Wiecie czym jest? To czas, w którym kot z Cheshire pomógł Alicji wydostać się z wariatkowa, jakim niewątpliwie była kraina z której pochodził. Poświęcił na to czas zwykle zarezerwowany na wygrzewanie swojego futra w promieniach słońca. Nie spiłem się wystarczająco, by doświadczyć takich halucynacji (i wierzcie mi, daleki jestem od tego), ale to określenie przypadło mi do gustu na tyle, żebym sam znalazł jego definicję.
MTP W trzech słowach – to było dziś. Mając niemal za sobą szarą, zimną i (nikt mnie nie przekona, żebym zmienił zdanie) paskudną zimę te 16 stopni, bezchmurne niebo i przygrzewające słońce był jak zbawienie. Zamiast chowając głowę w ramionach pędzić na pociąg zwolniłem kroku, w duchu wręcz radując się, że oto znowu doczekałem tego lepszego (dla mnie) czasu. Jedno popołudnie potrafi zdziałać cuda w ludzkiej psychice – wystarczy na to pozwolić.