Hell… połowa maja za nami, a mogło by się wydawać, że niedawno się rok zaczął. Wiosna, powiedzmy, że w pełni. W sumie podobna do poprzednich, może poza całkowitym brakiem jakichkolwiek “przeszkód” stojących na mojej drodze w najbliższym czasie…
Lista rzeczy, o których wypadałoby tu wspomnieć:
- World of Warcraft, Tibia, Guild Wars
- Minutes to Midnight
- Krew Elfów (i zapewne wkrótce Czas pogardy)
- zmiana outfit’u własnego
- …
no to wio…
Co to MMORPG zakładam, że każdy wie, kto nie wie, niechaj kliknie i poczyta nieodzowną wikipedię. Wyżej wymienione tytuły dane mi było poznać osobiście (a i wypada powiedzieć, że niektóre z nich wciąż poznaję, lub będę poznawał).
W WoWa pograłem dzięki Ryu (thanks again) i przyznam, że całkiem zrozumiałe jest to, że aż tyle osób nie może się od niego oderwać. Grałem 10 dni, po godzinkę, dwie dziennie, a jak sie okazuje poznałem może jedną pięciotysięczną (albo i jeszcze mniejszą) tego świata. Inna sprawa, że choćby nie wiem jak wciągający to był świat tak prozaiczna rzecz jak abonament (i to nie najniższy) skutecznie trzyma mnie z dala od świata Azeroth.
W Guild Wars natomiast gram od niedawna, z wolna poznając tamtejszy świat, bo i brak abonamentu pozwala mi się nie spieszyć. Tyle, że nie za bardzo chce mi się żyć w klimatach średniowiecznych Chin, pomieszanych z pustynnym klimatem Egiptu (a tak odbieram fragment tamtego świata, który do tej pory poznałem). Brak mi tej otwartości, którą cechuje się WoW, oraz hmm.. tego czegoś. No, ale jeżeli po wydaniu GW2 serwery starych części nadal będą stały, to może poświęcę im trochę czasu.
Last but not the least, Tibia, to dla mnie klasyka, w sensie czasu grania. Zgodnie z informacjami przy koncie, założyłem je 24 grudnia 2003 roku – kawał czasu jak na jedną grę. Kto grał ten wie, że nie można zachwycać się w niej grafiką (przynajmniej w porównaniu do aktualnych standardów), dźwiękiem (bo go najzwyczajniej w świecie nie ma) czy różnorodnością świata (nawet w wypadku płatnego konta jest on stosunkowo niewielki). A właśnie, a propos płatnego konta, zostało mi jeszcze 85 dni takowego, bo w końcu postanowiłem się raz na nie szarpnąć by się przekonać co i jak.
Schodząc z tematyki gier wkraczam na muzykę i nowy album zespołu, który wraz z paroma innymi (co tu kryć) skutecznie odwiódł mnie od hip-hopu (nawet nie przypuszczacie, jak stare to dzieje). Tak czy siak opinię o ostatnim krążku Linkin Parka mam mieszaną. Z jednej strony to coś innego niż do tej pory, co się chwali, bo ciągłe nagrywanie takich samych kawałków w końcu musiałoby odbić się czkawką. Z drugiej zaś miałem nadzieję, że będzie to coś.. “mocniejszego”, żywszego. Fakt, 4-5 utworów jest takie (względem całej płyty), ale cała reszta jest “do posłuchania” nie natomiast do zabawy. Mniej więcej tak to odbieram.
Zaraz zrobi się z tej notki (o ile już tak nie jest) kobyła. Ale Krwi Elfów parę słów poświęcić wypada. O Sapkowskim i Wiedźminie słyszałem już dawno temu, ale ciągle coś odwodziło mnie od zapoznania się z historią Geralta. Koniec końców kupiłem jednak I tom i bez zbędnych opisów powiem, że jutro kupuję drugi, a przynajmniej mam taki zamiar. Historia to ciekawa, wciągająca, z pogranicza magii i miecza. Jak na moje niezbyt wygórowane wymagania – w sam raz, albo i lepsza. Jak kiedyś ktoś będzie chciał poczytać – może dać znać. Komplet książek na pewno wyląduje w mojej biblioteczce prędzej czy później.
Na ostatku zdjęcia nie będzie, bo aparat powiedział “wała” i zamrugał złowieszczo napisem “Wymień baterie”, ale chciałem jeszcze tylko wspomnieć, że mimo moich najszczerszych chęci i początkowych planów w końcu poszedłem pod nóż. Dobry rok unikałem fryzjera, aż mnie to zmęczyło, więc teraz wyglądam.. no, jak jakieś pół roku temu, czyli nie za długo, nie za krótko. W sam raz bym powiedział. I tak mi bardziej pasuje. Akapit specjalnie dla Gosi :P
I na tym chyba zakończę. Dużo niewiele wnoszącego tekstu, który jednak może wam dać jakiś obraz tego, czym się ostatnio zajmuję. Na niektóre zaś rzeczy ciągle brakuje mi słów. Maybe next time…
E, z włosami to taki standard :P jedni chodzą do fryzjera często, bo im wygodniej w krótkich włosach, a inni, jak ja, rzadko – bo im wygodniej nie iść :D
Co do WoWa – napaliłem się na tę grę gdy tylko przeczytałem pierwszą wzmiankę o niej na łamach CDA. A dawno to było, bo gdzieś chyba koło 2000 roku, i mimo, że była to tylko zapowiedź, tekst zajmował bodaj 5 stron. Jednak wtedy nie miałem jeszcze netu, więc nici były z mojej uciechy, a gdy gra już wyszła i dowiedziałem się orientacyjnie jak wyglądają abonamenty, z bólem serca (bądź co bądź, W2 to jedna z pierwszych i zarazem ulubionych moich gier – ktokolwiek widział moje CD z nią, proszony o pilny kontakt :D) wymazałem ten tytuł z pamięci..
no i po co scinales, no po co? ;]
Bo miałem dość eksperymentu? ;] I tak mam zdrowo dłuższe niż na pierwszym zjeździe ;p
A Ci powiedzieć muszę, że do twarzy Ci było w tych kudłach. Skopałeś sprawę jednym słowem. Pozdrawiam!
no, z tego co pamietam co mi wysylales zdjecia, to o wiele lepiej w dluzszych.