Z cyklu “coś mi w głowie siedzi”.
1 listopada skłania do przemyśleń. I nie chodzi mi tu o fakt, że tego dnia wspominamy tych, którzy odeszli – to dość oczywista część święta zmarłych Wszystkich Świętych. Po raz wtóry doszedłem do wniosku, że życia nie należy marnować. Rozszerzyłem jednak to stwierdzenie o plan. Prosty, zawierający się w jednym zdaniu. Wpaść na coś, co w krótkim czasie przyniesie znaczną ilość gotówki i pozwoli na spędzenie większości życia na tym, co można nazwać “życiem samym w sobie”. Bo jaki jest sens w tym, by 17 lat swego życia spędzić na nauce, by kolejne 45~ lat pracować na to, co zostanie nam później, gdy będziemy już starzy i (pewnie w niejednym przypadku) schorowani. Odkładać kasę na to, by jako dziadek pojechać na (ostatnią?) podróż życia i oglądać ludzi, którym poszczęściło się na tyle, że mogli pozwolić sobie na nią wcześniej? Czuję ambicję, która przebija się za każdym razem, gdy zmuszony jestem tworzyć rzeczy proste, nierozwijające. Wewnętrzny głos mówi “i po kiego marnować na to czas?”, a umysł buntuje się ostrzegając o konsekwencjach porzucenia tego zajęcia. Widzę możliwości, które stoją przede mną, a których sięgnięcie wymaga odrobiny ryzyka i szczęścia. Szukam swojego Graala i mam nadzieję go znaleźć jak najprędzej.
Tak, w mojej głowie siedzi zamęt i czeka, by się uspokoić.
1. Nie ‘święto zmarłych’, bo czegoś takiego w, przynajmniej moim, kalendarzu nie ma. Jest dzień zaduszny, który przypada na 2. listopada, w którym modlimy się za dusze czekające na zbawienie, jest też święto Wszystkich Świętych – 1. listopada – w którym głosimy chwałę wszystkich tych, którzy już zbawienia dostąpili – również, m. in., naszych bliskich. I jest to święto jak najbardziej radosne, co prawdę mówiąc coraz bardziej widać w tym dniu na naszych ulicach. I w nazewnictwie nie jest to wcale różnica kosmetyczna – przeanalizuj sobie sam obie nazwy słowo po słowie.
2. “17 lat swego życia spędzić na nauce, by kolejne 45~ lat pracować na to, co zostanie nam później (…) jako dziadek pojechać na (ostatnią?) podróż życia” – jeśli nic się nie zmieni, a na chwilę obecną nie zanosi się na to, to faktycznie jedyną opcją jest odkładać sobie kasę samemu, żeby potem mieć z czego żyć, bo jałmużna zwana emeryturą nie starcza prawie na nic. Ale żeby móc sobie odłożyć, a jednocześnie w tym czasie żyć, trzeba niestety zarabiać dość sporo… mimo wszystko dobrze, że jesteśmy informatykami – póki co mamy w tym kraju szanse na dość godne życie ;)
@1 – racja. Zdaje się rok temu ktoś mi już to tłumaczył (nie byłeś to ty? ^^). Pozwoliłem sobie poprawić notkę. Co do radosnego aspektu tego święta – może i coraz bardziej widać, ale jednak gdy wędrowałem między grobami, kierując się do moich bliskich otaczały mnie miny poważne, czasami smutne, a tylko czasami uśmiechnięte. Zwyczajowo ominęła mnie procesja, ale jestem teraz ciekaw, w jakim tonie były wypowiedzi księdza, ktory ją prowadził – żałobnym, czy radosnym. A z innej beczki – to chyba jedyny dzień w roku, gdy można spotkać dawno niewidzianych znajomych, z którymi nie ma się zwykle żadnego kontaktu – jedyna kwestia to “trafienie” we właściwą godzinę.
@2 – jeszcze dużo czasu minie, zanim wyczerpią się możliwości, jakie dają komputery i ich pochodne, więc przy odrobinie szczęścia i własnego samozaparcia (bo trzeba je mieć, by czasami zmusić się do siedzenia przed kompem – gdy jest to konieczne) będziemy w stanie odkładać na własną emeryturę.
@@1 – a widzisz, jednak wiara daje coś, wbrew temu co się wielu wydaje. Dla mnie śmierć nie jest smutna, bo czeka mnie i moich bliskich lepsze życie po drugiej stronie, i wszyscy się tam spotkamy, więc chwilowa rozłąka z nimi na Ziemi nie jest dla mnie powodem do żałoby. A jeśli o procesję chodzi, a raczej o mszę na cmentarzu, to wiem, że wczoraj kazanie miał nasz wikary, i na mszy porannej (na tej na cmentarzu nie byłem) miał kazanie radosne, tłumaczące właśnie istotę tego święta, a potem mówił mi, że na cmentarzu będzie miał inne (bo przecież mogą tam przyjść również jego wierni, to po co mają słuchać 2x tego samego :)), ale utrzymane w podobnym klimacie.
@@2 – możliwości się tak prędko nie wyczerpią, ale nie o to chodzi. Zawód informatyka jest coraz popularniejszy we wszystkich jego odmianach i siłą rzeczy popyt spadnie gdy podaż wzrośnie…
I jeszcze – możliwe, że ja Ci zwróciłem na to uwagę, ale tradycyjnie za Chiny sobie tego nie przypomnę ;)
@1: Z racji tego że zazwyczaj docieram na cmentarz(e) wieczorem (powrót z Łodzi + niewyspanie) procesje i tłumy napierające na siebie, kwiaty, donice przy grobach swoich bliskich mnie omijają.
Jednak udaje mi się trafiać na kościańskie “czuwanie”(na cmentarzu) – które tworzy wspaniałą atmosferę w trakcie przeżywania tego dnia.
Słyszeliście skrzypce?
@2: Jak w każdym zawodzie – najlepsi znajdą swoje miejsce. Komputery dla informatyki są tym samym co teleskopy dla astronomow – idąc za Dijkstrą. I z tego powodu mamy wiele dodatkowych dziedzin w ktorych możemy zdobywać pracę :) Np. ostatnio wałkowane social networks i aplikacje do efektywnego zarządzania czasem, zespołem, pracą ;)
@ketsu: Emerytura przed 30 ? :) Poza tym – druga czesc tego wpisu skojarzyla mi sie z wpisem http://mmazur.7thguard.net/2007/09/03/wolnosc/ .
a po co odkładać, żyj chwilą :)
Zawsze masz tą jedną, prostą odpowiedź na wszystko, co nie Gosiu? :)
@Jarek – ten wpis, do którego dałeś link – pasować do mnie to mało powiedziane – równie dobrze mógłbym sam go napisać – za jakiś czas :P
nie zawsze, ale jak mam, to się nią dzielę :)
dupa Wam urośnie od siedzenia przed tymi kompami ;]
Może później – na razie się jakoś tego nie obawiam (te marszobiegi na pociąg i z powrotem.. ^^”)
Nowy wpis, nowy wpis obiboku :) a dupa rosnie