Wczoraj zdecydowanie nie miałem sił na myślenie – netarteria mogła usunąć wpis, ale przecież google x razy na dzień indeksuje moją stronę i, co ważniejsze, trzyma kopie każdej podstrony. Tak więc wpis odzyskany

Nie wiem ile to już razy zwalałem na brak weny zastój jaki panuje na blogu. Prawda jest taka, że bardziej winne jest moje lenistwo i wewnętrzny opór przed zajmowaniem się czymś, co nie jest nowe.

Taki opór często objawia mi się w pracy, gdy przychodzi do modyfikacji już istniejących założeń, bo a to komuś do głowy przyjdzie coś nowego, a to klient sam nie wie czego chce i bawi się w ciuciubabkę. Mam wtedy ochotę rzucić wszystko w cholerę i mówiąc “nie se sam zrobi” wyjść z biura.

Jak na złość to jest ostatnia rzecz jaką w praktyce mogę zrobić. W końcu za coś mi się płaci, więc żując własny język i kląć na czym świat stoi robię co do mnie należy.

Żeby nie było, w tej chwili nie mam takich odruchów. Po prostu nijak nie mam ochoty opisywać szczegółów wyjazdu majowego, a książki które ostatnio kupiłem i przeczytałem (mimo iż wciągające i godne polecenia) nie krzyczą “zrecenzuj mnie”. Te ostatnie najlepiej wychodzą mi “na gorąco”, a w tej chwili emocje już dawno opadły.

Winną braku weny może być też uczelnia, której zbliżające się terminy zaliczeń coraz intensywniej jawią mi się przed oczami i zniechęcają do podejmowania jakichkolwiek działań długofalowych. A mam nawet plan, który może w wakacje zrealizuję, łączący dawno zakupiony aparat wraz z świeżym nabytkiem w postaci roweru.

cdn.