Do tej pory miałem do Pilipiuka zaufanie. Jako do autora, ma się rozumieć. Jego Kroniki Jakuba Wędrowycza zaliczam do może nie genialnych, ale udanych zbiorów opowiadań, a Operacja Dzień Wskrzeszenia to całkiem sympatyczna powieść, w której fakty przeplatają się z fikcją.
Początek Oka jelenia, który zdążyłem przeczytać w empiku przed zakupem książki, zapowiadał wykorzystanie podobnego motywu. Że zacytuję tu podsumowanie, wydrukowane na tylnej stronie okładki:
Występują:
Kosmiczni nomadzi, którzy rąbnęli 5 ton książek razem z opakowaniem, czyli gmachem Biblioteki Narodowej. Przypadkowi turyści, ze swoich czasów wrzuceni na dno średniowiecznego slumsu. Muszą przeżyć i odnaleźć Oko jelenia. A najpierw ustalić, co to , u diabła, jest!
Brzmiało ciekawie. Natomiast w praktyce wyszło co następuje:
- o nomadach są całe trzy strony w prologu
- ustalenie czym de facto jest Oko zajmuje 3/4 książki
- Biblioteka po krótkim epizodzie przestaje brać udział w historii
Historia zaś miejscami wartka, w większości wypadków ciągnie się, jakby autor nie za bardzo mógł się zdecydować czy już należy popchnąć akcję do przodu, czy pozwolić sobie na jeszcze jeden opis. Bo tych jest tu aż nadto. Sceny tortur, miejskiego życia, obyczaje epoki (te kultularne i kultury pozbawione) – od wyboru do koloru. I o te opisy rozbiła się moja chęć poznania dalszego ciągu historii.
Pośród gwałtem branych panien i palonych na stosie misjonarzy Pilipiuk nakreślił postaci może nie odpychające, ale raczej jednobarwne, zaznaczając tylko kilka najważniejszych cech każdej z nich. Doświadczoną przez los szlachciankę, gotowego do poświęcej informatyka, który ma zadziwiającą zdolność adaptacji w zupełnie sobie obcym środowisku i tajemniczego doradcę organizacji kupieckiej.
– SPOILER –
Całe 400 stron czekałem, aż ci pierwsi spotkają tego ostatniego i zwyczajnie się nie doczekałem.
– KONIEC SPOILERA –
Zgodnie z tym, co powiedział Alfred Hitchcock “Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemii, potem zaś napięcie powinno stale rosnąć” – jeżeli by przyrównać to stwierdzenie do książek, pierwsze ich strony powinny wsysać czytelnika jak odkurzacz, a kolejne nie pozwolić się oderwać. W Oku jelenia zabrakło i odkurzacza i magnesu.
Eh.. czyli wnioskuje książka się nie podobała? Hm, ja jej nie ocenię, bo nie mam pojęcia co to jest.