I najzupełniej mi to odpowiada. Białe święta jawią się w mojej pamięci jako odległe i mgliste wspomnienie, a +5 pod koniec grudnia odbieram jako dar od losu.
I tym łatwiej jest mi życzyć Wam zdrowia, spokoju, radości, spełnienia marzeń i ciepłej, rodzinnej atmosfery w nadchodzących dniach.
Zamiast jednak silić się na dowcip czy też kierować bardziej personalne życzenia powiem Wesołych świąt i obyście przeżyli je tak szczęśliwie jak ja zamierzam.
A Szymonowi W. podziękuję za pomysł na tytuł notki :)
Minął niemal miesiąc odkąd się ostatnio odezwałem. Jak zwykle zimą czas biegnie szybko, a człowiekowi wydaje się, że dni to mrzonka, składająca się tak na prawdę z krótkiego, mroźnego poranka i ciepłego, ciemnego wieczora. To co pomiędzy, to obowiązek, któremu bez przymusu się poddaję i jedyne na co liczę, to szybki powrót wiosennych, dłuższych dni.
A poza obowiązkiem? Z żalem przyznaję, że poległem na próbie przeczytania Narrenturm Sapkowskiego. Po krótkim opisie spodziewałem się wciągającej przygody, ale okazało się, że podsumowanie wygłoszone przez Andrzeja Sawickiego (vel EGM’a) podczas wrocławskiego zjazdu było jak najbradziej trafne*:
Reinmar robi coś głupiego i wpada w tarapaty. Przyjaciele go wyciągają i uciekają jak najdalej tylko po to, by Reinmar mógł zrobić coś jeszcze głupszego i wpaść w większe tarapaty.
Zapętlić z zwiększającą się skalą. Logicznym jest, że kolejnych tomów nie kupię. Wychodzi na to, że “Sapek” pozostanie dla mnie twórcą przewspaniałego cyklu wiedźmińskiego i nie mniej udanego opowiadania Złote popołudnie.
Skoro więc zawiodłem się na polskim autorze postanowiłem spróbować czegoś zagranicznego. Pratchett w nowoczesnym wydaniu niezbyt mi pasuje, więc kupiłem Amerykańskich Bogów Gaimana. Nie skończyłem jeszcze czytać całości, wszak trzeba się delektować, ale jak na razie jestem zadowolony. Historia, jak na ten moment, jest dość niejasna, ale mam swoje teorie i zobaczymy czy się sprawdzą. A – określenie jej powieścią dla dorosłych jest jak najbradziej na miejscu.
Studia to temat, który należałoby na razie przemilczeć, głównie ze względu na niemal zupełny brak zajęć. Odbywająca się właśnie w Poznaniu Konferencja Klimatyczna zawiesiła zajęcia na UAM’ie, wyludniła miasto i poza tym zupełnie nie wpłynęła na życie ludzi. No, na moje owszem, bo czekają mnie w styczniu cudowne 4 tygodnie w których codziennie będę odwiedzał stolicę Wielkopolski. Jeżeli w lutym będę w stanie normalnie funkcjonować będzie to znaczyło, że moja odporność psychiczna wzrosła w porównaniu do lat poprzednich.
Nim jednak rzucę się w wir niewyspania, nauki na sesję i gonienia terminów projektów (z tym ostatnim mamy szansę podejść do wszystkiego na luzie i naprawdę mam nadzieję, że skończymy grubo przed deadline’em) czekają mnie święta (niestety, bez 2 tygodniowej laby – oj ta praca) i późniejszy sylwester, który ma spore szanse skończyć się na imprezie miast jak rok temu w domowym zaciszu. Trzymam kciuki.
A na koniec odrobinkę liznę politykę – Jarek K. stwierdził ostatnio, że chce powalczyć o głosy młodzieży, partia wysyła go na kurs kultury osobistej, by nabrał trochę ogłady – najszczersze BUEHEHEE. Panie pośle – w życiu nigdy, a po śmierci wcale, nie przekonasz mnie do swoich racji, choćbyś nie wiem ile kursów przeszedł, jak bardzo się starał. Za dużo jadu było w tym co widziałem do tej pory, za dużo wrogości. Posługując się tu (bardzo) obrazowym porównaniem – kupa zapakowane w pudełko od czekoladek nadal pozostanie kupą.
I tym optymistycznym akcentem zakończę.
* to nie cytat, raczej swobodne przytoczenie słów Generała