March 2008
Miesiąc
na skróty and notki
30 Mar 2008
Zaniedbany
No, oczywiście nie ja sam, co mój blog. Dużo pracy, mało czasu – tak wyglądał ostatni tydzień z weekendem włącznie. Biorąc przykład z Jarka oto moje punkty na dzień dzisiejszy:
- Lista książek, które czytam/mam zamiar przeczytać wydłużyła się do 5 pozycji:
- Podręcznik Wojownika Światła,Być jak płynąca rzeka oraz Pielgrzym Paulo Coelho
- Oko jelenia. Droga do Nidaros Andrzeja Pilipiujka
- Coś się kończy, coś się zaczyna Andrzeja Sapkowskiego
- Dostosowałem widget flakera tak, by działał po ostatnich zmianach w rssach, ale za jego rozwijanie zabiorę się najwcześniej w przyszłym tygodniu.
- Zdałem indeks za zeszły semestr kończąc go ostatecznie.
- W piątek przesiedziałem w pracy 11 godzin próbując wyrobić się na czas – powiedzmy, że się udało.
I na tym skończę. Mam nadzieję, że trochę spokoju pozwoli mi zając się własnymi sprawami w tym i rozbudzeniem strony. Jakoś nie lubię, gdy tak leży pozostawiona sama sobie.
Ps. Nawet nie zauważyłem, że to setny wpis tutaj. Sto lat?
Flaki, flaki, flaki
Dwa dni temu chłopaki z netguru uraczyli nas nową wersją flakera. Z odświeżonym layoutem, nową funkcjonalnością trakera, która pozwala na promowanie swojej strony wśród innych użytkowników. Przyznać muszę, że od czasu rejestracji trochę zaniedbałem swoją obecność tam, dlatego następne zdanie może się okazać lekko bzdurne.
Dodali też kanały rss aktywności każdego użytkownika, co natchnęło mnie do napisania prostej wstawki, którą widzicie po prawej. Na ten moment nie śmiałbym nazwać jej nawet wersją prealfa stąd ikony żywcem przeniesione z flakera. Z tego samego powodu nie udostępniam jeszcze kodu – wymaga paru(nastu) poprawek, głównie optymalizacyjnych.
Plany na (najbliższą) przyszłość to dodanie obsługi wszystkich agregowanych serwisów i zmiana ikon. Później spróbuję stworzyć plugin do wordpressa, który ułatwi wrzucanie listy na serwis.
Było na tyle.
notki and praca
20 Mar 2008
Niech się mury pną do góry
W czasach PRLu popularną praktyką było wyrabianie ponad 100% normy. Developerzy stawiali blok za blokiem, ludziska się wprowadzali i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Wraz ze zmianą ustroju zmieniło się podejście i nierzadko wyrobienie 100% normy uznaje się za sukces, a 90% jest traktowane jako coś zupełnie normalnego. Czasami jednak są sytuacje jak żywo przypominające te sprzed 20, 30 lat.
Przydługawy wstęp, ale pasuje idealnie. Od początku roku czuję się jakbym siedział na budowie i stawiał domy w ekspresowym tempie. Ile według was potrzeba czasu na napisanie miniportalu? Inaczej – ile czasu potrzeba na porządne napisanie miniportalu. Jak dla mnie to miesiąc projektowania i 2 miesiące kodzenia. Wtedy można się spodziewać, że to co powstanie będzie miało ręce i nogi, oraz głowę na właściwym miejscu. Zobaczcie teraz jak to wyglądało w rzeczywistości:
- Czas dla grafika – miesiąc.
- Czas dla projektanta – 1,5 miesiąca.
- Czas dla webmastera i programistów (dwóch) na napisanie i postawienie serwisu- niespełna miesiąc, bo deadline się zbliża.
1:1,5:0,75 – proporcje IMO lekko zachwiane.
Rozumiem, że osoba totalnie nie znająca się na rzeczy sądzi, że “Łe, ten serwis to w dwa tygodnie pewnie zrobisz. Przecież to takie proste”, ale każdy kto napisał cokolwiek ponad “Hello world” wie, że dwa tygodnie można nieraz spędzić na samym rozplanowaniu prac. Czuję się trochę jak budowniczy samolotu, który już wystartował i od tego jak szybko będę pracował zależeć będzie komfort podróży. Sam natomiast komfortu pracy nie mam wcale.
Po takich trzech miesiącach przestaję się dziwić, że praca programisty nie tylko mnie już nie pociąga, ale wręcz odrzuca. Żartobliwe określenie “małpki do klepania kodu” przerodziło się w smutną rzeczywistość i coraz bardziej mam ochotę zerwać się z łańcucha i spróbować czegoś nowego. Dopóki jednak nie odkryję nowego powołania pozostaje mi liczyć na zmianę ustroju i powrót do lepszych czasów gdy ilość nie była przedkładana nad jakość.
książka and notki
11 Mar 2008
Alchemik
Między obiadem, a dalszym klepaniem kodu postanowiłem dokończyć Alchemika. Nie jest szczególnie gruby, ale ze względu na natłok obowiązków historia andaluzyjskiego pasterza znacznie rozciągnęła mi się w czasie.
Mówi się, że w tej książce ukryte są różne prawdy, wskazówki jak iść przez życie by go nie zmarnować. Nigdy nie byłem dobry w zgadywanie “co poeta miał na myśli”, ale to chyba dlatego, że nauczyciele uwielbiają szukać ukrytych znaczeń tam gdzie ich nieraz nie ma (a im bardziej pokręcone wytłumaczenie znajdą, tym bardziej są z siebie zadowoleni). Gdyby jednak w liceum kazano nam przeczytać tą jedną książkę zdanie miałbym zgoła odmienne.
Coehlo nie utrudnia, nie stara się mieszać tego co proste. Nie starałem się szczególnie dojrzeć drugiego dna, a mimo to je znalazłem. Bardziej jednak interesowało mnie to, jak zakończy się ta podróż i gdybym sam miał ją przeżyć pewnie teraz siedziałbym na szczycie wydmy w samym sercu egipskiej pustyni i śmiał się do utraty tchu. Dawno nie natrafiłem na zakończenie tak banalne, śmieszne i proste, a jednocześnie logiczne, ciekawe i dające poczucie spełnienia. Czyli takie, jakim powinny się kończyć wszystkie książki.
Streszczanie fabuły sobie daruję. Jeżeli jeszcze nie czytaliście – polecam.
na skróty and notki
10 Mar 2008
Utopmy Marzannę już dziś
Piękny dzień. W tych dwóch słowach mógłbym podsumować przygrzewające słońce i bezchmurne niebo, którymi uraczyła nas pogoda. Żeby jednak dopełnić obrazu potrzeba głosu, który go opisze. Szczęśliwie złożyło się, że ów głos dał się zarejestrować wieczorem, gdy wracałem z pracy.
Posłuchajcie sami (do odtwarzenia wymagany QuickTime)
Ps. Za namową JJ’a skasowałem blogspota dodajc nową kategorię tutaj – chyba wszyscy na tym skorzystamy
Next Page »