Izoluję się. Po raz drugi czytam o przygodach Geralta. Przypominam sobie imiona, nazwy miejsc, chronologię wydarzeń.
Zatracam się. Po raz pierwszy jestem Geraltem. Podejmuję decyzje, brzemienne w skutkach i robię to, co uważam za słuszne.
Wracam na ziemię. Połączenie książki i gry jest wspaniałą odskocznią od szarej i nudnej rzeczywistości.

A taka musi być, gdy ludzkie słabości pod postacią choroby uniemożliwiają wystawienie nosa za drzwi. Nie żeby było po co go wystawiać, przynajmniej pod względem pogody, ale tkwić w domu też nie lubię. Rano myślałem nawet, że fajnie byłoby pojechać w góry. Od dwóch lat z okładem nie wyjechałem dalej jak do Warszawy (na imprezę) lub Wrocławia (na zjazd). Nie twierdzę, że te wypady były złe, wręcz przeciwnie. Ale tak zniknąć na tydzień i przejść te wszystkie szlaki, którymi chodziłem wcześniej, lub wybrać się w Bieszczady, góry jeszcze przeze mnie nieprzebyte i tam zdobywać szczyty? Wspaniała perspektywa – godna rozważenia i zrealizowania (Rozwieję ew. wątpliwości – tak, wolę góry od morza. Przesiadywanie na plaży, poza ew. uciechami dla oka, nie ma dla mnie większej wartości).

Myśli bez większego ładu i składu – tak jak te pisane dwa posty wcześniej. Na razie nie znalazłem dla nich porządku. Jeszcze nie.
Ot – życie.