August 2008


książka and notki 17 Aug 2008

Silenie się na wyszukane tytuły wydaje mi się bezcelowe. Niemal tak samo jak przedstawianie świata Patroli, stworzonego przez Łukjanienkę. Robiłem to wszak w poprzednich wpisach (1 i 2).

Dzienny patrol to względnie stara historia W oryginale ukazał się jako drugi i chyba tylko głupota wydawców spowodowała, że jego pierwsze wydanie wyparowało z rynku tak, że nawet na Allegro trudno było je dostać. No ale “co się odwlecze to nie uciecze”. Główny wydawca Patroli w Polsce poszedł po rozum do głowy i uzupełnił swoją kolekcę o jedyną historię powstałą z współpracy Łukjanienki z innym rosyjskim autorem Władimirem Wasiljewem.

Samej historii trudno coś zarzucić. Z jednej strony jest spójna, a z drugiej wypełnia dziurę czasową między Nocnym Patrolem i Patrolem Zmroku, tworząc z nimi zgrabną całość. To co zawsze podobało mi się w książkach Łukjanienki to poczucie przypadkowości niektórych wydarzeń. W pewnym sensie hołduje ono zasadzie “jeżeli w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, to niezawodnie przed końcem ostatniego wystrzeli”. Dzienny Patrol nie jest inny i dopiero w ostatnim rozdziale odkrywa wszystkie tajemnice.

Jak już wspomniałem jest to jedyna książka napisana przy współpracy dwóch autorów. Z tego co wyczytałem Wasiljew odpowiedzialny był za opisanie organizacji jaką jest Dzienny Patrol, od budynku-siedziby, na relacjach i odczuciach pracowników kończąc. Wyszło mu to całkiem zgrabnie i gdyby na okładce pojawiło się tylko nazwisko Łukjanienki trudno byłoby się zorientować że Władimir wtrącił swoje “trzy grosze”.

Podsumowując – dla kogoś, kto poznał pozostałe książki pozycja obowiązkowa, a dla reszty – szansa na poznanie całego cyklu bez dziur w historii i przeskoków czasowych.

notki 10 Aug 2008

Urlop ma to do siebie, że prędzej czy później musi się skończyć. Nie powiem, że nie odpocząłem, ale przyznam, że chętnie bym to wszystko przedłużył.

Zaczęło się, jak co roku, od zjazdu we Wrocławiu. 1 – 4 sierpnia, w parnym, głośnym i drogim (memu sercu) mieście. Ktoś powie: co to za wakacje?, ale prawda jest taka, że żadne inne miejsce na Ziemi nie pozwala mi się wyłączyć tak, jak podczas spotkania z tymi ludźmi. Nie ma znaczenia czas, świętości nie istnieją, a zasady życiowe zostają zawieszone. Przerżnąłem z 20 zł w karty, zatankowałem pod korek i chodziłem niewyspany – i cholernie dobrze mi z tym było. A odrobinę tego chorego klimatu możecie zobaczyć w tej animacji, albo we wspomnianym przez Gośkę timotei.

Potem zaś, oszczędzając Wam zbędnych, nudnych opisów resztę wolnego spędziłem klucząc między rodzinnym miastem, a domkiem nad jeziorem, który z resztą pomagałem wykończyć. Zarobiłem parę siniaków, paliłem ogniska do później nocy obserwując Drogę Mleczną i znosiłem 4-letniego syna kuzynki, którego życiowym celem jest chyba zadać jak najwięcej pytań w jak najkrótszym czasie. Całkiem nieźle.

W wolnych chwilach trochę czytałem, co postaram się rozwinąć w kolejnych wpisach-recenzjach (kolejno przeczytałem Pan Lodowego Ogrodu, Gwiazdozbiór kata i Dzienny patrol ). Tymczasem pozostaje mi dowiedzieć się gdzie teraz pracuję, bo podczas mojej nieobecności Fresh zmienił siedzibę i wyczekiwać kolejnego urlopu.