May 2009


film and notki 18 May 2009

Byłem w sobotę na Aniołach i Demonach wedle powieści Dana Browna. Złamałem tym samym własne postanowienie, by najpierw przeczytać książkę, a następnie porównać ją z ekranizacją. Tak się jednak złożyło, że na ew. egzemplarz musiałbym czekać z tydzień czy dwa, a znając politykę multipleksów zdążyłyby one zdjąć film z afisza. Zgodnie z powiedzeniem, co się odwlecze to nie uciecze i po prozę sięgnę w najbliższym czasie, poniżej zaś wrażenia z sali kinowej.

Jak na tak rozreklamowany film widownia nie dopisała, co odebrałem jako okoliczność sprzyjającą, bo można było się skupić na tym co na ekranie, nie będąc rozpraszanym przez siorbanie i mlaskanie rozlegające się zewsząd (swoją porcję nachos zdążyłem zjeść zanim skończyły się reklamy co może świadczyć negatywnie zarówno o jej wielkości, jak i o czasie wyświetlania tych ostatnich). Gdy w końcu zgasły światła i znikło logo wytwórni wszyscy z zainteresowaniem zaczęliśmy oglądać.. Wyspę dinozaurów 2. Konsternację jaka zapanowała na sali możecie sobie wyobrazić. Chwilę później okazało się, że operator pomylił rolki, a Anioły.. zostaną nam puszczone “już za chwilę i z pominięciem reklam” (miło z ich strony, aczkolwiek trailerom bym nie odmówił, zwykle przed “dużymi” filmami można zobaczyć zapowiedzi równie “dużych” filmów).

Światła zgasły ponownie i tym razem obeszło się bez niespodzianek. Ośrodek CERN, odpalenie Wielkiego Zderzacza Hadronów i powstała w wyniku jego działania antymateria to jeden wielki efekt specjalny, który ciesząc oko był właściwym wstępem dla dalszej akcji. I właśnie na akcję postawiono w Aniołach... W przeciwieństwie do zawiłych zagadek pozostawionych przez Jacques’a Sauniere w Kodzie DaVinci, tutaj historia Illumiantów jest tylko pretekstem do niekończących się pościgów, wyścigów i długodystansowych biegów. Robert Langdon z dziecinną łatwością trafia na kolejne tropy i korzystając z tajnych Archiwów Watykanu prowadzi grę z nieznanym wrogiem. Przy okazji zrozumiałem dlaczego imć Langdon z taką niechęcią wspomina owe archiwa w Kodzie... Z prędkością cząstek podróżujących w LHC zmieniały się moje podejrzenia co do winowajcy całego zamieszania i z przyjemnością stwierdzam, że aż do końca nie byłem pewny swego (prawdopodobnie ze względu na brak czasu do namysłu).

W ten sposób dobre 2 godziny zleciały anim się obejrzał. Z punktu widzenia kogoś niezaznajomionego z książką był to dobry, choć czasami infantylny, film akcji. Zarzuciłbym mu niedostateczne wykorzystanie historii Illumiantów, która to organizacja w moim odczuciu zasługiwała na coś więcej niż samotnego (!!) porywacza/zamachowca/fanatyka spełniającego kilkusetletnią “przepowiednię”. Natomiast serdecznie rozbawił mnie polski akcent w postaci wozu transmisyjnego oraz reportera TVN’u, który w pewnym momencie dumnie wypełnił cały ekran informując widzów o przebiegu konklawe :)

I w tym miejscu bym zakończył, tłumacząc się jeszcze z tego dość pokręconego tytułu notki. Wiecie, według tego co mówiono w filmie kościół dopuścił się krwawych zbrodni na Illuminatach, co spowodowało ich chęć zemsty i w konsekwencji przedstawione wydarzenia. Jeżeli tych drugich traktować jak demony, a tych pierwszych jako anioły, to w świetle tych zarzutów są siebie warci, stąd wrzucenie ich do jednego wora “potworów”.

notki 17 May 2009

Dwa słowa wyjaśnienia, nie usuwałem żadnego wpisu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że netarteria przywróciła bez zapowiedzi jakąś kopię zapasową, a ta była na tyle stara by posłać w kosmos moje ostatnie wypociny. Już do nich napisałem, na razie zachowując przyjazny ton, ale zważywszy na to, że i tak rzadko piszę jestem trochę podirytowany. Tego co było nawet nie będę próbował odtworzyć, bo wyjdzie z tego niestrawna papka. Natomiast jutro obiecuję napisać co nieco. Dziś już brak m sił by myśleć.

głupoty and notki 12 May 2009

Wczoraj zdecydowanie nie miałem sił na myślenie – netarteria mogła usunąć wpis, ale przecież google x razy na dzień indeksuje moją stronę i, co ważniejsze, trzyma kopie każdej podstrony. Tak więc wpis odzyskany

Nie wiem ile to już razy zwalałem na brak weny zastój jaki panuje na blogu. Prawda jest taka, że bardziej winne jest moje lenistwo i wewnętrzny opór przed zajmowaniem się czymś, co nie jest nowe.

Taki opór często objawia mi się w pracy, gdy przychodzi do modyfikacji już istniejących założeń, bo a to komuś do głowy przyjdzie coś nowego, a to klient sam nie wie czego chce i bawi się w ciuciubabkę. Mam wtedy ochotę rzucić wszystko w cholerę i mówiąc “nie se sam zrobi” wyjść z biura.

Jak na złość to jest ostatnia rzecz jaką w praktyce mogę zrobić. W końcu za coś mi się płaci, więc żując własny język i kląć na czym świat stoi robię co do mnie należy.

Żeby nie było, w tej chwili nie mam takich odruchów. Po prostu nijak nie mam ochoty opisywać szczegółów wyjazdu majowego, a książki które ostatnio kupiłem i przeczytałem (mimo iż wciągające i godne polecenia) nie krzyczą “zrecenzuj mnie”. Te ostatnie najlepiej wychodzą mi “na gorąco”, a w tej chwili emocje już dawno opadły.

Winną braku weny może być też uczelnia, której zbliżające się terminy zaliczeń coraz intensywniej jawią mi się przed oczami i zniechęcają do podejmowania jakichkolwiek działań długofalowych. A mam nawet plan, który może w wakacje zrealizuję, łączący dawno zakupiony aparat wraz z świeżym nabytkiem w postaci roweru.

cdn.

miniblog 3 May 2009

Nie często bywa, bym cieszył się z przekładania urlopu. W tej chwili mogę stwierdzić, że odpuszczenie sobie czwartku na rzecz jutrzejszego dnia było najlepszym wyborem na ten “długi” weekend. W końcu będę miał czas odpocząć, bo tak zwany aktywny wypoczynek może wymęczyć każdego. A coś więcej również napiszę jutro, gdy poukładam myśli.