Wiecie, od dwóch dni nie byłem w Poznaniu. Jutro z resztą też się tam nie wybieram. Uprzedzając ew. pytania – nie, nie odszedłem z pracy. Uprzedzając złośliwości – nie, nie zostałem zwolniony. Specyficznym w byciu programistą jest to, że nie musisz szczerzyć się do klienta, który właśnie odwiedził Twój sklep, by “wcisnąć” mu swój towar. Ba, w byciu programistą nawet nie jest ważne to, by być w sklepie. Bo to, co się liczy to sam towar, a raczej by zdążyć z dostawą na czas i nie dostarczyć procy, gdy potrzebna była armata*
Co jest również specyficzne w byciu programistą? Przesiadywanie przed komputerem**. Z smutkiem stwierdzam, że jestem już od niego nieźle uzależniony, ale ta świadomość pozwoli mi zacząć z tym walczyć. Wracając do tematu – nie da się, przynajmniej w moim odczuciu, gapić przez 8 godzin w monitor i potem “odrobić” to w 6 godzin snu (w końcu poza pracą trzeba mieć czas na życie własne, nie? aż nie ustanowią 30 godzinnej doby czasu zawsze będzie za mało). I tu przychodzi pierwszy plus mojej aktualnej sytuacji – brak dojazdów, to 3 godziny dziennie dla mnie. Nie jestem wielkim śpiochem, ale ta godzinka więcej działa lepiej niż najmocniejsza kawa zaraz po przebudzeniu (o której słyszałem, że może być szkodliwa, ale tym będę się martwił za 20 lat).
Resztę rzeczy specyficznych pozwolę sobie pominąć, bo są albo nudne, albo nieciekawe, albo (co w wypadku większości z was by miało miejsce) i nudne i nieciekawe jednocześnie. Stwierdzę jednak, że praca zdalna wymaga jednego, poza wiedzą na temat tego w jakiej kolejności stawiać znaczki by nagle na ekranie pojawiła się tęcza***. Samokontrola – z prawdziwą ulgą stwierdzam, że zmuszenie się do pracy nie wymaga ode mnie wielkich nakładów siły (zauważcie, siedzę sam w domu od 8 do 14 – mógłbym robić miliardy innych rzeczy).
Jeżeli tylko nie przeszkadza wam brak kontaktu z ludźmi, albo wręcz jest wam na rękę gdy nikt wam nie zagląda przez ramię – mogę szczerze taki tryb pracy polecić. Jeżeli natomiast bez obcowania z innymi nie wyobrażacie sobie istnienia – róbcie to co ja – trochę tu, trochę tam – i jakoś się kręci.
* na lepsze porównanie stać mnie nie było, nie przepraszam
** odkrywcze, nieprawdaż?
*** a przynajmniej usta szefa wykrzywiły się dokładnie odwrotnie
Aż sam muszę skomentować własny wpis – większość moich znajomych, którzy tu trafią albo dopiero studiuje, albo nawet jeszcze nie studiuje i tylko garstka z nich pracuje. A ja tu właśnie o pracy piszę. Cóż. Potraktujcie to jako rada na przyszłość.
Ja pracuję :D Niedawno awansowałam i chyba wyrabiam Twoją normę niesiedzenia, bo mam pracę na stojąco i z klientem, ha! Za to mam znajomego programistę, który potrafi nawet przez 3 tygodnie nie wychodzić z domu (jedzenie mu dowożą). I nie myśl, że z ludźmi nie lubi przebywać- lubi! Ale jak mu się praca zwali to tak hoduje sobie i brzuszek, i garbik…
umarła bym bez kontaktu z ludźmi chyba, więc Cię z jednej strony podziwiam.. z drugiej Ci współczuję.
I nawet się cieszę na myśl, że przede mną jeszcze 2 lata liceum :)
Gratulacje Amciu :) A Twojemu koledze współczuję – mnie fakt ciągłego studiowania daje tę przewagę, że muszę raz na dwa tygodnie nos z domu wystawić ;)
A Tobie Marta powiem to co innym licealistom – korzystajcie póki możecie :)
Też mam taką pracę (głównie tę dodatkową, dorywczą), że mogę ją spokojnie wykonywać w domu. I też mam ten sam problem ze spędzaniem mnóstwa czasu przed komputerem (w większości bezproduktywnego), które nosi znamiona uzależnienia. I nie jestem informatykiem. ;)
Niestety moja samodyscyplina na skutek uzależnienia od komputera poważnie szwankuje. :)