April 2008
Miesiąc
na skróty and notki
27 Apr 2008
Umówiłem się z nią na 9..
Ale nie przyszła. A raczej nie pojawiła się. No, tak dokładnie to się nie pojawił. Wordpress robi mi koło kupra i uparcie ignoruje wszelkie zmiany daty publikacji wpisu. A że wpis ów zaplanowałem pierwotnie na godzinę 23:59 to i dopiero wtedy się pojawi. Dlatego też, by zapełnić tę lukę (oraz odrobinę rozruszać zardzewiałe tryby tej strony), wieczornych, poweekendowych uzewnętrznień ciąg dalszy (mimo, że wysłany wcześniej).
Jest szereg powodów, dla których stwierdzenie “weekend się kończy” powoduje rozgoryczenie i smutek. Nie warto się jednak nad nimi rozwodzić, warto zwrócić uwagę na dobre tego strony. W końcu jutro poniedziałek! I wbrew pozorom jest powód, by się z tego cieszyć. Istnieje bowiem taki komiks, spod znaku magii i miecza, z odrobiną pieprzu i dramaturgii. Komiks, ma się rozumieć, internetowy. Z trzema stronami na tydzień. Zwie się on Flipside i ma we mnie regularnego czytelnika gdzieś od końca 2006 roku.
No, “regularnego” to pojęcie względne. Ostatnie 3 rozdziały (nie licząc aktualnego) wlokły się niemożliwie, jak gdyby autor nie do końca wiedział jak ruszyć z akcją. Stąd wpadałem od czasu do czasu, nadrabiając zaległości. Natomiast trwająca właśnie Żądza krwii – nareszcie coś się dzieje! Dlatego czekam na jutrzejszą stronę z niecierpliwością…
Nie twierdzę jednak, że to arcydzieło, a wręcz, że wiele mu do takiego brakuje. Jednak po przeczytaniu krótkiego wstępu/opisu:
This is Flipside, an online comic about two women:
Maytag, a nymphomaniac jester girl with split personalities…
Bernadette, a respectable swordswoman who is kind yet fierce…
Flipside is a story about relationships, sex, and compromise.
It’s a romantic fantasy adventure with a lot of action, and a small dose of horror.
Mainly, it’s the story of these two women.
Give Flipside a chance. You won’t regret it.
i zastosowaniu się do ostatniego wiersza stwierdzam, że czasu nie zmarnowałem. Sami sprawdźcie ;)
na skróty and notki
27 Apr 2008
3 i z głowy
Po raz kolejny przekonałem się, że jak człowiek chce, to potrafi. Albo inaczej – jak go pod murem podstawią, to Bozia i dobę wydłuży i skrzydeł doda. Wczoraj bowiem zdałem kolejny już (a który, to nie zliczę) egzamin, a przyswajanie wiedzy rozpocząłem nie dalej jak tydzień temu (żeby było śmieszniej – przedmiot nazywał się “Teoretyczne Podstawy Informatyki” – wiecie, trzeci rok, to i podstaw wypadało nas w końcu nauczyć).
Szczerze powiedziawszy nawet nie zauważyłem kiedy ta (przed)sesja przyszła. W końcu indeks zdałem w ostatni weekend marca, a teraz okazuje się, że powinienem już go odebrać i nowe wpisy zbierać. Ma to swoje plusy, w końcu ani zimy porządnej nie było (nie lubię), a ze święconką trzeba było iść w kurtce (pierwszy raz od 8 lat). Zaaferowany pracą straciłem kolejne 2 miesiące życia zyskując.. no, coś tam na pewno zyskałem, jeżeli nie w sensie duchowym, to na pewno materialnym (krok bliżej do kupna samochodu).
Jak znam życie wkrótce znów siądę do notatek ucząc się na ostatnią chwilę, ale jakoś przywykłem. Tymczasem wiosna pozwala już oddychać pełną piersią, tak więc w weekend planuję ją przywitać w swoim stylu – grillem. Odliczanie czas zacząć.
głupoty and notki and praca
16 Apr 2008
I po kiego?
Dokładnie 10 dni temu, gdy pojawił się ostatni wpis tutaj Fanatyk zadał na swoim blogu pytanie Dlaczego warto pisać bloga?. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie robię tego tylko dla siebie, a chciałem robić coś podobnego od dawna. Ale skoro chciałem (i chcę), to czemu tego nie robię?
Sprawdziłem właśnie – w kolejce czekają przynajmniej 4 wpisy, które wymagają przeredagowania, a nawet przepisania od nowa. 4 tematy, które przyszły mi do głowy, a które z różnych względów zostały odstawione w kąt czy to z braku weny, czy chęci.
