Przestrzeń publiczna, przestrzeń prywatna
Gdy w 2004 zakładałem pierwszego bloga, jego adres znała garstka ludzi. Trzech czy czterech kolegów z klasy, parę osób spoza niej (a były to beztroskie czasy liceum). Pisanie tego, co ślina na język przyniesie przychodziło łatwo i sprawiało frajdę. Różne głupoty, wydarzenia codzienne były komentowane przez ich bezpośrednich uczestników i przeze mnie – ich obserwatora.
Od zeszłego roku prowadzę tą stronę. Pod płatną domeną, na płatnym serwerze, sygnowaną nie tylko moją ksywką, ale również imieniem i nazwiskiem. Wejście na blipa, wykop, flakera, podawanie adresu na forach (w profilu oczywiście, do głowy mi nie przyszło by spamować jakieś tematy) – z przestrzeni prywatnej przeszedłem do publicznej, w której mam swoje miejsce i w której (z braku lepszego słowa) rezyduję. Czasy, gdy na podstawie statystyki byłem w stanie powiedzieć kto i o której mnie odwiedził minęły. Teraz co dzień rejestruję wpisy, których pochodzenia nie mogę być pewny, a jedynie mogę się domyślać.
Najprawdopodobniej dlatego też wpisy ukazują się rzadziej, są bardziej wyważone i poruszają poważniejsze tematy. Nie mogę być pewny czy tego oczekują odwiedzający, ale skoro nie dają mi żadnych wskazówek i wciąż wracają, to znaczy, że nie idę w złą stronę. Funkcję “z ostatniej chwili w życiu ketsu” przejął mój bliplog i przyznam, że to całkiem przyjemna alternatywa. Zdanie dwa, od czasu do czasu. I wszystko jasne. Może ktoś z Was (o ile już tego nie robi) również chce z niej skorzystać?
Jeszcze dwa słowa a propos flakera – dysponuję 8 (słownie: ośmioma) zaproszeniami do serwisu – chętni mogą się zgłaszać w komentarzach.
Chętnie skorzystam z zaproszenia do flakera na zasadzie sprawdzenia z czym to się je.
Na blipie mam konto, ale jakoś mnie ta idea na razie nie wciągnęła. Chyba już mnie nie rajcuje ten typ ekshibicjonizmu, kiedyś przeze mnie uprawianego, pt. “jakiego koloru kupę dziś zrobiłem”. Ale konto trzymam, bo mam fajny login: “jakub” :]
A blog swój też jakoś ostatnio ruszam raczej z sentymentu niż chęci. Nawet myślałem o porzuceniu, ale jednak nie umiem i zawsze zostawiam go sobie jako alternatywę, pytanie, alternatywę do czego?
Pozdrawiam!
mój photoblog już od wakacji jest praktycznie nieruszany. Czasem myślę, że trzeba by to zmienić, ale zabrać się do roboty, kiedy w grę wchodzi nauka do matury, trudna sprawa.
Tyko proszę mi nie tłumaczyć, że sesja jest od matury gorsza, bo tego już się nasłuchałam i nie zamierzam czytać wywodów na ten temat.
Na maturę uczyłem się więcej niż na którąkolwiek z dotychczasowych sesji (może poza pierwszą na pierwszym roku), więc ode mnie tego nie usłyszysz ;]
@flaker – zostało 7 zaproszeń
A ja na maturę (ani wcześniej) nie uczyłem się wcale, a na każdą sesję się uczę… mimo, że na uczelni mam przedmioty, które teoretycznie wiążą się z moimi zainteresowaniami, a na maturze miałem np. j. polski. (który nazwałbym raczej historią literatury), który jest i zawsze był mi psu na budę (wysławiam się i piszę, nieskromnie mówiąć, lepiej niż 90% społeczeństwa, z wieloma doktorami i profesorami włącznie, a zawsze z tego przedmiotu miałem średnie i słabe oceny.. nonsens :P)
Jeśli mowa o języku polskim, to w tym roku nie miałam ocen poniżej 3. A trójek mam sporo, bo nie umiem interpretować wierszy, albo interpretuję je na swój sposób. Rzadko udaje mi się trafić w klucz odpowiedzi. Czy interpretacja wiersza powinna podlegać ocenie? W ogóle nie wiem na co w życiu mi się to przyda. Jestem zła… na system oczywiście.
Niedawno się dowiedziałam, że jest taki pomysł, by w naszym liceum tylko w klasie pierwszej były realizowane wszystkie przedmioty, a w klasie drugiej i trzeciej TYLKO maturalne. Czyli – Język polski, język obcy, matematyka – bo już wtedy będzie obowiązkowa, plus (chyba) dwa przedmioty dodatkowe. Pomysł wydaje się dobry, bo przecież po co ja teraz marnuje czas na takiej biologii czy historii. Z drugiej zaś strony… tej matematyki to już nie zazdroszczę :]
I w ten sposób od sieciowego “ekshibicjonizmu” przeszliśmy do reformy edukacji. Spoko, nawet bardziej zakręcone ścieżki już widziałem. Nie masz co być zła na system, który już niedługo przestanie być Twoim udziałem, a zanim Twoje dzieci z niego zaczną korzystać zdąży się jeszcze 5 razy zmienić. Bo pomysłów (http://www.emetro.pl/emetro/1,85651,4930565.html) mają bez liku.
Swoje dzieci chyba wyślę do jakiejś amerykańskiej szkoły, przynajmniej angielski będą znały na przyzwoitym poziomie. Przez 1 rok w liceum nauczyłam sie z angielskiego więcej niż przez 6 lat podstawówki i 3 gimnazjum. 9 lat na marne ;/… jeszcze 2 gimnazjum mieliśmy taką anglistkę co ledwo coś po polsku potrafiła napisać, a zamiast pisać “Jack is ‘from’ London” pisała ‘form’ , omg…
a co do cyberekshibicjonizmu, to właśnie ujawniam na naszej-klasie kilka fotek z koncertu Stonesów, które przez pół roku były trzymane w sejfie :D. Niestety jakość jest jaka jest (robiłam telefonem – wtedy miałam jeszcze Sony Erricsona K300i, ale jeśli ktoś ma ochotę sobie przejrzeć to proszę bardzo ;)