Początkowo chciałem napisać tutaj o statystykach, stat.4u, google analytics etc. Jednak w trakcie pisania odkryłem coś, oczywistego, ale przeze mnie zapomnianego.

Gdy stworzyłem swój pierwszy serwis www (traktował o anime, ja miałem 15 lat) musiałem go gdzieś umieścić. Pal licho, że był biedny, że brzydki – był mój i koniecznie chciałem pochwalić się nim przed światem. No więc założyłem konto tam, gdzie wiedziałem, że mogę to zrobić i nie będę musiał zapłacić (moje zasoby były, wierzcie mi, ograniczone). Interia wydawała się słusznym wyborem, zważywszy na fakt, że darmowy hosting poza nią oferowały onet, wp i… nikt więcej (a przynajmniej nic innego nie obiło mi się o uszy). No i było super, strona działała, miała swoje perypetie, potem znikła. I wydawać by się mogło, że na zawsze (sam już też straciłem jej kopię zapasową, podczas któregoś z wielu formatów). Nie mogłem się bardziej mylić.

Jak to co nasze…

Screen zrobiłem przed chwilą (przy okazji orientując się w mnogości “2″ w dacie założenia konta) i w sumie jest on komentarzem samym dla siebie – 5,5 roku temu podałem pewne swoje dane; 3,5 roku temu ostatni raz zaglądałem na serwer. I mimo tego czasu i (jeżeli mnie pamięć nie myli) ustaleń w regulaminie, które stanowiły, że konta nieużywane będą usuwane, to “coś” wciąż wisi w sieci, leży na dyskach pokrytych pewnie warstwą kurzu.

A i to nie wszystko – samo konto mailowe, do którego “dorobiłem” hosting ma:

Data utworzenia: 2001-03-06 10:11:46

6,5 roku (zaokrąglając). Przeglądałem właśnie panel administracyjny konta, ale nigdzie, absolutnie nigdzie nie mogę znaleźć prostej opcji “usuń” – w wolnej chwili napiszę stosownego maila, w którym poproszę o zlikwidowanie go i jestem naprawdę ciekaw czy rzeczywiście to zrobią.

Idźmy jednak dalej…
Poza hostingiem potrzebowałem też domeny, a w owym czasie istniał tylko jeden znany powszechnie serwis oferujący aliasy dla mało atrakcyjnych i niewiele mówiących subdomen hostodawcy. No wiec mój pryvatny (otwartej reklamie mówię nie :P) alias istnieje do dziś, co też sprawdziłem z powodzeniem logując się do panelu. I tu również nie natrafiłem na żadną możliwość usunięcia konta, a nawet zostałem poinformowany, że nadal mogę wykupić to, dodać tamto – jakby kilkuletnia abstynencja w obecności w ogóle nie przeszkadzała, bo w końcu byłem numerkiem w statystyce pozwalającej się chwalić, że “mamy xx tysięcy użytkowników”.

Podsumowując: zarejestrowałeś się – zostaniesz z nami na zawsze lub do czasu aż zaczniesz tak często truć nam, byśmy cię wykasowali, że w końcu to zrobimy. Gdzieś czytałem, że danych w Internecie przybywa w postępie niemal geometrycznym. Jeżeli spojrzeć wyżej wymienione praktyki – nie dziwię się temu.