Wspomniany niżej temat, który mi do głowy przyszedł, a na który sił nie miałem. Będąc we Wrocławiu przekonałem się, że tym, co naprawdę może mnie wkurzyć jest spóźnialstwo. Nie moje, o nie – jeżeli już się spóźniam, to robię to tylko dlatego, że inaczej się nie dało (najczęściej do pracy, gdy pociąg padnie, tramwaj ucieknie, albo odmówi współpracy parę kilometrów od biura). Mówię o spóźnianiu się innych. I tu również trzeba wykluczyć pewną grupę, za przykład niech posłuży mi Bushee (no offence mate, ale mi tu pasujesz), który lubi z wrodzoną sobie elegancją rozciągać czas przypisany stwierdzeniu “wpadnij około 19″ do godziny 20, albo i później, jeżeli trzeba ;) No więc o co mi chodzi? O umawianie się na konkretną godzinę, wymaganie ode mnie bym się nie spóźnił, bo nogi z d… i inne takie nieprzyjemności, a potem.. spóźnianie się “bo..” i tu jakiś powód, który ze mną ma tyle wspólnego co zeszłoroczny śnieg. Wiesz, że się nie wyrobisz w terminie – ustal taki by się wyrobić i powiedz zawczasu, oszczędzisz mi nerwów.
I teraz zakończenie – ten wpis zdaje się brzmieć jak wyrzut – może rzeczywiście w jakimś stopniu nim jest, choć co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr, więc i rozpamiętywać tego nie będę. Ale tak w nawiązaniu do ostatniego zdania poprzedniego akapitu coś mi się zdaje, że jeżeli kiedykolwiek przyjdzie mi się znaleźć na stanowisku kierowniczym, to co poniektórzy mogą mieć ze mną ciężką przeprawę ;’] I żeby nie było – najbardziej lubię, gdy terminów zwyczajnie nie ma, albo nie muszą być określane datami, godzinami. Choć… no, ale to nadaje się na kolejną notkę, tymczasem – g’night.
A teraz wytłumacz mi co ma do tego Wrocław? Kto się tak diabelsko we Wrocławiu spóźnił??
Dobrze gadasz, mnie też to wkurza. A żebym sam się nie spóźniał, to mój zegarek się spieszy o 5 minut.
@Monika:
Chodzi o nas (mnie i Lindę)
@ketsu:
Nie wytaczając żadnej prywaty. Bardzo mi przykro z powodu tego spóźnienia – sam nie lubię się spóźniać ale jeśli nie potrafisz zrozumieć że to z powodu ślubu ( na którym jesteś świadkiem) i jest to dla Ciebie ważne równie jak zeszłoroczny śnieg tymbardziej mi przykro. Rozumiem gdybyśmy nie zadzwonili i pozwolili Ci czekać jeszcze dłużej. Poza tym, “wyrywanie nóg z d…” – nie przesadzaj bo poczułem się jakbym się nad tobą znęcał :P.
Tyle mojego. EOT.
EOT z Twojej strony, jednak nie mogę nie odpowiedzieć. Słowem nie wspomnieliście, że wasze chodzenie po sklepach było związane w jakikolwiek sposób ze ślubem. Na pewno inaczej bym podszedł do sytuacji. A “nogi z d..” to była przenośnia. I tu EOT z mojej strony.
Wspominaliśmy – może nie bezpośrednio przed rozejściem się ale na pewno wcześniej, zapamiętam na przyszłość aby Ci o takich rzeczach przypominać.
ketsu
doskonale pamiętam, ze sama prosiłam Jarka aby zadzwonił powiedzieć Ci że właśnie schodzimy z 5 piętra bo szukaiśy koszuli tak swoją drogą – mógłbyś zapytać jaką koszulę masz założyć jako świadek… to tak apropo wyrzutów, jak juz tak piszemy)…
Nasze spóźnienie raptem 3-5 minutowe chyba nie powinno wywoływac takiego “oburzenia”… ale ok – każdy ma prawo mówić/pisać co tylko zechce, ale uważam że jeśli juz piszesz o spóźnieniu to pisz kogo ono dotyczy – nie poczułąbym się obrazona… a domysły nigdy nie prowadza do niczexgo dobrego
Wchodzimy coraz głębiej w prywatę, więc przejdę na gg.
EOT EOT!
To się nie powinno toczyć na forum :/
I nie potoczyło… tj dalej.