July 2008


miniblog 31 Jul 2008

A z nim, +/- dzień czy dwa, kolejny zjazd Forum Actionum. Połowy ludzi pewno nie rozpoznam, bo i na forum się nie udzielam, druga połowa nie przyjedzie. Ale jak zawsze – będzie dobrze. Bo jak inaczej? Wracam we wtorek.

notki 29 Jul 2008

Od czego by tu zacząć. Chyba od powodu. Tak więc wszystkim Martom zdrowia i szczęścia z okazji imienin (lepiej późno niż wcale). Jedną z Mart, moją babcię, postanowiłem dzisiaj odwiedzić i nawet nie wspomniałbym o tym, gdyby nie późniejsze wydarzenia.

Jeżeli kiedyś zastanawialiście się, jakie auto być może trudno ukraść, to zaręczam, że włamać się do Golfa jest cokolwiek trudno, szczególnie, gdy nie robi się tego na co dzień. Z nieznanych mi jeszcze powodów szlag trafił centralny zamek, przez co kluczyk stał się z miejsca bezużyteczny. Telefon do znajomego mechanika, chwile później mocowanie się z drzwiami, zamkiem (elektronika trzymała go mimo mechanicznego podważania) i maską (wszędzie plastik – nie do przebicia bez uszkodzenia czegokolwiek). Dobrą godzinę siedzieliśmy i kombinowaliśmy na wszystkie sposoby. Ostatecznie skuteczny okazał się zwykły młotek, pozwalając mi na wejście do samochodu. Oczywistym minusem jest szyba, którą będę musiał kupić.

A teraz ciekawsza część tej historii. Podczas naszego mocowania się z samochodem koło nas przeszło z 20 osób. Starsi, młodsi, panowie, panie. Kilka, jak widziałem, obserwowało nas z balkonów okolicznych bloków. I żaden, podkreślam, żaden nie pofatygował się by zadzwonić na policję. Nie że tego oczekiwałem, różnicy mi to nie robiło, ale no ludzie. Gdybym był złodziejem i wiedząc, że dany samochód nie ma alarmu, a właściciel jest na tyle daleko, by nie widzieć auta mógłbym bezczelnie włamać się do niego i nikt, aboslutnie nikt by mi w tym nie przeszkodził!! Każdy widać zakładał, że ktoś majstrujący w biały dzień przy aucie i nie przejmujący się gapiami ma do tego święte prawo. Jeżeli to nie był wyjątek, a polska codzienność, to nic dziwnego, że codzień dziesiątki (setki?) aut zmienia właścicieli. Bo sami na to pozwalamy.

EDIT: Już wiem, co się zepsuło. Widoczny na zdjęciu kawałek metalu postanowił rozstać się z resztą samochodu. Kawałek żelaza, a kosztował mnie więcej niż porównywalna ilość złota. Kluczyk dla zobrazowania rozmiaru.

notki and studia 17 Jul 2008

Wtorek, godzina 10. Początek egzaminu wstępnego na studia magisterskie. Drzwi się otwierają, chętnych praktycznie brak. Już raz poszedłem na pierwszy ogień, więc różnicy mi to nie robiło. Po pytaniach pustka w głowie, 10 minut (a może więcej?) i rozmowy. Nie kleiło się to za bardzo, ale widać wystarczająco. Dwa razy po 4, a dzień później informacja (nieoficjalna) “został Pan przyjęty”. Część moich znajomych bardziej się z tego ucieszyła niż ja – dla mnie to naturalny porządek rzeczy.

A przy okazji, z ust kolegów, usłyszałem o listach przyjęć na studia dzienne. I uwierzyć uszom nie mogłem. Trzy lata temu, świeżo po maturze, też składałem papiery by studiować stacjonarnie. Tytanem nauki nie byłem, ale ponad 130 pkt. udało mi się uzbierać (wedle ówczesnych przeliczników). Okazało się za mało o 10. Trzy dni temu ostatnia przyjęta osoba na liście miała 44 punkty. Na 180+ osób chętnych przyjęto ok. 170. Jasne, że za pół roku przynajmniej połowa odpadnie, kolejna 1/4 nie doczeka trzeciego semestru. Ale dostali szansę.

Zastanawia mnie, co jest tego przyczyną. Jedna teoria mówi o odpływie ludzi z kierunków informatycznych (słyszałem nawet, że “Polibuda” bierze każdego chętnego, choć nie wiem ile w tym prawdy). Inna myśl jaka mi przyszła do głowy to ogólnie niższy poziom tegorocznych maturzystów, choć Ci woleliby pewnie stwierdzić, że to wina samego egzaminu – trudniejszego niż rok, czy dwa lata temu. Można też wysnuć absurdalne przypuszczenie, że społeczeństwo nam kretynieje, ale tej tezy nie ośmielę się poprzeć żadnymi miarodajnymi badaniami.

Pozostaje więc nie przejmować się, nie oglądać na innych i (mówiąc kolokwialnie, a nawet wulgarnie) dbając o własną dupę przeć dalej, aż do końca studiów, bo po nich zostanie już tylko życie do przeżycia.

miniblog 10 Jul 2008

Udało mi się w końcu powiększyć biblioteczkę. Pan Lodowego Ogrodu, z polecenia Gosi, w przyszłym tygodniu wpadnie w moje łapki. Ponadto, jak się dziś dowiedziałem, 28 lipca wydany zostanie Dzienny Patrol, jedyna książka z cyklu, której, z braku dostępności nie przeczytałem. Kasę już odłożyłem.

miniblog 7 Jul 2008

Ponieważ strona “o autorze” cierpiała na brak (sensownych) informacji wywaliłem dotychczasowy (dawno już zużyty) tekst i zastąpiłem go dłuższym, bardziej szczegółowym. Jak się okazuje są osoby tam zaglądające.

Next Page »