na skróty and notki and praca 12 May 2008

Inspiracją dla tego wpisu jest przedwczorajsza rozmowa między mną, studentem 3 roku zaocznej informatyki na UAMie, a kumplem, studentem Politechniki Poznańskiej (3 rok studiów dziennych). Ogólnie, kolega ów zatrudnił się ostatnio jako “code monkey” w firmie, której nazwy teraz nie pomnę. Łebski jest, to i podstawowe zasady zna (a złota zasada brzmi “google, bitch!“), ale.. no właśnie. Teoria teorią, ale dżungla rządzi się własnymi prawami.

Moje poglądy wyglądają tak:

  • tworzenie stron działających dobrze pod Firefox jest bajecznie proste
  • JS Twoim przyjacielem (ale nie przesadzaj)
  • IE i microsoftowe podejście do spełniania standardów ssą

Jego natomiast:

  • IE 7 jest zgodne ze standardami Standardy wg. których działa Firefox ssą
  • cokolwiek działa pod Operą i IE, musi być przepisane specjalnie dla Firefoxa
  • JS jest be

Nie mam zamiaru kwestionować tu jego umiejętności. Sam na początku kariery zawodowej wiedziałem “coś”, co przy dzisiejszej wiedzy było w gruncie rzeczy “niczym”. Chodzi mi raczej o to, jak studia dzienne nauczyły go pewnych reguł i pewnego podejścia, które w praktyce okazują się całkowicie błędne.

Być może w liceum miałem jeszcze wrażenie, że wybierając konkretny kierunek zdobędę fachową wiedzę oraz umiejętności potrzebne w pracy, ale teraz jestem absolutnie pewny – nic tak nie uczy jak życie oraz samokształcenie się. I (z całym szacunkiem dla studentów dziennych) nierówność:

2005-2010 Programista w firmie xxx < 2005-2010 Studia na kierunku xxx

nigdy nie będzie prawdziwa – dla dowolnej pary CV wybranych przez pracodawcę.

głupoty and notki and praca 16 Apr 2008

Dokładnie 10 dni temu, gdy pojawił się ostatni wpis tutaj Fanatyk zadał na swoim blogu pytanie Dlaczego warto pisać bloga?. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie robię tego tylko dla siebie, a chciałem robić coś podobnego od dawna. Ale skoro chciałem (i chcę), to czemu tego nie robię?

Sprawdziłem właśnie – w kolejce czekają przynajmniej 4 wpisy, które wymagają przeredagowania, a nawet przepisania od nowa. 4 tematy, które przyszły mi do głowy, a które z różnych względów zostały odstawione w kąt czy to z braku weny, czy chęci.

Jest tam o Wolnym Tybecie, inicjatywie, którą dość spontanicznie poparłem umieszczając na stronie logo, a potem zamieniając je na bardziej estetyczny “narożnik”. Moja prywatna opinia na temat możliwości bojkotu, konsekwencji (obustronnych) jakie może przynieść oraz tego, czy przyznanie Chinom organizacji Igrzysk było słuszne czy nie. Opinia w dużej mierze pokrywająca się z głosem społeczeństwa, wyrażonym m.in. przez ww. stronę. Głosem sprzeciwu, który miesza się z niepewnością wywołaną brakiem pewnych informacji i naporem medialnego szumu, jaki wytworzył się wokół sprawy.

Jest też o ankiecie, którą otrzymałem w pracy. Ankiecie anonimowej, o ile można zachować anonimowość będąc jednym z 3 osób, które ją wypełnią. Po raz kolejny o wątpliwościach, tym razem o sens rozdawania takiego kwestionariusza, gdy prostszym rozwiązaniem jest szczera i otwarta rozmowa. A gdy na szczerość nie można sobie pozwolić we wspólnym gronie pozostają maile i zapewnienie, że cokolwiek nie zostanie powiedziane, nie wpłynie na relacje szef-pracownik, bo w końcu nam wszystkim zależy, by robić i zarabiać.

Pozostając w temacie pracy jest o pozyskiwaniu pracowników, z lekką ironią i humorem. Oparta na faktach historia o tym, jak pracodawca w desperacji jest w stanie zaproponować wiele, by ściągnąć do siebie pracownika. I o tym, że najpierw próbuje zdobyć go minimalnym kosztem, co zwykle sprowadza mu na głowę osoby w najlepszym wypadku niedoświadczone, a zwykle niekompetentne.

Na koniec jest o pluginie do wordpressa pod niezidentyfikowanym tytułem, który rodzi się w bólach i urodzić się nie może. Z paroma screenami, z kilkoma pomysłami, bez działającego “produktu”. I wyjaśnieniem, że czasu brak, spokoju, by móc wszystko przemyśleć i stworzyć. Z nieśmiałym zakończeniem, sugerującym, że 8 godzin programowania dziennie to dość, a weekendy nadają się raczej do aktywności pozakomputerowej.

Jak widzicie, jest o czym pisać i co robić. A dlaczego tak naprawdę warto? Żeby zaznaczyć swoją obecność, sprawdzić swoje umiejętności i uporządkować myśli. No i mieć przy tym trochę zabawy.

notki and praca 20 Mar 2008

W czasach PRLu popularną praktyką było wyrabianie ponad 100% normy. Developerzy stawiali blok za blokiem,  ludziska się wprowadzali i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Wraz ze zmianą ustroju zmieniło się podejście i nierzadko wyrobienie 100% normy uznaje się za sukces, a 90% jest traktowane jako coś zupełnie normalnego. Czasami jednak są sytuacje jak żywo przypominające te sprzed 20, 30 lat.

