głupoty and notki 3 Jan 2010

Doprawdy, jeszcze dzień, dwa przed sylwestrem gotów byłem stwierdzić, że tak naprawdę mogło by go wcale nie być i zadowoliłbym się w zupełności 3-4 dniowym wolnym jakie wielu z nas przypadło w udziale.

Dzisiaj, ostatniego dnia tego lenistwa podpisuję się pod tym rękami i nogami. I to mimo tego, że wyjazd sylwestrowy udał się praktycznie w 100%. Ot pomijając kanonadę o 12 dzień ten (i wieczór) nie różnił się niczym od pozostałych. Mówi się – nowy rok, carte blanche, wszystko cacy. A g..uzik prawda. Pomijając zmianę cyferki w kalendarzu niczym, absolutnie niczym dni nie różnią się od poprzednich.

Mimo to, w ten jeden wieczór życzymy sobie jak najlepiej, pomyślności, lepszego życia i zdrowia. Dziękuję za te życzenia które otrzymałem, przesyłam tym, do których być może nie dotarły w tej świątecznej burzy wiadomości (a znam przynajmniej dwa takie zaginione w akcji smsy).

I żyjemy dalej.

głupoty and notki 5 Oct 2009

Cholernie nudne, szczególnie po kilku latach. Oczywiście jest to moje, całkowicie subiektywne odczucie, bo w końcu istnieją dziesiątki blogów, które mimo zaawansowanego wieku mają się świetnie.

Mnie natomiast jakoś przestało pociągać wylewanie z siebie ewentualnych żalów, tudzież recenzowanie coraz to nowych książek zasilających moją biblioteczkę (na ten moment zaległości sięgają 6 książek, których nawet nie będę wymieniał – krótko mówiąc, wciągały i przyjemnie spędziłem przy nich czas).

Bo w końcu można by potraktować bloga jako autopromocję siebie. Miejsce, gdzie mógłbym się chwalić swoimi zawodowymi dokonaniami, by (gdyby mi przyszła ochota składać gdzieś aplikacje) można było tylko na podstawie mojego nazwiska wklepanego w wyszukiwarkę stwierdzić kim jestem, co robię, czemu, jak długo i po co. Tutaj też mam zaległości, w końcu ostatnio powstały dwa serwisy (scandium i golden club) dla znanej firmy Amica, w których maczałem swoje palce. Kolejny, dla innej firmy, jest z resztą w drodze.

Można by też napisać o studiach, na których magistranci mają za dużo czasu dla siebie, a za mało dla nas, dzięki czemu wciąż jestem w ciemnej dupie względem zaliczenia jednego przedmiotu. Albo o tym, że to już ostatni rok i zostało mi naprawdę niewiele, by skończyć “podstawową” edukację, jaką sobie założyłem hen tam w odległej przeszłości.

Można by, w ramach rozrywki, wspomnieć o urodzinach Diona, trochę ponad tydzień temu we Wrocławiu. Ba, nawet parę(naście) zdjęć by się znalazło dzięki uprzejmości Manieq’a. Tylko który to już raz, gdy odwiedzam to miasto? A tym bardziej, który z tych polegających na totalnym wyłączeniu się z rzeczywistości i spędzeniu czasu w alkoholowej atmosferze? (Tutaj byłoby też sporo dygresji na temat “czemu sądzę, że w ogólnym rozrachunku alkohol to gówno równie szmatławe jak papierosy i że na dobrą sprawę mógłbym się bez niego obyć).

Można by, choćby w formie krótkiej notki, składać życzenia tym wszystkim, którzy jakieś święta obchodzą, choć pewny jestem tylko tego, że w swoje święta dostanę “z zewnątrz” dokładnie (maksymalnie?) jeden sms.

Można by marudzić jakie to wszystko jest bez sensu, by dawszy upust swojej chwilowej frustracji stwierdzić, że w ten oto sposób zmarnowało się jakieś 20 minut życia na bajdurzenie, które przeczyta 10 osób na krzyż.

Można by.. no ale w końcu blogowanie jest nudne, nie?

głupoty and notki 12 May 2009

Wczoraj zdecydowanie nie miałem sił na myślenie – netarteria mogła usunąć wpis, ale przecież google x razy na dzień indeksuje moją stronę i, co ważniejsze, trzyma kopie każdej podstrony. Tak więc wpis odzyskany

Nie wiem ile to już razy zwalałem na brak weny zastój jaki panuje na blogu. Prawda jest taka, że bardziej winne jest moje lenistwo i wewnętrzny opór przed zajmowaniem się czymś, co nie jest nowe.

Taki opór często objawia mi się w pracy, gdy przychodzi do modyfikacji już istniejących założeń, bo a to komuś do głowy przyjdzie coś nowego, a to klient sam nie wie czego chce i bawi się w ciuciubabkę. Mam wtedy ochotę rzucić wszystko w cholerę i mówiąc “nie se sam zrobi” wyjść z biura.

Jak na złość to jest ostatnia rzecz jaką w praktyce mogę zrobić. W końcu za coś mi się płaci, więc żując własny język i kląć na czym świat stoi robię co do mnie należy.

