Od czego by tu zacząć. Chyba od powodu. Tak więc wszystkim Martom zdrowia i szczęścia z okazji imienin (lepiej późno niż wcale). Jedną z Mart, moją babcię, postanowiłem dzisiaj odwiedzić i nawet nie wspomniałbym o tym, gdyby nie późniejsze wydarzenia.
Jeżeli kiedyś zastanawialiście się, jakie auto być może trudno ukraść, to zaręczam, że włamać się do Golfa jest cokolwiek trudno, szczególnie, gdy nie robi się tego na co dzień. Z nieznanych mi jeszcze powodów szlag trafił centralny zamek, przez co kluczyk stał się z miejsca bezużyteczny. Telefon do znajomego mechanika, chwile później mocowanie się z drzwiami, zamkiem (elektronika trzymała go mimo mechanicznego podważania) i maską (wszędzie plastik – nie do przebicia bez uszkodzenia czegokolwiek). Dobrą godzinę siedzieliśmy i kombinowaliśmy na wszystkie sposoby. Ostatecznie skuteczny okazał się zwykły młotek, pozwalając mi na wejście do samochodu. Oczywistym minusem jest szyba, którą będę musiał kupić.
A teraz ciekawsza część tej historii. Podczas naszego mocowania się z samochodem koło nas przeszło z 20 osób. Starsi, młodsi, panowie, panie. Kilka, jak widziałem, obserwowało nas z balkonów okolicznych bloków. I żaden, podkreślam, żaden nie pofatygował się by zadzwonić na policję. Nie że tego oczekiwałem, różnicy mi to nie robiło, ale no ludzie. Gdybym był złodziejem i wiedząc, że dany samochód nie ma alarmu, a właściciel jest na tyle daleko, by nie widzieć auta mógłbym bezczelnie włamać się do niego i nikt, aboslutnie nikt by mi w tym nie przeszkodził!! Każdy widać zakładał, że ktoś majstrujący w biały dzień przy aucie i nie przejmujący się gapiami ma do tego święte prawo. Jeżeli to nie był wyjątek, a polska codzienność, to nic dziwnego, że codzień dziesiątki (setki?) aut zmienia właścicieli. Bo sami na to pozwalamy.
EDIT: Już wiem, co się zepsuło. Widoczny na zdjęciu kawałek metalu postanowił rozstać się z resztą samochodu. Kawałek żelaza, a kosztował mnie więcej niż porównywalna ilość złota. Kluczyk dla zobrazowania rozmiaru.
oO
Ludzie po prostu założyli że gdyby to byli złodzieje to nie rozczulali by się tyle czasu nad samochodem ;)
Jeśli mechanik byłby emerytowanym złodziejem(rozwalanie szyby? :) uwinąłby się bardzo szybko i wtedy ludzie by mogli coś podejrzewać. Dla złodzieja to są naprawdę parunasto(n00b-level) sekundowe akcje na każdy samochód. Nie wykraczałyby one czasowo poza normalne wchodzenie właściciela do auta (a znam ludzi którzy potrafią się minutę męczyć z zamkiem własnego samochodu). A przyporządkować właściciela do auta? Za każdym razem miałbyś policję na głowie gdyby babci z tarasu skojarzyło się że to nie twój samochód.
Poza tym spójrz na to z drugiej strony – lepiej że ukradliby Ci to auto niż ktoś dostałby zabójcze ciosy od dryblasów w obronie Twojego mienia. Mienie możesz odkupić, życie/zdrowie nie.
Zakładam że na reakcję policji nie ma co liczyć (odpowiednio szybką i skuteczną).
Jedno z wyjaśnień, jakie mi się nasuwa, jest takie, że kiedy świadków jakiegoś tego typu zdarzenia jest kilku, wtedy każdy z nich czuje się zwolniony z obowiązku reakcji, bo tłumaczy sobie, że przecież inni mogą zareagować zamiast niego. To oczywiście tylko jedno z wielu możliwych wyjaśnień, ale dość prawdopodobne. :)
To ostatnie widać równie często w razie jakiegoś wypadku – tłum gapiów i tylko parę osób, które coś robią (a czasami to i tych ostatnich brak).
A jeszcze co do policji – wolałbym mieć ją za każdym razem na głowie, gdy zawini pamięć babci, niż nie mieć ich w ogóle i stracić samochód :P