Przydługawy wstęp, ale pasuje idealnie. Od początku roku czuję się jakbym siedział na budowie i stawiał domy w ekspresowym tempie. Ile według was potrzeba czasu na napisanie miniportalu? Inaczej – ile czasu potrzeba na porządne napisanie miniportalu. Jak dla mnie to miesiąc projektowania i 2 miesiące kodzenia. Wtedy można się spodziewać, że to co powstanie będzie miało ręce i nogi, oraz głowę na właściwym miejscu. Zobaczcie teraz jak to wyglądało w rzeczywistości:

  1. Czas dla grafika – miesiąc.
  2. Czas dla projektanta – 1,5 miesiąca.
  3. Czas dla webmastera i programistów (dwóch) na napisanie i postawienie serwisu- niespełna miesiąc, bo deadline się zbliża.

1:1,5:0,75 – proporcje IMO lekko zachwiane.

Rozumiem, że osoba totalnie nie znająca się na rzeczy sądzi, że “Łe, ten serwis to w dwa tygodnie pewnie zrobisz. Przecież to takie proste”, ale każdy kto napisał cokolwiek ponad “Hello world” wie, że dwa tygodnie można nieraz spędzić na samym rozplanowaniu prac. Czuję się trochę jak budowniczy samolotu, który już wystartował i od tego jak szybko będę pracował zależeć będzie komfort podróży. Sam natomiast komfortu pracy nie mam wcale.

Po takich trzech miesiącach przestaję się dziwić, że praca programisty nie tylko mnie już nie pociąga, ale wręcz odrzuca. Żartobliwe określenie “małpki do klepania kodu” przerodziło się w smutną rzeczywistość i coraz bardziej mam ochotę zerwać się z łańcucha i spróbować czegoś nowego. Dopóki jednak nie odkryję nowego powołania pozostaje mi liczyć na zmianę ustroju i powrót do lepszych czasów gdy ilość nie była przedkładana nad jakość.

głupoty and notki and praca 30 Sep 2007

Praca?Tak po prawdzie, to ostatnio głowy do pisania nie mam (niemal) w ogóle. Gdy próbuję usiąść by stworzyć coś ciekawego, czy to obraz, czy może cały layout, albo tekst z kategorii “może dziwne, ale może będzie ciekawe” – za każdym wychodzi mi tylko nieskładna papka. Za dużo niesprecyzowanych myśli, niepodjętych decyzji, odrzuconych gdzieś w kąt. Na to wszystko nakłada się ostatnie podejście do pracy, którą wykonuję. A podejście to, na przestrzeni ostatnich dwóch lat zmieniło się z “muszę, bo chcę” na “nie chcę, ale muszę”. Musiałem, by studiować, a teraz, gdy kasy starczyłoby mi i na następny rok jedynym katalizatorem tego, że wciąż zrywam się o 6:30, by wrócić do domu około 19 (hail pkp) jest… strach, albo jego odmiana. Gdy ma się stałą posadę, która nie przynosi już przyjemności, gdy każdy dzień jest bliźniaczo podobny do poprzedniego, z tą różnicą, że za oknem coraz ciemniej i zimniej to myśli o zmianie tego stanu rzeczy biją się z obawą. Obawą o to, czy po przerwie, nawet paromiesięcznej, uda się znaleźć inne zajęcie, które da pieniądze, motywację i chęci. Już widzę listę osób, które powiedzą “głupiś – codziennie tysiące ludzi zmieniają posady”. Prawda, ale dla mnie byłaby to pewna nowość, przez co na razie trzymam się tego co mam oddalając moment, w którym dźwięk budzika będzie nie do zniesienia, a na telefon szefa i pytanie co ze mną odpowiem “biorę urlop”, by wrócić potem i oznajmić, że za parę dni odejdę na stałe.

Hm, przynajmniej udało mi się zgrabnie przerobić mój avatar. Dotarłem do progu swojej kreatywności.

Ket~

Ps. Taka ciekawostka – od 25 sierpnia nie użyłem w żadnym z wpisów emotikon.

notki and praca 15 Feb 2007

Goldenline – strona, na której zarejestrowałem się bez większego celu, a którą może w niedalekiej przyszłości zacznę doceniać. Portal społecznościowy nastawiony na kontakty biznesowe, życie zawodowe – przynajmniej tak ją teraz odbieram. No i co z nią? Ano dzisiaj dostałem poprzez nią ofertę pracy. Programista PHP, poszukiwany w Poznaniu, umowa o pracę, blablabla, tyle konkretów. Hm.. to fajnie, ketsu. Grzecznie odmówiłem, nie dopytując się o nic. Błąd? Być może. Ale na razie jestem związany z Freshem i liczę, że coś z tego rzeczywiście wyniknie (bo, nie ukrywając opinii) na razie wszystko stoi w miejscu – przynajmniej jeżeli o moje położenie chodzi – i nie zmienia się praktycznie od hmm.. roku? Chyba. To chyba też lenistwo trochę, ale z drugiej strony, nie przepadam za większymi zmianami (wiem wiem, będą takie jeszcze i to nie jedna :P).

Gdy rzeczywiście zachce mi się szukać nowej pracy na pewno tu o tym napiszę ;) (chyba, że oferta będzie bardziej konkretna i sama mnie zajdzie ;])

« Previous PageNext Page »