Cholernie nudne, szczególnie po kilku latach. Oczywiście jest to moje, całkowicie subiektywne odczucie, bo w końcu istnieją dziesiątki blogów, które mimo zaawansowanego wieku mają się świetnie.
Mnie natomiast jakoś przestało pociągać wylewanie z siebie ewentualnych żalów, tudzież recenzowanie coraz to nowych książek zasilających moją biblioteczkę (na ten moment zaległości sięgają 6 książek, których nawet nie będę wymieniał – krótko mówiąc, wciągały i przyjemnie spędziłem przy nich czas).
Bo w końcu można by potraktować bloga jako autopromocję siebie. Miejsce, gdzie mógłbym się chwalić swoimi zawodowymi dokonaniami, by (gdyby mi przyszła ochota składać gdzieś aplikacje) można było tylko na podstawie mojego nazwiska wklepanego w wyszukiwarkę stwierdzić kim jestem, co robię, czemu, jak długo i po co. Tutaj też mam zaległości, w końcu ostatnio powstały dwa serwisy (scandium i golden club) dla znanej firmy Amica, w których maczałem swoje palce. Kolejny, dla innej firmy, jest z resztą w drodze.
Można by też napisać o studiach, na których magistranci mają za dużo czasu dla siebie, a za mało dla nas, dzięki czemu wciąż jestem w ciemnej dupie względem zaliczenia jednego przedmiotu. Albo o tym, że to już ostatni rok i zostało mi naprawdę niewiele, by skończyć “podstawową” edukację, jaką sobie założyłem hen tam w odległej przeszłości.
Można by, w ramach rozrywki, wspomnieć o urodzinach Diona, trochę ponad tydzień temu we Wrocławiu. Ba, nawet parę(naście) zdjęć by się znalazło dzięki uprzejmości Manieq’a. Tylko który to już raz, gdy odwiedzam to miasto? A tym bardziej, który z tych polegających na totalnym wyłączeniu się z rzeczywistości i spędzeniu czasu w alkoholowej atmosferze? (Tutaj byłoby też sporo dygresji na temat “czemu sądzę, że w ogólnym rozrachunku alkohol to gówno równie szmatławe jak papierosy i że na dobrą sprawę mógłbym się bez niego obyć).
Można by, choćby w formie krótkiej notki, składać życzenia tym wszystkim, którzy jakieś święta obchodzą, choć pewny jestem tylko tego, że w swoje święta dostanę “z zewnątrz” dokładnie (maksymalnie?) jeden sms.
Można by marudzić jakie to wszystko jest bez sensu, by dawszy upust swojej chwilowej frustracji stwierdzić, że w ten oto sposób zmarnowało się jakieś 20 minut życia na bajdurzenie, które przeczyta 10 osób na krzyż.
Można by.. no ale w końcu blogowanie jest nudne, nie?
W sumie to nawet nie wiem jak to skomentować :) może tylko że się zgadzam z tytułem. No ale wszystkie rzeczy się z czasem człowiekowi nudzą :)
Zauważyłem ostatnio u siebie niepokojący objaw – wiele nowych rzeczy, z którymi mam styczność nudzi mi się po paru, góra parunastu dniach. Czasami do niektórych wrócę po tygodniu/miesiącu i znowu bawią mnie przez chwilę. Mało jest takich, na które mam ciągłą chęć.
“Można by też napisać o studiach, na których magistranci mają za dużo czasu dla siebie, a za mało dla nas (…)” – hmm.. sami dla siebie prowadzicie zajęcia? Przecież to Ty jesteś magistrantem :)
@Bushee
Ketsu pewnie miał na myśli doktorantów.
A co do blogowania. Nudne pewnie też może być. Dla mnie głównym problemem jest znalezienie odpowiedniej formy, języka i przez ponad trzy lata jeszcze tego nie ukształtowałem.
Prawdopodobnie macie rację, niemniej mają tytuł magistra, być może dopiero w drodze do doktora są.
Pisanie bloga jest nudne, tu się zgodzę … Kilka razy próbowałam założyć swój internetowy pamietnik, ale każdy z nich kończył marnie… Dlaczego? Bo może nie miałam czasu, nie chciało mi się albo mnie to już nie pociągało. A teraz stwierdziłam, że jeśli już zacznę coś znowu pisać, to będzie to bardziej na mój użytek niż kogokolwiek z zewnątrz, z tym, że wszystcy ciekawscy będą mogli sobie zajrzeć.