Znudzony siedział przy stole, przerzucając strony dzisiejszej gazety. Na wyciągnięcie ręki miał laptopa, komórkę i pilot od telewizora – trzy media, z których każde mogło dostarczyć wiadomości tak aktualnych jak najświeższy oddech. Zawsze jednak sądził, że jest coś szczególnego w zapachu farby, fakturze papieru i szeleście stron niezgrabnie przerzucanych zmęczonymi palcami. Nie szukał konkretnego artykułu, oczy prześlizgiwały się po nagłówkach, które wielokrotnie zostały powtórzone w wiadomościach o 19, w serwisie internetowym, oraz zostały wysłane w ramach smsowej subskrypcji. Na sam koniec zatrzymał wzrok na horoskopie – ułudzie dla mas, pisanej tak, by każdemu dostarczyć wiarygodnej informacji – i przeczytał:
Wagi dzień spędzą spokojnie, realizując wcześniej zlecone zadania. W kontaktach ze znajomymi ograniczą się do minimum, zostawiając sobie jak najwięcej czasu. Wieczorem przeżyją wszystko jeszcze raz, czytając poranną prasę.
Spojrzał na ostatnie zdanie i ze złością rzucił gazetę do kominka. Woń topiącego się e-papieru w niczym nie przypominała spalających się kartek. To muszą jeszcze dopracować – pomyślał, gasząc światło.
—-
Posłowie: Zakończenie przyszło mi do głowy w trakcie pisania i prawdę powiedziawszy nie wiem, jak zostanie odebrane. Wiem jedno – nie jest to manifest przeciwko e-papierowi, nie jest to również przytyk do masy informacji jaka nas otacza i napiera ze wszystkich stron. Potraktujcie to może jako majaki staroświeckiego (choć młodego wiekiem) fana słowa pisanego i (przede wszystkim) drukowanego, który to swego podejścia nie ma zamiaru zmieniać.

