Powoli kończę czytać Miecz przeznaczenia. Zostały jeszcze dwa opowiadania i będę mógł powiedzieć, że przeczytałem Wiedźmina.
Głupio jednak będzie dodać, że zabrałem się za niego (wybaczcie stwierdzenie) “od dupy strony” – no bo spójrzcie: pięcioksiąg, gra (historia dzieje się po tym pierwszym) i na koniec opowiadania, które stanowią wstęp do całości. Dokładnie jak Geralt, który w grze stracił pamięć – zdaje się, że wiem co czuł. Poznawali go, mówili o wydarzeniach z przeszłości, ale o co chodziło – nie wiedzieliśmy obaj. Z każdym opowiadaniem całość stawała się jaśniejsza, a subtelne nawiązania, wcześniej przeze mnie niezauważone powracały w pamięci.
Zauważyłem też, że trochę zmienił się mój stosunek do tej postaci. Z pięcioksięgu wyniosłem obraz człowieka (dajcie dokończyć) naznaczonego przeznaczeniem, uparcie walczącego z losem, dążącego do celu po trupach, ale tylko tych koniecznych. W taki sam sposób (podświadomie, czy nie) zachowywałem się w grze zabijając tylko, gdy było to naprawdę konieczne i dając szansę, gdy widziałem ją w innych. Teraz natomiast mam ochotę podejść jeszcze raz do tej historii i zrównać z ziemią każde odstępstwo od normalności, bo i sam Geralt uparcie wspomina o tym, że nie jest człowiekiem, jest mutantem, maszyną do zabijania, wypraną z uczuć. Zupełnie inny obraz postaci.
Mimo to, coś mnie w tym świecie fascynuje. Walki, opisane na tyle szczegółowo, by mogły zmaterializować się w głowie, podkolorowane ruchami współczesnych mistrzów miecza, na których oparto model walki w grze – doprawdy piękne połączenie. Smród, brud i ubóstwo, naturalne podejście do niemal każdej ludzkiej emocji, zatopione w warstwie fantastycznego świata.
Słów jak powyższe i im podobnych napisano już setki. W końcu jestem tylko młokosem, który emocjonuje się czymś dla siebie nowym, co go wciąga. Niech i tak będzie. Bawię się przy tym wyśmienicie.
widzę, że książkowy świat wciągnął Cię na dobre :) nie powiem, że to źle… źle może dla oczu, ale dobrze dla wyobraźni. Chciałabym przeczytać książkę którą dostałam od Szymka, tytuł? ‘Traveller’, ale ile razy sie do niej zabieram to mam wyrzuty sumienia, że się do matury nie uczę no! Chyba jednak książeczkę odłożę na ‘po maturze’ i będę mogla wreszcie w spokoju rozkoszować się lekturą.
Z dwojga złego dla moich oczu – komputer i książki – już wolę poświęcić czas na książki. I nie powiedziałbym, że mnie wciągnął – bo i nigdy mnie nie puścił – teraz tylko mam możliwość by się w nim bardziej zanurzyć. Do matury jeszcze 100+ dni – jeden, dwa czy nawet 5 poświęcone na książkę (na dodatek nie w całości) nie powinno zaszkodzić.
Moja okulistka twierdzi, że komputerowy monitor nie psuje oczu bardziej niż czytanie książki. A ostatnio czytałem o obaleniu medycznego mitu – a raczej pewnym kompromisie – jakoby czytanie przy słabym świetle psuło wzrok. Bo nie ma na to żadnych dowodów, ba, jest kontrargument – przez tyle wieków ludzie czytali przy świecach i lampach naftowych… Więc raczej niesłusznie mówisz o ‘dwojgu złym dla Twoich oczu’ ;)
hmm mało mam do powiedzenia na temat wiedźmina, ale co do szkodliwości to też uważam, że lepiej popsuć sobie wzrok od książek niż od komputera..
A najgorszą pozycją (przy czytaniu książek) dla oczu jest leżenie na brzuchu.. jak to ja zwykle robię :)