Dokładnie 10 dni temu, gdy pojawił się ostatni wpis tutaj Fanatyk zadał na swoim blogu pytanie Dlaczego warto pisać bloga?. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie robię tego tylko dla siebie, a chciałem robić coś podobnego od dawna. Ale skoro chciałem (i chcę), to czemu tego nie robię?
Sprawdziłem właśnie – w kolejce czekają przynajmniej 4 wpisy, które wymagają przeredagowania, a nawet przepisania od nowa. 4 tematy, które przyszły mi do głowy, a które z różnych względów zostały odstawione w kąt czy to z braku weny, czy chęci.
Jest tam o Wolnym Tybecie, inicjatywie, którą dość spontanicznie poparłem umieszczając na stronie logo, a potem zamieniając je na bardziej estetyczny “narożnik”. Moja prywatna opinia na temat możliwości bojkotu, konsekwencji (obustronnych) jakie może przynieść oraz tego, czy przyznanie Chinom organizacji Igrzysk było słuszne czy nie. Opinia w dużej mierze pokrywająca się z głosem społeczeństwa, wyrażonym m.in. przez ww. stronę. Głosem sprzeciwu, który miesza się z niepewnością wywołaną brakiem pewnych informacji i naporem medialnego szumu, jaki wytworzył się wokół sprawy.
Jest też o ankiecie, którą otrzymałem w pracy. Ankiecie anonimowej, o ile można zachować anonimowość będąc jednym z 3 osób, które ją wypełnią. Po raz kolejny o wątpliwościach, tym razem o sens rozdawania takiego kwestionariusza, gdy prostszym rozwiązaniem jest szczera i otwarta rozmowa. A gdy na szczerość nie można sobie pozwolić we wspólnym gronie pozostają maile i zapewnienie, że cokolwiek nie zostanie powiedziane, nie wpłynie na relacje szef-pracownik, bo w końcu nam wszystkim zależy, by robić i zarabiać.
Pozostając w temacie pracy jest o pozyskiwaniu pracowników, z lekką ironią i humorem. Oparta na faktach historia o tym, jak pracodawca w desperacji jest w stanie zaproponować wiele, by ściągnąć do siebie pracownika. I o tym, że najpierw próbuje zdobyć go minimalnym kosztem, co zwykle sprowadza mu na głowę osoby w najlepszym wypadku niedoświadczone, a zwykle niekompetentne.
Na koniec jest o pluginie do wordpressa pod niezidentyfikowanym tytułem, który rodzi się w bólach i urodzić się nie może. Z paroma screenami, z kilkoma pomysłami, bez działającego “produktu”. I wyjaśnieniem, że czasu brak, spokoju, by móc wszystko przemyśleć i stworzyć. Z nieśmiałym zakończeniem, sugerującym, że 8 godzin programowania dziennie to dość, a weekendy nadają się raczej do aktywności pozakomputerowej.
Jak widzicie, jest o czym pisać i co robić. A dlaczego tak naprawdę warto? Żeby zaznaczyć swoją obecność, sprawdzić swoje umiejętności i uporządkować myśli. No i mieć przy tym trochę zabawy.
Just do it!
;)