Jest tam o Wolnym Tybecie, inicjatywie, którą dość spontanicznie poparłem umieszczając na stronie logo, a potem zamieniając je na bardziej estetyczny “narożnik”. Moja prywatna opinia na temat możliwości bojkotu, konsekwencji (obustronnych) jakie może przynieść oraz tego, czy przyznanie Chinom organizacji Igrzysk było słuszne czy nie. Opinia w dużej mierze pokrywająca się z głosem społeczeństwa, wyrażonym m.in. przez ww. stronę. Głosem sprzeciwu, który miesza się z niepewnością wywołaną brakiem pewnych informacji i naporem medialnego szumu, jaki wytworzył się wokół sprawy.
Jest też o ankiecie, którą otrzymałem w pracy. Ankiecie anonimowej, o ile można zachować anonimowość będąc jednym z 3 osób, które ją wypełnią. Po raz kolejny o wątpliwościach, tym razem o sens rozdawania takiego kwestionariusza, gdy prostszym rozwiązaniem jest szczera i otwarta rozmowa. A gdy na szczerość nie można sobie pozwolić we wspólnym gronie pozostają maile i zapewnienie, że cokolwiek nie zostanie powiedziane, nie wpłynie na relacje szef-pracownik, bo w końcu nam wszystkim zależy, by robić i zarabiać.
Pozostając w temacie pracy jest o pozyskiwaniu pracowników, z lekką ironią i humorem. Oparta na faktach historia o tym, jak pracodawca w desperacji jest w stanie zaproponować wiele, by ściągnąć do siebie pracownika. I o tym, że najpierw próbuje zdobyć go minimalnym kosztem, co zwykle sprowadza mu na głowę osoby w najlepszym wypadku niedoświadczone, a zwykle niekompetentne.
Na koniec jest o pluginie do wordpressa pod niezidentyfikowanym tytułem, który rodzi się w bólach i urodzić się nie może. Z paroma screenami, z kilkoma pomysłami, bez działającego “produktu”. I wyjaśnieniem, że czasu brak, spokoju, by móc wszystko przemyśleć i stworzyć. Z nieśmiałym zakończeniem, sugerującym, że 8 godzin programowania dziennie to dość, a weekendy nadają się raczej do aktywności pozakomputerowej.
Jak widzicie, jest o czym pisać i co robić. A dlaczego tak naprawdę warto? Żeby zaznaczyć swoją obecność, sprawdzić swoje umiejętności i uporządkować myśli. No i mieć przy tym trochę zabawy.
książka and notki
6 Apr 2008
Fantastycznie o historii
Do tej pory miałem do Pilipiuka zaufanie. Jako do autora, ma się rozumieć. Jego Kroniki Jakuba Wędrowycza zaliczam do może nie genialnych, ale udanych zbiorów opowiadań, a Operacja Dzień Wskrzeszenia to całkiem sympatyczna powieść, w której fakty przeplatają się z fikcją.
Początek Oka jelenia, który zdążyłem przeczytać w empiku przed zakupem książki, zapowiadał wykorzystanie podobnego motywu. Że zacytuję tu podsumowanie, wydrukowane na tylnej stronie okładki:
Występują:
Kosmiczni nomadzi, którzy rąbnęli 5 ton książek razem z opakowaniem, czyli gmachem Biblioteki Narodowej. Przypadkowi turyści, ze swoich czasów wrzuceni na dno średniowiecznego slumsu. Muszą przeżyć i odnaleźć Oko jelenia. A najpierw ustalić, co to , u diabła, jest!
Brzmiało ciekawie. Natomiast w praktyce wyszło co następuje:
- o nomadach są całe trzy strony w prologu
- ustalenie czym de facto jest Oko zajmuje 3/4 książki
- Biblioteka po krótkim epizodzie przestaje brać udział w historii
Historia zaś miejscami wartka, w większości wypadków ciągnie się, jakby autor nie za bardzo mógł się zdecydować czy już należy popchnąć akcję do przodu, czy pozwolić sobie na jeszcze jeden opis. Bo tych jest tu aż nadto. Sceny tortur, miejskiego życia, obyczaje epoki (te kultularne i kultury pozbawione) – od wyboru do koloru. I o te opisy rozbiła się moja chęć poznania dalszego ciągu historii.
Pośród gwałtem branych panien i palonych na stosie misjonarzy Pilipiuk nakreślił postaci może nie odpychające, ale raczej jednobarwne, zaznaczając tylko kilka najważniejszych cech każdej z nich. Doświadczoną przez los szlachciankę, gotowego do poświęcej informatyka, który ma zadziwiającą zdolność adaptacji w zupełnie sobie obcym środowisku i tajemniczego doradcę organizacji kupieckiej.
– SPOILER –
Całe 400 stron czekałem, aż ci pierwsi spotkają tego ostatniego i zwyczajnie się nie doczekałem.
– KONIEC SPOILERA –
Zgodnie z tym, co powiedział Alfred Hitchcock “Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemii, potem zaś napięcie powinno stale rosnąć” – jeżeli by przyrównać to stwierdzenie do książek, pierwsze ich strony powinny wsysać czytelnika jak odkurzacz, a kolejne nie pozwolić się oderwać. W Oku jelenia zabrakło i odkurzacza i magnesu.