January 2008
Miesiąc
Niemal jak odwyk
Pisałem wczoraj, dodaję dziś, dwa słowa wstępu – czuję się już lepiej, acz do ideału jeszcze trochę brakuje.
Dawno już doszedłem do wniosku, że za dużo czasu spędzam przy komputerze. Charakterystyka pracy nie jest tu bez znaczenia, ale i ja nie jestem bez winy. Ona mnie napędza, a ja to ciągnę dalej.
Natomiast w ostatnim tygodniu miałem okazję nie korzystać z niego tak często. No, od soboty do środy, żeby być konkretnym – gorączka tak mną miotała, że nie było mowy o patrzeniu w jakikolwiek ekran.
Wczoraj (a piszę te słowa w czwartek wieczorem) poczułem się lepiej, a TePsa, która od niemal miesiąca dostarczała mi darmowy internet przypomniała sobie o abonencie (albo po prostu nie chciała, bym przerywał kurację) i wyłączyła go. Teoretycznie w przeciągu 12 godzin Netia powinna ruszyć, ale jak do tej pory cisza. A po przejściu Wiedźmina znowu nie chce mi się grać w nic (alleluja!).
Po tych dwóch dniach stwierdzam, że najgorszym jest nie mieć do kogo “paszczy” otworzyć. Czytanie książek to bardziej kara, niż przyjemność, zwłaszcza, gdy w ostatnich dniach nie robiło się nic innego. Wyjście za drzwi też odpada bo wiadomo – grypa. Z tego samego powodu zaproszenie kogoś również jest złym pomysłem. Telewizja? Nie oglądam jej zwykle, a i teraz mnie do siebie nie przekonała – tzw. “flaki z olejem”.
Z wszystkiego tego wnoszę, że poniedziałek nie będzie takim złym dniem – wszystko jest lepsze od przymusowego nic nierobienia.
A żeby nie było tak nudno jak w ww. programie telewizyjnym, dwa słowa o sprawie bierzącej – guzik obchodzi mnie żałoba, a ustanawianie jej na 3 dni uważam za pomysł totalnie chybiony, żeby nie powiedzieć durny. To nic innego jak 3 dni bez komedii w TV, 3 dni zatroskanych mord polityków w TV i 3 dni CIĄGŁEGO PRZYPOMINANIA MI, ŻE <WSTAW POWÓD ŻAŁOBY> (w TV). A za pół roku zwykły Kowalski i tak nie będzie pamiętał o co chodziło. Bo odpowiedzcie, nawet nie mi, a sobie, z jakiego powodu ustanowiono poprzednią? A może urządzimy audiotele?
Out of order
Do czasu poprawy stanu zdrowia zawieszam dodawanie kolejnych wpisów. 3 dni snów na jawie i majaczenia w wysokiej gorączce – dawno się tak nie załatwiłem.
Pamiętajcie dzieci – nie chorujcie, nie warto.
książka and notki
14 Jan 2008
Last wish
Powoli kończę czytać Miecz przeznaczenia. Zostały jeszcze dwa opowiadania i będę mógł powiedzieć, że przeczytałem Wiedźmina.
Głupio jednak będzie dodać, że zabrałem się za niego (wybaczcie stwierdzenie) “od dupy strony” – no bo spójrzcie: pięcioksiąg, gra (historia dzieje się po tym pierwszym) i na koniec opowiadania, które stanowią wstęp do całości. Dokładnie jak Geralt, który w grze stracił pamięć – zdaje się, że wiem co czuł. Poznawali go, mówili o wydarzeniach z przeszłości, ale o co chodziło – nie wiedzieliśmy obaj. Z każdym opowiadaniem całość stawała się jaśniejsza, a subtelne nawiązania, wcześniej przeze mnie niezauważone powracały w pamięci.
Zauważyłem też, że trochę zmienił się mój stosunek do tej postaci. Z pięcioksięgu wyniosłem obraz człowieka (dajcie dokończyć) naznaczonego przeznaczeniem, uparcie walczącego z losem, dążącego do celu po trupach, ale tylko tych koniecznych. W taki sam sposób (podświadomie, czy nie) zachowywałem się w grze zabijając tylko, gdy było to naprawdę konieczne i dając szansę, gdy widziałem ją w innych. Teraz natomiast mam ochotę podejść jeszcze raz do tej historii i zrównać z ziemią każde odstępstwo od normalności, bo i sam Geralt uparcie wspomina o tym, że nie jest człowiekiem, jest mutantem, maszyną do zabijania, wypraną z uczuć. Zupełnie inny obraz postaci.
Mimo to, coś mnie w tym świecie fascynuje. Walki, opisane na tyle szczegółowo, by mogły zmaterializować się w głowie, podkolorowane ruchami współczesnych mistrzów miecza, na których oparto model walki w grze – doprawdy piękne połączenie. Smród, brud i ubóstwo, naturalne podejście do niemal każdej ludzkiej emocji, zatopione w warstwie fantastycznego świata.
Słów jak powyższe i im podobnych napisano już setki. W końcu jestem tylko młokosem, który emocjonuje się czymś dla siebie nowym, co go wciąga. Niech i tak będzie. Bawię się przy tym wyśmienicie.
Harder, better, faster, stronger
Zwykło się w Nowy Rok postanawiać coś, wyznaczać cele, by móc potem przez 12 miesięcy do nich dążyć i stwierdzić na koniec “Udało się!” (alternatywnie “No, może za rok”). Jako, że od niemal 2 tygodni nawet nie dałem znaku życia, postanowiłem zamiast tylko pisać zrobić coś innego – i zwolniłem “moje” małpy.
Grafik ze mnie raczej domorosły, więc zamiast szukać inspiracji tam gdzie jej nie ma i wymyślać jakieś dziwne (i brzydkie) layouty postanowiłem skorzystać z dostępnego w sieci. Trochę nie podoba mi się fakt, że przez to moja strona jest podobna do dziesiątek innych. Musicie jednak przyznać, że zdjęcie faceta idącego po peronie wraz z przejeżdżającym obok pociągiem pasuje do mnie niemal idealnie.
A racja – cele, bo w końcu od nich zacząłem – darujcie, wszystkich nie wymienię, jeno streszczę w paru słowach. Zmienić podejście, być lepszym w tym co robię, przeczytać jeszcze więcej książek.
Rok 2008 na ketsu.pl otwarty.