Silenie się na wyszukane tytuły wydaje mi się bezcelowe. Niemal tak samo jak przedstawianie świata Patroli, stworzonego przez Łukjanienkę. Robiłem to wszak w poprzednich wpisach (1 i 2).
Dzienny patrol to względnie stara historia W oryginale ukazał się jako drugi i chyba tylko głupota wydawców spowodowała, że jego pierwsze wydanie wyparowało z rynku tak, że nawet na Allegro trudno było je dostać. No ale “co się odwlecze to nie uciecze”. Główny wydawca Patroli w Polsce poszedł po rozum do głowy i uzupełnił swoją kolekcę o jedyną historię powstałą z współpracy Łukjanienki z innym rosyjskim autorem Władimirem Wasiljewem.
Samej historii trudno coś zarzucić. Z jednej strony jest spójna, a z drugiej wypełnia dziurę czasową między Nocnym Patrolem i Patrolem Zmroku, tworząc z nimi zgrabną całość. To co zawsze podobało mi się w książkach Łukjanienki to poczucie przypadkowości niektórych wydarzeń. W pewnym sensie hołduje ono zasadzie “jeżeli w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, to niezawodnie przed końcem ostatniego wystrzeli”. Dzienny Patrol nie jest inny i dopiero w ostatnim rozdziale odkrywa wszystkie tajemnice.
Jak już wspomniałem jest to jedyna książka napisana przy współpracy dwóch autorów. Z tego co wyczytałem Wasiljew odpowiedzialny był za opisanie organizacji jaką jest Dzienny Patrol, od budynku-siedziby, na relacjach i odczuciach pracowników kończąc. Wyszło mu to całkiem zgrabnie i gdyby na okładce pojawiło się tylko nazwisko Łukjanienki trudno byłoby się zorientować że Władimir wtrącił swoje “trzy grosze”.
Podsumowując – dla kogoś, kto poznał pozostałe książki pozycja obowiązkowa, a dla reszty – szansa na poznanie całego cyklu bez dziur w historii i przeskoków czasowych.