Żeby nie było, w tej chwili nie mam takich odruchów. Po prostu nijak nie mam ochoty opisywać szczegółów wyjazdu majowego, a książki które ostatnio kupiłem i przeczytałem (mimo iż wciągające i godne polecenia) nie krzyczą “zrecenzuj mnie”. Te ostatnie najlepiej wychodzą mi “na gorąco”, a w tej chwili emocje już dawno opadły.

Winną braku weny może być też uczelnia, której zbliżające się terminy zaliczeń coraz intensywniej jawią mi się przed oczami i zniechęcają do podejmowania jakichkolwiek działań długofalowych. A mam nawet plan, który może w wakacje zrealizuję, łączący dawno zakupiony aparat wraz z świeżym nabytkiem w postaci roweru.

cdn.

głupoty and notki 25 Mar 2009

Trafiłem dzisiaj na wiersz tekst piosenki, prostą zabawę słowem, który jednak bardzo przypadł mi do gustu. Pasował świetnie do czystego nieba i oślepiającego słońca, które rano dawało mnie się we znaki skutecznie utrudniając pracę na firmowym lcd-ku. Autora (lub autorki) nie znam, bo i nie został podany, ale może zaznaczę, że nie jest moim tworem. Dzięki Gosi znam już tytuł – poniższy tekst to fragment piosenki “Wesoły Kapelusz”

Swoje ciało umieszczam w sukience.
Wkładam nogi, piersi i ręce,
ale głowę zostawiam na stole,
bo bez głowy na miasto iść wolę.
Nikt nie będzie wiedział, kim jestem.
Tylko suknia mnie zdradzi szelestem.
Więc założę na szyję kapelusz.
Po nim poznasz mnie dziś, przyjacielu.
To dla ciebie ubieram się modnie:
nie w biustonosz, rajtuzy i spodnie.
To dla Ciebie pomysły nowe.
To dla Ciebie straciłam głowę.

Ps. Niech ten wpis będzie preludium do zwiększonej aktywności na blogu. W końcu idzie wiosna (wolno idzie, cholera, prawie się czołga, widząc śnieżycę za oknem), to poza kośćmi wypada rozruszać i serwis.

głupoty and notki and praca and studia 3 Jan 2009

Co by nie mówić o minionym sylwestrze był równie udany jak poprzednie. Chciałbym wiedzieć kiedy minął ten rok, bo zleciał wyjątkowo szybko, ale ulgą stwierdzam, że nie był zmarnowany. 

Solidna podwyżka w styczniu, własny samochód na wiosnę, obroniony licencjat na początku lata i znośny początek studiów uzupełniających. Materialnie nic do zarzucenia, tak samo w kwestii “planu na życie” (choć fakt faktem, zbliżam się do wielkiej białej dziury, którą będę musiał wypełnić).

Społecznie mam mieszane uczucia. Jedne znajomości udało mi się rozwinąć, inne jakby odeszły w zapomnienie. Dostałem nauczkę, by nie starać się za bardzo, bo może (i zwykle tak jest) skończyć się to nieprzyjemnym rozczarowaniem. Nadal mam w sobie sporo z aspołecznego gbura i nadal jest mi z tym całkiem znośnie. 

O ile nie trafi mnie w styczniu szlag i jakoś przetrwam zimową sesję (co z niektórymi przedmiotami do zaliczenia może być trochę kłopotliwe) rok 2009 zapowiada się nad wyraz spokojnie. Być może ma to związek z brakiem jakichkolwiek planów na przyszłość (taką ciut dalszą niż nastęne 2 lata), albo z totalnym zniechęceniem względem tego, co zajmuje mi najwięcej czasu.

Praca była mi potrzebna, by studiować. Studia, początkowo, by dostać dobrą pracę (co zweryfikowało życie). Błędne koło, z którego już wypadłem. Bo i pieniądze na studia mam i pracę jako taką też. Problem w tym, że i jedno i drugie przestało przynosić mi jakąkolwiek satysfakcję. Ciągłe klepanie kodu (niezależnie od języka, w którym operuję) nuży mnie mniej lub bardziej w zależności od nastroju i zmęcznia.  Zajęcia, szczególnie wykłady, przyprawiają o chroniczne ziewanie (a i wiedzy z nich wiele nie wynoszę). Czasami myślę, że praca jako tramwajarz byłaby i ciekawsza i przynosząca większe spełnienie.  Nad kwestią co zrobić z własnym życiem będę się jednak zastanawiał gdy przyjdzie wiosna, bo zima, jak to ona, wyzwala we mnie najczarniejsze myśli (a i tak jest lepiej jak rok temu).

Tyle w tym temacie. Jak znajdę wolną chwilę postaram się wrzucić dwa słowa na temat  ”Amerykańskich Bogów”. Jeżeli jednak zabraknie weny przejdę nad nimi do “Kłamcy” Jakuba Ćwieka lub “Rur” Etgara Kereta, które to książki zamówiłem zaraz po świętach z polecenia Gośki (wykorzystując sprezentowany bon na zakupy w merlinie). That’s all folks, najlepszego na nowy rok.

Next Page »