Siedział przy stole przerzucając stare zdjęcia. Nie miał ich zbyt wiele, bo i nigdy nie było kogoś, kto udokumentowałby jego życie. Samemu wszak nie mógł tego robić, bo wtedy miałby dowód istnienia nie samego siebie, ale świata, który go otaczał. Blask świecy tańczył po ścianach sprawiając jednocześnie, że zastygłe obrazy przeszłości sprawiały wrażenie żywych, jakby dzisiejszych. Zatrzymał się przy zdjęciu swoich znajomych. Znał ich i wiedział o tym. Ale części z nich nawet świeca nie mogła ożywić. Martwi, niczym posągi, spoglądali z przeszłości, która wydawała się tak odległa, obca. Coś uderza w okno. Szyba pęka, a jej odłamki rozlatują się na wszystkie strony. Ludzie na ulicy, których ciepłe powietrze wywabiło na wieczorny spacer, spoglądają w górę, by prawie natychmiast zakryć głowy przed spadającym szkłem. Bo sam rzuciłeś w tą szybę, to przez Ciebie rozpadła się w drobny mak. Świadomie? Tak. Podjąłeś decyzję, a teraz konsekwentnie się jej trzymaj. Aż znów będziesz musiał wybrać…