Wracałem do domu, gdy odezwała się komórka. Przeczytałem dwa razy krótkiego smsa. W sumie wtedy to do mnie nie dotarło, teraz też nie dociera. Warstwy odporności, które w sobie mam drżą w posadach, a jedyne co czuję to żal i przygnębienie. Dlatego staram się nie myśleć. Nie z braku szacunku, lecz dla zachowania jak najlepszych wspomnień. Jakkolwiek to się stało, nie powinno było tak szybko. I (jak zawsze) to cholernie niesprawiedliwe.
Wpis ten dedykuję Wojtkowi, którego już nie ma wśród nas, bo tylko (i aż) tyle mogę teraz zrobić.