coś dla ducha and notki 28 Dec 2007

Wiedźmin na szlaku

Skończone. A może powinienem powiedzieć rozpoczęte? Wielki Mistrz nie żyje, odzyskałem tajemnice skradzione z Kaer Morhen, konflikt wygasł w sposób naturalny (choć krwawy). Dostałem pieniądze, zabiłem moich prześladowców, obroniłem przyjaciół. Podczas walk między ludźmi i innymi rasami wybrałem trzecią stronę, własną, nie chcąc mieszać się w sprawy, które mnie nie dotyczyły…

Czas topora, pogardy, wilczej zamieci, białego zimna – niezły zestaw

Co jednak by było, gdybym wybrał inną drogę? Nie jest możliwe przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich wyborów. Vincent dostał szansę, przynajmniej są z Carmen szczęśliwi. Adda, choć chciała mnie zabić, również miast śmiertelnego ciosu otrzymała dar życia. Berengar, zdrajca i tchórz, pozwoliłem mu odejść, choć za samą tylko konieczność ganiania za nim przez pół świata należało go przygwoździć do ziemi mieczem. Chyba robię się sentymentalny…

Coś się kończy, coś się zaczyna

Rozwścieczona tłuszcza z widłami i pochodniami przeciwko jednej wiedźmie. Fanatyzm bijący w oczy musi być ukarany, mimo iż na dobrą sprawę mogłem wybrać jedynie mniejsze zło. Dwie rasy, ludzi i ryboludów, nieufne wobec siebie, wrogie. I znowu trzecie wyjście, neutralność, ale ta dobra, bo prowadząca do pokoju. Mały chłopiec, którego los zetknął ze mną, a potem rozdzielił. Chciał zostać wiedźminem, głupi. Uciekł gdzieś, w inne miejsce i czas, a ja mam wrażenie, że jeszcze się spotkamy.

Na pohybel dysonansom!

Nie jestem w stanie zliczyć ile istnień pochłonęła moja krucjata. Setki – przynajmniej. Ale wierzyłem i wciąż wierzę, że to było słuszne, jedyne wyjście. Niech Król Gonu mówi co chce, kroczy za mną i mnie obserwuje. Jeżeli mam szukać własnego Grala podążając ścieżką przeznaczenia – niech i tak będzie. W końcu nie chodzi o jego znalezienie, ale o to, by nie poddać się szukając.

coś dla ducha and książka and muzyka and notki 20 May 2007

Hell… połowa maja za nami, a mogło by się wydawać, że niedawno się rok zaczął. Wiosna, powiedzmy, że w pełni. W sumie podobna do poprzednich, może poza całkowitym brakiem jakichkolwiek “przeszkód” stojących na mojej drodze w najbliższym czasie…

Lista rzeczy, o których wypadałoby tu wspomnieć:
- World of Warcraft, Tibia, Guild Wars
- Minutes to Midnight
- Krew Elfów (i zapewne wkrótce Czas pogardy)
- zmiana outfit’u własnego
- …

no to wio…

Co to MMORPG zakładam, że każdy wie, kto nie wie, niechaj kliknie i poczyta nieodzowną wikipedię. Wyżej wymienione tytuły dane mi było poznać osobiście (a i wypada powiedzieć, że niektóre z nich wciąż poznaję, lub będę poznawał).
World of WarcraftW WoWa pograłem dzięki Ryu (thanks again) i przyznam, że całkiem zrozumiałe jest to, że aż tyle osób nie może się od niego oderwać. Grałem 10 dni, po godzinkę, dwie dziennie, a jak sie okazuje poznałem może jedną pięciotysięczną (albo i jeszcze mniejszą) tego świata. Inna sprawa, że choćby nie wiem jak wciągający to był świat tak prozaiczna rzecz jak abonament (i to nie najniższy) skutecznie trzyma mnie z dala od świata Azeroth.
Guild WarsW Guild Wars natomiast gram od niedawna, z wolna poznając tamtejszy świat, bo i brak abonamentu pozwala mi się nie spieszyć. Tyle, że nie za bardzo chce mi się żyć w klimatach średniowiecznych Chin, pomieszanych z pustynnym klimatem Egiptu (a tak odbieram fragment tamtego świata, który do tej pory poznałem). Brak mi tej otwartości, którą cechuje się WoW, oraz hmm.. tego czegoś. No, ale jeżeli po wydaniu GW2 serwery starych części nadal będą stały, to może poświęcę im trochę czasu.
TibiaLast but not the least, Tibia, to dla mnie klasyka, w sensie czasu grania. Zgodnie z informacjami przy koncie, założyłem je 24 grudnia 2003 roku – kawał czasu jak na jedną grę. Kto grał ten wie, że nie można zachwycać się w niej grafiką (przynajmniej w porównaniu do aktualnych standardów), dźwiękiem (bo go najzwyczajniej w świecie nie ma) czy różnorodnością świata (nawet w wypadku płatnego konta jest on stosunkowo niewielki). A właśnie, a propos płatnego konta, zostało mi jeszcze 85 dni takowego, bo w końcu postanowiłem się raz na nie szarpnąć by się przekonać co i jak.

