Kościan, Północna, w stronę PoznaniaAsfalt przewijał się powoli, podczas gdy zmęczone mięśnie odmawiały posłuszeństwa, a w ustach czuć było nieprzyjemną suchotę. We znaki dawał się nie tylko podjazd (niezbyt stromy, acz długi) ale też ponad roczna przerwa w “rowerowaniu”. Jednak cel był blisko, a ambicja nie pozwalała się zatrzymać. Ostatnie metry przyszło pokonać na najniższym biegu, ale pociąg, zwyczajowo przejeżdżający chwilę po zatrzymaniu się przyniósł satysfakcję. Następnym razem pójdzie lepiej \o/

Lekko poetycki ten opis, ale w sumie trafny. Mogę mieć pretensje tylko do siebie, że zamiast lekko przemieszczać się po mieście, na koniec trasy przyszło mi niemal wkręcać język w szprychy. Ale cóż, początek lipca, mocne postanowienie, przynajmniej godzina dziennie na rowerze.

A tak z kronikarskiego obowiązku – oddałem wtedy ten projekt, poszło jak po maśle. Pół godziny szukania profesora, 10 minut faktycznego oddawania. Egzamin w ten piątek, a potem wyczekiwane wakacje.