notki and twórczość 18 Apr 2007

- Wyciągnij kartę
- Niee..
- Nie daj się prosić.
- Ok, co dalej?
- To 7 zgadza się?
- Guzik prawda, 13.
- Kiedy takiej karty nie ma!
- To moja talia…

Trzeci raz czytał to samo zdanie nawet nie próbując zrozumieć jego sensu. Jak można zmuszać kogokolwiek by czytał tak nudne rzeczy? Ok, sam wybrał ten kierunek, te studia, ale nie spodziewał się, że wśród przedmiotów, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć trafi na filozofię. Opasłe tomiska, z myślami gości, których kości dawno zamieniły się w proch. Przyswajane przez kolejne pokolenia, szukające w tym natłoku miejsca dla siebie. Bzdury. Zamknął oczy i wsłuchał się w dźwięki wieczoru dochodzące z otwartego okna. Dziwnym było, że mimo dość późnej pory samochody zdawały się kursować jak za dnia. Pokrzykiwania gdzieś z daleka niosły nowiny, acz niewprawne ucho nie potrafiło ich przełożyć na zrozumiałe informacje. Sąsiad z naprzeciwka znów puszczał muzykę na cały regulator – co znaczyło tyle, że cała reszta mogła zrezygnować z włączania czegokolwiek. “Znowu techno? Nie, chyba ma gości i to z bardziej wyszukanym gustem muzycznym”… Again and again you’re chasin’ a dream… “Coś takiego…” Samochody w końcu milkną, sąsiad również. Koniec na dziś…

notki and twórczość 29 Mar 2007

Tłum nie przestawał ryczeć, mimo, że ostatnie dźwięki przebrzmiały dobrą minutę temu. Gardła kilku tysięcy osób domagały się więcej, mimo, że wokalista dał z siebie wszystko, gitara roztrzaskała się w drobny mak, gdy gitarzysta niesiony emocjami przywalił w stojący obok niego głośnik, a perkusista przy ostatniej solówce wstał by uderzać jak najprecyzyjniej ale i najmocniej. Wrzawa, która niemal podnosiła dach sali ogłuszała. W oczach – szaleństwo, na twarzach – uśmiechy. Ramię w ramię znajomi, nieznajomi, pary i samotni. Słowa piosenek były proste, jasne. Niosły przesłanie, które choć bezpośrednio nie dotarło do nikogo, to każdy zdawał się wiedzieć o co chodzi. Każdy czuł, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, czegokolwiek się podejmie – wyjdzie z potyczki zwycięsko. A potem, gdy zespół zszedł ze sceny, wszyscy odwrócili się, bo trzeba było iść. Ale gdy wyszli na zimne powietrze, w miasto uśpione, zabrali ze sobą to co było tam najlepsze..

notki and twórczość 27 Mar 2007

- Cześć.
- No cześć.
- Co powiesz na..
- Nie.
- Oh, ok, to może..
- Nie.
- W takim razie..
- Nie.

Słońce miało właśnie wychylić się ponad horyzont, gdy zbudzony poranną potrzebą wyszedł za drzwi drewnianego domku. W sumie niewiele brakowało mu do domu, malowniczo położonego w na skraju lasu, nieopodal jeziora, gdyby nie dwa fakty. Brakowało w nim elektryczności, a wieś, w której stał nazywała się “Małe Swornegacie”. Duże gacie wisiały na sznurze nieopodal, gdyż owe jezioro przyciągało nie tylko owady pragnące przedłużyć istnienie swojego marnego gatunku, ale też wielkomiejskich ludzi, którzy w nadziei na chwilę wytchnienia tłumnie zjeżdżali do okolicznych wiosek. Mimo chłodu, który tego ranka szczególnie dawał o sobie znać, wracając zatrzymał się, oparł o barierkę i czekał. Cisza, którą usłyszał zapadła mu głęboko w pamięć i wiedział, że nieprędko usłyszy ją znowu. Gdy pierwszy promień światła przebił się przez liście odwrócił się, zamknął drzwi i niespiesznie zasnął. I gdyby tak nie musiał już się budzić, cisza mogłaby wtedy trwać bez końca…

W przeciwieństwie do poniższych wpisów, ten ma w sobie trochę więcej prawdy. Istnieje taka miejscowość, istnieje ten dom, gacie chyba też wisiały. Może czas teraźniejszy jest tu trochę ryzykowny, ale na pewno te miejsca istniały jakieś 10 lat temu, gdy odwiedzałem je w wakacje. Do dziś pamiętam pływanie łodzią po jeziorze. I ten poranek.

notki and twórczość 26 Mar 2007

Siedział przy stole przerzucając stare zdjęcia. Nie miał ich zbyt wiele, bo i nigdy nie było kogoś, kto udokumentowałby jego życie. Samemu wszak nie mógł tego robić, bo wtedy miałby dowód istnienia nie samego siebie, ale świata, który go otaczał. Blask świecy tańczył po ścianach sprawiając jednocześnie, że zastygłe obrazy przeszłości sprawiały wrażenie żywych, jakby dzisiejszych. Zatrzymał się przy zdjęciu swoich znajomych. Znał ich i wiedział o tym. Ale części z nich nawet świeca nie mogła ożywić. Martwi, niczym posągi, spoglądali z przeszłości, która wydawała się tak odległa, obca. Coś uderza w okno. Szyba pęka, a jej odłamki rozlatują się na wszystkie strony. Ludzie na ulicy, których ciepłe powietrze wywabiło na wieczorny spacer, spoglądają w górę, by prawie natychmiast zakryć głowy przed spadającym szkłem. Bo sam rzuciłeś w tą szybę, to przez Ciebie rozpadła się w drobny mak. Świadomie? Tak. Podjąłeś decyzję, a teraz konsekwentnie się jej trzymaj. Aż znów będziesz musiał wybrać…

notki and twórczość 18 Mar 2007

wydanie II, poprawione, uwspółcześnione

Mistrz Polikarp siedział w swoim pokoju i przeglądał wiadomości ze świata. Właśnie znalazł artykuł, który go zainteresował, o przedłużaniu życia ludzkiego, gdy ni z tego ni z owego ekran monitora stał się czarny. Popkultura odcisnęła na Polikarpie na tyle silne piętno, że spodziewał się iż zaraz kursor sam zamigocze, a jakaś nieznana mu jeszcze osoba każe mu podążać za białymi myszkami czy innym tworem chorej wyobraźni. Nic takiego się nie stało – Polikarp nie zdawał sobie sprawy, że w związku z niezapłaconymi rachunkami odcięto mu prąd. Przesiedział tak minutę w ciemnościach, które rozjaśniały tylko latarnie niezmiennie świecące za oknem, gdy nagle zdał sobie sprawę, że ktoś jeszcze znajduje się w pokoju. Od razu przypomniał sobie wszystkie filmy, gdzie psychopatyczny morderca zachodził ofiary od tyłu i wyprawiał z nimi różne okropieństwa, które zmierzały zawsze do tego samego, smutnego końca. Zanim jednak zrobił jakikolwiek ruch Śmierć zrobiła zamach i już po chwili świst kosy i nieprzyjemne mrowienie w karku uzmysłowiły Polikarpowi, że tym razem nie będzie jak w filmie… Śmierć ma swoje zasady, wskazówki i prawa – nie będzie marnować czasu na pogawędki i nie ostrzeże gdy będzie blisko. O wszystkim dowiadujemy się niejako po fakcie.

« Previous Page