Przeglądałem właśnie zdjęcia z imprez, z zamiarem wrzucenia niektórych, kiedy doszedłem do wniosku, że albo bym musiał wrzucić wszystkie (jakieś 55MB), albo żadnego. W sumie, to lepiej żadnego i ew. “okazanie na żądanie”. W końcu – jedno, czy dwa zdjęcia nie oddadzą atmosfery więc.. No i siebie nie muszę pokazywać, wiecie jak wyglądam – dodajcie tylko 3 piwa :P
W duchu poprzedniej notki wspomnę natomiast o pewnym koledze, którego znacie (większość z was) od dawna, a który drugi już raz wywędrował (czy też zrobi to) do Łodzi. JJ, bo o nim mowa, również pożegnał się z Freshem, by wieść spokojne i szczęśliwe życie u boku swojej “już niedługo, już za chwilę” małżonki (hi, Linda^_^m). Co by nie powiedzieć – będzie trzeba kogoś znaleźć na jego miejsce… znaczy, będzie nam go bardzo brak :) Z kim jak z kim, ale z Tobą JJ dogadać się mi było najłatwiej – teraz przyjdzie jakiś newbie i się zacznie. Wiesz, że wrócisz :> Tj, nie do firmy, w te strony – wszyscy wracają – taka “magia” (przekleństwo?) tego miasta i okolic – kto tu się urodził – będzie tu wracał – od czasu do czasu ;)
Ciekawostka – w środę miałem egzamin wewnętrzny (o którym, dodać wypada, nie wiedziałem, bo ze względu na “ketsu-czemu-ty-się-nie-przeprowadzisz-do-poznania” zwalniam się zawsze w połowie zajęć :P) – od tego tylko krok do jazdy po mieście i w sumie, zaczynam czuć zniecierpliwienie ;P
pyk pyk…