dostało odrobinkę w kość (wszak weekendy wykorzystywałem zwykle do odespania tygodnia), ale psychika podładowała się nielicho. *ciach*

Shawshank redemption Można powiedzieć o tym filmie coś więcej, niż po raz wtóry stwierdzić, że jest genialny w swojej kategorii? Żadnych tatuaży, sterylnego środowiska i sztuczności. Człowiek, morderstwo, psychika, czas. Popadam w banał. Musiałeś go widzieć, musiałaś poznać tą historię. Dzięki piątkowej Wyborczej miałem dziś okazję ją sobie przypomnieć. Dobrze spędzony wieczór, gdy, jak już wspomniałem, sił za wiele nie ma. Odrzucając banalne (choć prawdziwe) przymiotniki, którymi można by opisać The Shawshank Redemption stwierdzam, że to co mnie przyciąga i fascynuje, to nadzieja połączona z upartością i wytrwałym dążeniem do celu, która inspiruje i zachęca do postępowania podobnie. I tymi słowami zakończę.

Ket~

notki 2 Oct 2007

Będzie politycznie. Rzadko zdarza mi się pisać na ten temat, ale wczorajszej debaty skomentować nie sposób. Uprzedzę też ew. wątpliwości – nie wiem jeszcze na kogo zagłosuję w wyborach, wiem, że (podobnie jak dwa lata temu) nie będzie to partia Kaczyńskiego. Nie trawię go jako człowieka i jako polityka. Jak zatem mogę pozostać obiektywny w swojej opinii? Po prostu nie mogę, ale będę się starał.

Pierwsze, co szczególnie rzuciło mi się w oczy to wysoki poziom rozrywkowy debaty. Wybuchy śmiechu publiczności zgromadzonej w studiu są najlepszym dowodem na to, że było zabawnie. Mnie samego częściej prowokował do śmiechu Kwaśniewski, choć parę razy parsknąłem pod nosem po ripoście drugiego (zapewne wywołując w ten sposób lekki niesmak na obliczu ojca, który, co by nie mówił, był całym sercem za eks-prezydentem). Przyznam, że taki sposób prowadzenia rozmowy trafiał do mnie całkowicie, ale im dalej w las tym częściej łapałem się na tym, że zamiast słuchać o tym, co mówią, czekam na cięte riposty, jakbym oglądał kabaret, a nie poważną polityczną walkę. A to już chyba źle.

Sama formuła debaty była, w moich oczach, najgorszą z możliwych, gdzie ponad opiniami, przemyśleniami i odpowiedziami na pytania został podstawiony czas antenowy. Zdziwiła mnie tym bardziej informacja o tym, że to sztaby wyborcze partii obu debatujących ustaliły taki porządek rzeczy, bo nie jest dla mnie (a i być może dla was) tajemnicą, że premier lubi rozwodzić się nad różnymi sprawami i wygłaszać długie elaboraty, w których wiele jest gadania, a mało konkretów. Korzystając z prawa do subiektywnej oceny stwierdzam, że zwycięsko z pojedynku z czasem wyszła “morda ta nasza” (© Marek Borowski – LiD).

Warto też wspomnieć o trójce prowadzących debatę, z nazwisk których pamiętam jedynie Olejnik, choć z twarzy rozpoznaję każdego. Wraz z czasem trwania rozmowy staczali się oni po równi pochyłej prezentując coraz gorszy poziom. Pierwsza pani (sprawdziwszy w google, Joanna Wrześniewska-Zygier) wypadła zdecydowanie najlepiej trzymając się ustalonych reguł gry i nie pozwalając na zbytnie wybryki ze strony polityków. Wspomniana na wstępie Monika Olejnik dała popis pod tytułem “czego nie robić w trakcie programu” myląc się co krok i (co jest zdaje się jej specjalnością) wpadając w słowo zarówno Kwaśniewskiemu jak i Kaczyńskiemu. Ostatni zaś Krzysztof Skowroński był tylko cieniem, na miano tła nawet nie zasługującym i w moich oczach ledwo zaistniał w umysłach telewidzów (w czym wina być może polityków, bo odniosłem lekkie wrażenie, że został przez nich przekrzyczany).

Dobra, wróćmy do meritum sprawy, czyli debatowania. Co tak na prawdę usłyszeliśmy od naszych złotoustych? Nic konkretnego. Jeden drugiemu wypomniał wpadki, docinał wytykając nieumiejętne rządzenie. Gdy przychodziło do pytań o sprawy bieżące Kaczyński zaczynał psioczyć na uprzednio rządzących pragnąc po raz kolejny przypomnieć, że to ich wina i jego partia próbuje to wszystko naprawić (delikatnie rzecz ujmując – nie za bardzo im to wychodzi). Kwaśniewski natomiast starał się wybiegać w przyszłość broniąc jednocześnie tego, na co najeżdżał jego oponent. Mój blog, moje opinie – po raz kolejny przyznałbym tu punkcik prezydentowi, choć tym razem taki malutki.

Kończąc – już w momencie, gdy ogłoszono, że debata się odbędzie wiedziałem, że nie zmieni ona moich poglądów. Chciałem się tylko przekonać, jak będzie wyglądać, bo w końcu takie rozmowy nie mają miejsca często (wiele częściej prowadzone są za pomocą konferencji prasowych, gdzie ilość mięsa rzucanego w stronę przeciwnika jest zdecydowanie wyższa). I jaki werdykt? Im więcej debat i starć, tym łatwiej będzie utwierdzić się w przekonaniu, że to nasz faworyt jest tym jedynym słusznym. No i przynajmniej dostajemy trochę rozrywki na długie, zimne, jesienne wieczory.

Ket~

« Previous Page