Wiecie czym jest? To czas, w którym kot z Cheshire pomógł Alicji wydostać się z wariatkowa, jakim niewątpliwie była kraina z której pochodził. Poświęcił na to czas zwykle zarezerwowany na wygrzewanie swojego futra w promieniach słońca. Nie spiłem się wystarczająco, by doświadczyć takich halucynacji (i wierzcie mi, daleki jestem od tego), ale to określenie przypadło mi do gustu na tyle, żebym sam znalazł jego definicję. W trzech słowach – to było dziś. Mając niemal za sobą szarą, zimną i (nikt mnie nie przekona, żebym zmienił zdanie) paskudną zimę te 16 stopni, bezchmurne niebo i przygrzewające słońce był jak zbawienie. Zamiast chowając głowę w ramionach pędzić na pociąg zwolniłem kroku, w duchu wręcz radując się, że oto znowu doczekałem tego lepszego (dla mnie) czasu. Jedno popołudnie potrafi zdziałać cuda w ludzkiej psychice – wystarczy na to pozwolić.
Już nie mogę doczekać się czasu kiedy będę mogła znów w krótkim rękawku i narzuconej na ramiona bluzie, wyjść na spacer do parku z moją drugą połówką :). Mimo iż w maju mam ciężki okres – matury, to i tak nie mogę się doczekać tego jego cieplejszych dni :D Zima, fakt faktem była obrzydliwa, niemalże 0 śniegu przez cały jej czas trwania, a przecież tylko na to czeka się o tej porze roku.
Przyznam się od razu… jestem zmarzluchem :|
O taaakk. to słońce potrafi poprawić humor :)
mróz nie szczypie w nos i policzki (chociaż tej zimy to nawet tego nie było za wiele), nie jest szaro brzydko i ponuro, no i o to chodzi nie?
Co prawda koniec z popijaniem ciepłej herbaty z miodem, równocześnie będąc owiniętym kocem i w bluzie.. ale..
Zdecydowanie wolę wiosnę :)
heh, a w Warszawie dziś padalo, wiec nie bylo tak fajnie jak u Ciebie :<
Gośka może powinnaś kiedyś odwiedzić te fajniejsze regiony naszego kraju :>