November 2007
Miesiąc
głupoty and notki
25 Nov 2007
r.e.q.
Izoluję się. Po raz drugi czytam o przygodach Geralta. Przypominam sobie imiona, nazwy miejsc, chronologię wydarzeń.
Zatracam się. Po raz pierwszy jestem Geraltem. Podejmuję decyzje, brzemienne w skutkach i robię to, co uważam za słuszne.
Wracam na ziemię. Połączenie książki i gry jest wspaniałą odskocznią od szarej i nudnej rzeczywistości.
A taka musi być, gdy ludzkie słabości pod postacią choroby uniemożliwiają wystawienie nosa za drzwi. Nie żeby było po co go wystawiać, przynajmniej pod względem pogody, ale tkwić w domu też nie lubię. Rano myślałem nawet, że fajnie byłoby pojechać w góry. Od dwóch lat z okładem nie wyjechałem dalej jak do Warszawy (na imprezę) lub Wrocławia (na zjazd). Nie twierdzę, że te wypady były złe, wręcz przeciwnie. Ale tak zniknąć na tydzień i przejść te wszystkie szlaki, którymi chodziłem wcześniej, lub wybrać się w Bieszczady, góry jeszcze przeze mnie nieprzebyte i tam zdobywać szczyty? Wspaniała perspektywa – godna rozważenia i zrealizowania (Rozwieję ew. wątpliwości – tak, wolę góry od morza. Przesiadywanie na plaży, poza ew. uciechami dla oka, nie ma dla mnie większej wartości).
Myśli bez większego ładu i składu – tak jak te pisane dwa posty wcześniej. Na razie nie znalazłem dla nich porządku. Jeszcze nie.
Ot – życie.
Highway to hell
Zaczynałem gdzieś w czerwcu. Najpierw nudne wykłady, miesiąc trwały. Potem jazdy, by nie rzec – bez trzymanki – od razu puszczony na głęboką wodę (czyt. na ulice Poznania). Egzamin teoretyczny przeszedł bez echa – w końcu co to za problem nauczyć się kilku przepisów i, przede wszystkim, logicznie myśleć. W końcu przyszły dwa miesiące czekania. Z lata zostało tylko wspomnienie, ciepłe i jasne wieczory ustąpiły miejsca ciemności podsycanej lodowatym wiatrem i (okazyjnie) deszczem lub śniegiem. Spędzanie 3 godzin dziennie w samochodzie i ciągłe wałkowanie tych samych manewrów zaczynało mi wychodzić bokiem, acz jednocześnie sprawiało satysfakcję. W końcu dziś, o godzinie 16:50 usłyszałem słowa, które chciałem usłyszeć – “Dziękuję, zdał pan”. Prawko odbieram za tydzień.
Ket~
głupoty and notki
1 Nov 2007
My way..
Z cyklu “coś mi w głowie siedzi”.
1 listopada skłania do przemyśleń. I nie chodzi mi tu o fakt, że tego dnia wspominamy tych, którzy odeszli – to dość oczywista część święta zmarłych Wszystkich Świętych. Po raz wtóry doszedłem do wniosku, że życia nie należy marnować. Rozszerzyłem jednak to stwierdzenie o plan. Prosty, zawierający się w jednym zdaniu. Wpaść na coś, co w krótkim czasie przyniesie znaczną ilość gotówki i pozwoli na spędzenie większości życia na tym, co można nazwać “życiem samym w sobie”. Bo jaki jest sens w tym, by 17 lat swego życia spędzić na nauce, by kolejne 45~ lat pracować na to, co zostanie nam później, gdy będziemy już starzy i (pewnie w niejednym przypadku) schorowani. Odkładać kasę na to, by jako dziadek pojechać na (ostatnią?) podróż życia i oglądać ludzi, którym poszczęściło się na tyle, że mogli pozwolić sobie na nią wcześniej? Czuję ambicję, która przebija się za każdym razem, gdy zmuszony jestem tworzyć rzeczy proste, nierozwijające. Wewnętrzny głos mówi “i po kiego marnować na to czas?”, a umysł buntuje się ostrzegając o konsekwencjach porzucenia tego zajęcia. Widzę możliwości, które stoją przede mną, a których sięgnięcie wymaga odrobiny ryzyka i szczęścia. Szukam swojego Graala i mam nadzieję go znaleźć jak najprędzej.
Tak, w mojej głowie siedzi zamęt i czeka, by się uspokoić.