November 2008


miniblog 24 Nov 2008

Nie jestem stary, nie czuję się staro. Tymbardziej więc, gdy widzę taki film na youtube, usta same składają mi się do uśmiechu i liczy się tylko, by rzucić okiem na najlepsze anime z czasów dzieciństwa. Kamehameha!

głupoty and notki 11 Nov 2008

Zgaduję, że tytuł notki nie jest wam obcy – kosmici rozwalający naszą planetę, Bill Pullman, Will Smith i spółka ratują świat, wszystko przesycone amerykańskim patosem, a w tle dumnie powiewająca flaga wywieszona na ichni Dzień Niepodległości. Aż dziw, że telewizja nam tego dzisiaj nie serwuje. No chyba, że zamiast charyzmatycznego prezydenta USA postawimy naszego Lecha K., a za obcych posłużą rakiety wysłane “omyłkowo” przez Rosjan w związku z tarczą antyrakietową. Patos mamy załatwiony, bo wylewa się z każdej oficjalnej uroczystości. 

Znalazlem dzisiaj chwilkę, krótką, ale zawsze, by zadać sobie pytanie – czym jest dla mnie obchodzone właśnie Święto Niepodległości? Widzę czym jest dookoła. Niemal wszędzie powiewają flagi, mordy polityków przewijają się w wiadomościach z prędkością podświetlną, ludzie idą do kościoła i wszyscy są cholernie poważni.

Mimo, że do USA mam stosunek neutralny (co przy poglądach mojego ojca jest nawet dziwne), to zazdroszczę im sposobu w jaki oni świętują ten dzień. Jakiś historyk zdaje się lamentował, że wybraliśmy sobie kiepską porę roku, że listopad to zimno, mokro, to nie można z taką pompą. Fakt, gdy nasi pradziadkowie oswobadzali w 1918 Polskę mogli pomysleć, że ich wnukowie powinni móc świętować przy +20˚C i bezchmurnym niebie. No ale nie pomyśleli. Trudno. Myślę jednak, że możnaby postarać się o coś więcej.

Patrząc na mój rodzinny Kościan. Do kościoła nie poszedłem, ze względu na przekonania (zwie się to zdaje “wierzący niepraktykujacy”); na wykład poświęcony odzyskaniu niepodległości sobie darowałem, bo zjazd w ten weekend dostatecznie mnie wynudził gdy o wykłady chodzi; wernisażu nie odwiedziłem, darujcie mi obrazy; turniej szachowy i koncert galowy też nie dla mnie. Krótko mówiąc świadomie odpuściłem sobie każdą “imprezę” jaką zafundowało mi miasto. Subiektywnie patrząc – nie zaoferowali mi nic. 

Rozumiem, że nie każdy ma takie odczucia, wiadomo też, że mogłem pojechać do Poznania i znaleźć tam coś dla siebie, ale – nie chciałem. Więc czym jest dla mnie Święto Niepodległości? Kolejnym wolnym dniem, przedłużeniem skróconego weekendu i niczym więcej. Branoc.