Minutes to Midnight Schodząc z tematyki gier wkraczam na muzykę i nowy album zespołu, który wraz z paroma innymi (co tu kryć) skutecznie odwiódł mnie od hip-hopu (nawet nie przypuszczacie, jak stare to dzieje). Tak czy siak opinię o ostatnim krążku Linkin Parka mam mieszaną. Z jednej strony to coś innego niż do tej pory, co się chwali, bo ciągłe nagrywanie takich samych kawałków w końcu musiałoby odbić się czkawką. Z drugiej zaś miałem nadzieję, że będzie to coś.. “mocniejszego”, żywszego. Fakt, 4-5 utworów jest takie (względem całej płyty), ale cała reszta jest “do posłuchania” nie natomiast do zabawy. Mniej więcej tak to odbieram.

Krew Elfów Zaraz zrobi się z tej notki (o ile już tak nie jest) kobyła. Ale Krwi Elfów parę słów poświęcić wypada. O Sapkowskim i Wiedźminie słyszałem już dawno temu, ale ciągle coś odwodziło mnie od zapoznania się z historią Geralta. Koniec końców kupiłem jednak I tom i bez zbędnych opisów powiem, że jutro kupuję drugi, a przynajmniej mam taki zamiar. Historia to ciekawa, wciągająca, z pogranicza magii i miecza. Jak na moje niezbyt wygórowane wymagania – w sam raz, albo i lepsza. Jak kiedyś ktoś będzie chciał poczytać – może dać znać. Komplet książek na pewno wyląduje w mojej biblioteczce prędzej czy później.

Na ostatku zdjęcia nie będzie, bo aparat powiedział “wała” i zamrugał złowieszczo napisem “Wymień baterie”, ale chciałem jeszcze tylko wspomnieć, że mimo moich najszczerszych chęci i początkowych planów w końcu poszedłem pod nóż. Dobry rok unikałem fryzjera, aż mnie to zmęczyło, więc teraz wyglądam.. no, jak jakieś pół roku temu, czyli nie za długo, nie za krótko. W sam raz bym powiedział. I tak mi bardziej pasuje. Akapit specjalnie dla Gosi :P

I na tym chyba zakończę. Dużo niewiele wnoszącego tekstu, który jednak może wam dać jakiś obraz tego, czym się ostatnio zajmuję. Na niektóre zaś rzeczy ciągle brakuje mi słów. Maybe next time…

coś dla ducha and książka and notki 21 Apr 2007

Andrzej Sapkowski – “Krew Elfów
J. K. Rowling – “Harry Potter and the Deathly Hallows
Terry Pratchett – “Prawda

Jedni czytają instrukcje mikrofalówek, inni – program telewizyjny. Jeszcze inni książki specjalistyczne, powiązanie z ich zainteresowaniami. Cóż.. instrukcji nigdy jakoś nie lubiłem, telewizję oglądam od święta gdy film jest naprawdę wart wycierpienia męki, jaką jest oglądanie czegokolwiek w polskiej tv, gdzie zasada “film to dodatek do reklamy” ma się dobrze i ani myśli ustąpić. A moje zainteresowania, jakkolwiek dość konkretne nigdy nie wydawały mi się warte zakupu jakiejkolwiek książki o nich.
Może zaznaczę tu jedno – tych, których wymieniłem na wstępie nie uważam za “gorszych” w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa. Po prostu wychodzę z założenia, że jeżeli już czytać, to coś co jest odskocznią od codzienności, coś co wciąga i interesuje do ostatniej strony. Stąd wymienione u góry tytuły. Co prawda przyjdzie mi poczekać na nie od parunastu dni (Pratchett) do paru miesięcy (pozostałe, bo zamówione razem), ale myślę, że nie będzie to czas stracony – w końcu oczekiwanie można umilić sobie kolejną lekturą… :)

Tak więc – do książek!

coś dla ducha and notki 15 Mar 2007

JJ stwierdził, że czasami wychodzą mi zdjęcia. Nie żebym od razu z nim się zgadzał i popadał w samozachwyt, ale mogę chyba co nieco pokazać. Dlatego link po prawej, na górze. Pamiętajcie, że ze mnie totalny amator i ignorant :)

@update – wrzuciłem tutaj część zdjęć z grona – niech będą w jednym miejscu.

coś dla ducha and notki 6 Mar 2007

Roll a dicePo lewej co można zrobić za pomocą aparatu cyfrowego, 3 kości do gry i Paint.NET‘a. Swoją drogą nadaje się na tapetę (no, może po małych przeróbkach, jeżeli ktoś się skusi, niech da znać).

Przyznam, że nie za bardzo miałem wenę, by pisać kolejne notki. Może dlatego, że albo nie było o czym, albo myśli, które kołatały się w mojej głowie, nie nadawały się do publicznego ujawnienia. Czemu? Bo były, używając tu delikatnego słowa, głupie. I choć z częścią z nich się nadal zgadzam, to… a może tak porzućmy ten temat. I przenieśmy się na inny. Też dotyczący mnie, żeby nie było.

Żeby 4 dni notkę pisać, biję własne rekordy… w tym czasie owy temat stracił na aktualności, a i dodam, że jak ma się człowiek gdzie uzewnętrznić, to i tym ciężej mu przychodzi wymyślanie czegoś do napisania tutaj

Może poprzestanę na tej grafice i postaram się wrzucić jakieś inne w przyszłości.

Next Page »